Bernadetta Darska: W koszarach Ludendorffa w Bartoszycach utworzono „miasto dzieci”, będące „miastem w mieście”

opublikowano: 2026-05-25, 05:01
wszelkie prawa zastrzeżone
Tuż po II wojnie światowej, w dawnych, częściowo zniszczonych pruskich koszarach Ludendorffa w Bartoszycach, narodził się niezwykły i zakrojony na gigantyczną skalę eksperyment pedagogiczny. Jego dzieje przybliża prof. Bernadetta Darska, autorka publikacji „Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku”.
reklama
Bernadetta Darska – prof. dr hab., krytyczka literacka, literaturoznawczyni. Pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Autorka trzynastu książek. Ostatnio ukazały się: „Berlinowanie. Zapiski z doświadczania miasta” (2022), „Czas reportażu. O tym, co działo się wokół gatunku po 2010 roku” (2023) i „Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku” (2026). Autorka bloga „Nowości książkowe”: www.bernadettadarska.blogspot.com (fot. z archiwum prywatnego prof. B. Darskiej).

Po zakończeniu II wojny światowej z inicjatywy Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Bartoszycach powołano do życia Centralny Ośrodek Wychowawczo-Szkoleniowy, którego głównym celem było ukształtowanie socjalistycznego „nowego człowieka”. Do tego pionierskiego „miasta w mieście” zaczęły zjeżdżać straumatyzowane wojną sieroty o skomplikowanych życiorysach: dzieci ocalałe z piekła powstania warszawskiego, polscy repatrianci z sierocińca w Monetnej na Uralu, a także osierocone dzieci mazurskie i niemieckie, które poddawano natychmiastowej repolonizacji.

Magdalena Mikrut-Majeranek: Opisane w „Republice ludzi młodych” miejsce to nie jedynie obiekt Pani naukowego zainteresowania. Jak osobista historia Pani rodziny, a w szczególności losy dziadków Jadwigi i Witolda Darskich, którzy mieszkali i pracowali przy ulicy Limanowskiego, wpłynęła na decyzję o napisaniu tej książki i zgłębianiu historii tego miejsca?

Bernadetta Darska: Choć w książce nie koncentruję się na losach mojej rodziny, wspominam o niej w posłowiu, to jednocześnie nie da się zaprzeczyć, że warstwa autobiograficzna okazała się przy pracy nad tą książką bardzo ważna. Punktem zapalnym było kilka pytań, które pojawiły się właśnie odnośnie do krewnego mojej babci, Włodzimierza Obłamskiego, który jak się okazało, nie tylko był reemigrantem z Francji, ale także jedną z ważnych postaci dla historii opisywanego przeze mnie miejsca. To właśnie dzięki niemu moja rodzina znalazła się w Bartoszycach. Babcia i dziadek zamieszkali z dziećmi na terenie Centralnego Ośrodka Wychowawczo-Szkoleniowego im. Janusza Korczaka w jednym z domów pooficerskich. Przez pewien czas oboje pracowali w instytucjach stanowiących część Ośrodka. Mieszkali tam do końca życia, teraz nadal mieszkają tam ich córka i syn, tam wychował się mój ojciec.

Znałam więc to miejsce bardzo dobrze. Często tam bywałam. Ci, którzy przeżyli tak wiele trudnych doświadczeń, a potem pracowali w domu dziecka, byli sąsiadami moich babci i dziadka. Wspominam ich jako bardzo miłych i serdecznych ludzi. Nie miałam pojęcia o ich przeżyciach, nie wiedziałam też, że są częścią tak niezwykłej historii. Dopiero niedawno zaczęłam zadawać pytania, szukać odpowiedzi, przeglądać archiwa, sięgać do materiałów, których nikt nie czytał od kilkudziesięciu lat. Przekonałam się, że bardzo blisko może być coś ważnego, czego nie zauważamy. Czasami mówi się, że do niektórych tematów trzeba dojrzeć. Tak z pewnością jest. Jednak bywa też tak, że wtedy przegrywamy z czasem.

reklama
Miasto w XVII wieku.

Mam poczucie, że pracując nad tą książką, działałam również na rzecz pamięci. To dla mnie wyjątkowo ważne, że historia ludzi z ulicy Limanowskiego w Bartoszycach dzięki temu przetrwa. Zasługuje na to, by o niej pamiętać. Bo nie każdy straciwszy wiele, zdecydowałby się na zrobienie tak dużo dla innych ludzi i na to, by właściwie całe życie poświęcić temu, by najsłabsi i najbardziej bezradni, a więc dzieci, mogli odzyskać przyszłość. Istotne jest dla mnie także to, że udało mi się zrekonstruować losy babci i dziadka przed przybyciem do Bartoszyc. I że odkryłam, jak trudne przeżycia były udziałem babci i jak silna i zdeterminowana okazała się wtedy, kiedy przyszło jej zawalczyć o to, by żyć na własnych zasadach.

Zanim narodził się ośrodek, niemieckie Bartenstein musiało stać się polskimi Bartoszycami. Jak wyglądały realia tego wyludnionego i w dużej mierze zniszczonego miasta tuż po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1945 roku?

Ponieważ faktycznie obrazy, jakie wówczas dominowały w Bartoszycach, można nazwać apokaliptycznymi, nikt nie przypuszczał, że już niebawem dzięki powstaniu Centralnego Ośrodka Wychowawczo-Szkoleniowego im. Janusza Korczaka pojawi się tutaj tak wiele życia. Miasto właściwie było opuszczone, Niemcom, którzy tu pozostali, nakazano oczyszczanie ulic. Ruiny, rozkładające się ciała zmarłych, ale i upiornie wyglądające opuszczone jakby na chwilę mieszkania. Dzieci, młodzież i pedagodzy, którzy zaczynają przybywać do tworzonego Ośrodka znacząco zmienią oblicze miasta. Przez pewien czas to tam będzie najwięcej ludzi i najwięcej życia. Z czasem okaże się, że to tam powstają tak naprawdę fundamenty rodzącego się nowego świata. Można postawić tezę, że to właśnie ludzie z Ośrodka – wychowankowie domu dziecka, uczniowie liceum pedagogicznego, nauczyciele i wychowawcy stali się filarem miejscowej społeczności. Historia Ośrodka to zatem nie tylko projekt o charakterze ogólnopolskim, ale i opowieść, w której jak w soczewce widać, w jaki sposób rodziła się przyszłość – jeszcze pamiętająca wojnę, ale bez wojny, świat polski w miejscu wcześniej należącym do Niemiec, rzeczywistość na gruzach, ale rysująca gdzieś blisko zarys tego, co zostanie zbudowane i okaże się trwałe.

Zainteresował Cię nasz materiał? Zamów książkę Bernadetty Darskiej „Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku” bezpośrednio pod tym linkiem!

Bernadetta Darska
„Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku”
cena:
59,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Iskry
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Liczba stron:
308
EAN:
9788324412198
reklama
Dom Sierot. Orkiestra pod batutą Janusza Korczaka, 1923 rok.

Dlaczego to właśnie imponujące, nowoczesne, choć częściowo zniszczone pruskie koszary wybrano na miejsce tak gigantycznego i nowatorskiego eksperymentu pedagogicznego?

Koszary Ludendorffa wybudowano tuż przed wojną. Zniszczenia wojenne dotarły oczywiście i tutaj, ale w stosunkowo małym stopniu. Koszary znajdowały się w pięknym miejscu. Od miasta oddzielał je nasyp kolejowy, a z innych stron rzeka Łyna i las. Co ciekawe, bliskość przyrody pozostaje atutem tego miejsca do dzisiaj. Las jeszcze w latach osiemdziesiątych XX w. przypominał założenie parkowe. Wytyczono tam na przykład aleje spacerowe. Częścią koszar był basen i ciekawie zaprojektowane kasyno. W tym ostatnim powstał Dom Kultury Dziecka. Obok budynków koszarowych stały domy poooficerskie, a do każdego mieszkania był przypisany ogródek. Uznano to miejsce za idealne – odizolowanie od reszty miejscowości pozwalało na utworzenie „miasta dzieci” czy inaczej mówiąc „miasta w mieście”.

Latem 1946 roku przyjeżdżają do Bartoszyc przedstawiciele władz Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Wcześniej zorganizowano tutaj kolonie pod patronatem tej organizacji. To właśnie wtedy zostaje podjęta decyzja, by stworzyć w Bartoszycach Centralny Ośrodek Wychowawczo-Szkoleniowy im. Janusza Korczaka. Punktem wyjścia miał być dom dziecka, do którego planowano przyjąć trzy tysiące wychowanków. Rozpoczynają się prace przygotowawcze, a w lutym 1947 roku przybywają pierwsze dzieci. O wyborze tego miejsca zadecydowało więc na pewno położenie, rozmach architektoniczny dawnych koszar Ludendorffa i ich nowoczesna infrastruktura, no i – tak chyba można powiedzieć – sprzyjające okoliczności, które spowodowały, że akurat to miejsce było potencjalnie idealne do zamierzonych celów: wychowania, opieki, nauki i budowania przyszłości.

Tytułowa „republika ludzi młodych” miała za zadanie ukształtować „nowego człowieka”. Jakie były główne założenia ideologiczne tego socjalistycznego wychowania i jak zamierzano odciąć dzieci od balastu ich tragicznej przeszłości?

Zdecydowanie i dobitnie warto w tym miejscu zaznaczyć, że niezależnie od uwikłań ideologicznych tamtego czasu, pracownikom Ośrodka i działaczom Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci chodziło przede wszystkim o dobro i bezpieczeństwo dzieci i młodzieży. Ci, którzy zostawali wychowawcami, często byli niewiele starsi od swoich podopiecznych. Młodsze dzieci mogły liczyć na wsparcie starszych kolegów. Nauce towarzyszyła praca na rzecz własnego rozwoju, ale i dobrych fundamentów wspólnoty. Autentycznie wierzono w to, że wspólnymi siłami uda się pokonać demony przeszłości i uwierzyć w jasną przyszłość. I dzieci, i dorośli mieli za sobą wiele traumatycznych przeżyć. To, co było ważne w kontekście nowego człowieka, wiązało się nie tylko z myśleniem o sobie jako o byciu częścią zbiorowości, ale też wiązało się z przekonaniem, że warto działać dla wspólnego dobra, a więc pomagać słabszym, pracować na rzecz wspólnoty, uczyć się i dyskutować o tym, co dobre, ale i o tym, co niełatwe i stanowi codzienne wyzwania. W Bartoszycach korzystano ze wzorców pedagogiki Janusza Korczaka oraz radzieckiego pedagoga Antona Makarenki, ale – co kluczowe – miały to być tylko inspiracje. Planowano stworzyć model bartoszycki, który miał być wzorcem dla innych placówek wychowawczo-opiekuńczych w kraju.

reklama
Bartoszyce z wodociągowej wieży ciśnień (fot. Lech Darski).

Ważną grupę założycielską w ośrodku stanowili „Monetniacy”. Jakie były wojenne losy tych sierot z polskiego domu dziecka na Uralu i dlaczego to oni stali się swoistym filarem rodzącej się bartoszyckiej wspólnoty?

Historia dzieci, które były wychowankami placówki w Monetnej na Uralu, to jeden z ważnych punktów założycielskich bartoszyckiego Centralnego Ośrodka Wychowawczo-Szkoleniowego im. Janusza Korczaka. Nie opowiem w tym miejscu szczegółowo o losach tej grupy, nie da się jednak ukryć, że losy tych młodych ludzi to przykład niezwykłej siły, determinacji i wiary w drugiego człowieka. Dzieci, które znalazły się tak daleko od własnego kraju, doświadczyły strasznych przeżyć. Były na przykład świadkami śmierci własnych rodziców z głodu. Powstanie polskiego domu dziecka w Monetnej okazało się dla nich nadzieją na życie i na odzyskanie choć pozorów normalności. Kierujący placówką Aleksander Lewin okazał się opiekunem, który towarzyszy podopiecznym także w dalszych latach, kiedy już wrócą do kraju. Daje im poczucie bezpieczeństwa. Mamy więc tutaj długą i poruszającą drogę powrotną do ojczyzny, mamy rozczarowania wynikające z różnego rodzaju spotkań, ale i zachwyty, mamy pobyt w Domu Rozdzielczym w Gostyninie i później w domu dziecka w Sławięcicach, no i wreszcie przybycie do Bartoszyc. Ci z wychowanków, którzy tam trafiają, mają być wsparciem dla Ośrodka. Znają zasady wychowania, które są tutaj wprowadzane, Lewin traktuje ich jako odpowiedzialnych, pracowitych, lojalnych. W pewnym więc sensie nie tylko zmieniają miejsce zamieszkania, ale i stają się współodpowiedzialni za realizację tego ważnego projektu pedagogicznego. Są dziećmi i nastolatkami, ale to oni w dużej mierze, wpłyną na kształt Ośrodka. Także i później, bo niektórzy zwiążą swoje losy z tym miejscem na całe życie. „Monetniacy” nawet kilkadziesiąt lat po wojnie będą utrzymywać ze sobą i prof. Aleksandrem Lewinem kontakt, organizując zjazdy. Lewin pozna ich dzieci, a rodziny „Monetniaków” będą również uczestnikami tych spotkań.

Zainteresował Cię nasz materiał? Zamów książkę Bernadetty Darskiej „Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku” bezpośrednio pod tym linkiem!

Bernadetta Darska
„Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku”
cena:
59,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Iskry
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Liczba stron:
308
EAN:
9788324412198
reklama

Wspomniany tu pedagog Aleksander Lewin odegrał ogromną rolę w życiu „Monetniaków”, a później całego ośrodka. W jaki sposób potrafił zbudować zaufanie u straumatyzowanych dzieci i przygotować wychowawców do tak trudnego zadania?

To postać wyjątkowo intrygująca. Ideowiec. Człowiek, który wierzy w to, że dziecku trzeba pomóc i że dziecko, choć jest częścią większej wspólnoty, potrzebuje również traktowania indywidualnego. Lewin słucha dzieci, rozmawia z nimi, pozwala im podejmować decyzje, dyskutuje z nimi. Traktuje swoich podopiecznych serio. Ponieważ częścią wychowania w Monetnej i w Bartoszycach była samorządność, a więc włączanie dzieci w zarządzanie i procesy decyzyjne dotyczące wspólnoty, Lewin mógł obserwować dorastanie wychowanków do odpowiedzialności za to, co dzieje się z nimi i co mogłoby się dziać dzięki nim.

W książce ukazuje Pani ośrodek jako wielokulturowy tygiel. Obok Polaków i dzieci mazurskich, uczyli się tu młodzi Ukraińcy z Akcji „Wisła”, reemigranci z Francji, Grecy, a nawet uchodźcy z Korei. Jak z tak różnych doświadczeń „lepiono” jedną młodzieżową społeczność?

Do zorganizowanego w ramach Ośrodka domu dziecka trafiają np. autochtoni. Dzieci te konsekwentnie nazywano mazurskimi, unikano określenia niemieckie, ponieważ prowadzono w stosunku do nich akcję repolonizacyjną. Przedsięwzięcie to również miało być modelowe dla innych miejsc w kraju o podobnym charakterze. Do Bartoszyc trafiają dzieci z Powstania Warszawskiego. Łatwo sobie wyobrazić rodzące się konflikty i problemy. Wychowawcy opiekowali się dziećmi, które nie umiały na początku mówić po polsku. Z kolei młodzi Warszawiacy nie potrafili zrozumieć, dlaczego mają żyć razem z dziećmi niedawnego wroga. Sytuacje te wymagały od młodych opiekunów dużej wrażliwości, umiejętności koncyliacyjnych, realnie okazywanej troski. W ramach Ośrodka utworzono dwa licea, w jednym były klasy z językiem ukraińskim. Wśród nauczycieli znaleźli się reemigranci z Francji. Płynnie mówili po francusku. Zresztą dobra znajomość języków obcych była wśród nauczycieli częsta. W ramach wakacyjnej wymiany przyjeżdżali tu na kolonie młodzi Koreańczycy i Grecy. Różne języki słychać więc było często. Co ciekawe, ostatecznie młodzi ludzie zwykle dochodzili do porozumienia i umieli spędzać razem czas. Ta różnorodność oferowała im siłę i wiarę w lepsze jutro.

reklama
M. Gorki i A. Makarenko wśród mieszkańców kolonii imienia M. Gorkiego.

Ośrodek RTPD/TPD w Bartoszycach miał być samowystarczalny. W jakim stopniu to się udawało, biorąc pod uwagę własne warsztaty zawodowe, przyległe majątki ziemskie (jak Erwiny), a nawet własną pralnię czy rzeźnię?

Oczywiście samowystarczalność ostatecznie była tylko częściowa. Miała uczyć wychowanków odpowiedzialności i pokazywać, że własną pracą można zyskać to, o czym się marzy. Przykładem może być uczestniczenie w wykopkach i zbieranie w ten sposób na wycieczki do różnych miejsc w Polsce. Warsztaty pozwalały na uczenie się zawodu, majątki zapewniały na przykład mleko, mięso, warzywa i owoce, rzeźnia dawała możliwość obróbki dostarczanego mięsa itd. Wychowankowie Ośrodka angażowali się w utrzymanie porządku – mieli dyżury w budynkach, dbali też o najbliższe otoczenie. Wspomniałam o częściowej samowystarczalności, bo pieniądze na utrzymanie i rozwój tego projektu były potrzebne i to duże. Kierujący Ośrodkiem mimo dużego wsparcia ze strony władz centralnych co jakiś czas, ale dość systematycznie pisali więc pisma z prośbą o zwiększenie dotacji. Przy takiej liczbie dzieci i innych osób współtworzących projekt pieniądze były potrzebne – by zachować właściwy poziom wyżywienia, by wyposażenie budynków i sal lekcyjnych było odpowiednio nowoczesne, by można było regularnie wypłacać pensje.

Placówka z dumą nosiła imię Janusza Korczaka, lecz w praktyce silnie inspirowała się wychowaniem kolektywnym Antona Makarenki. Jak w codziennej praktyce wychowawców łączyły się te dwie, zdawałoby się bardzo różne, koncepcje pedagogiczne?

To było faktycznie ciekawe i nieoczywiste połączenie. O ile Janusz Korczak zajmował się sierotami i inwestował w indywidualny rozwój dziecka, które jednocześnie jest częścią grupy za którą odpowiada, o tyle Anton Makarenko funkcjonował w środowisku młodych ludzi, którzy mieli już na swoim koncie różnego rodzaju doświadczenia przestępcze, zatem odzyskiwanie tych młodych było często dużo bardziej skomplikowane. Warte uwagi jest to, że Korczak znał twórczość radzieckiego pedagoga i to on polecił lekturę Makarenki Aleksandrowi Lewinowi. Natomiast eksperyment bartoszycki miał polegać na tym, że korzystając z obu wzorców, zostanie wytworzony model szczególny, zmodyfikowany, idealny dla trwających właśnie czasów. Pedagodzy mieli prowadzić obserwacje, ale wniosków z tych badań nie upubliczniono.

Zainteresował Cię nasz materiał? Zamów książkę Bernadetty Darskiej „Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku” bezpośrednio pod tym linkiem!

Bernadetta Darska
„Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku”
cena:
59,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Iskry
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Liczba stron:
308
EAN:
9788324412198
reklama
Miejsca osadzenia więźniów politycznych w Polsce Ludowej 1944-1956 (fot. Mathiasrex, Maciej Szczepańczy).

W swojej książce zestawia Pani optymistyczny obraz „republiki ludzi młodych” z historią Progresywnego Więzienia dla Młodocianych Przestępców w Jaworznie. Jak to możliwe, że ta sama pedagogika Antona Makarenki posłużyła w Bartoszycach do ratowania wojennych sierot, a w Jaworznie – zwanym „obozem dwóch totalitaryzmów” – stała się narzędziem brutalnej indoktrynacji, morderczej pracy i łamania charakterów młodych ludzi?

To dobre pytanie, choć podejrzewam, że nie da się znaleźć na nie wyczerpującej odpowiedzi. Podczas pisania książki długo zastanawiałam się nad tym paradoksem, z którym mamy tutaj do czynienia – z jednej strony opowiedzenie się po stronie dobra, z drugiej wspieranie zła. Powiedzenie, że taki bywa człowiek, będzie oczywiście banałem. Ale… Aleksander Lewin prawdopodobnie uwierzył w propagandowe hasła mówiące o tym, że w Jaworznie uwięziono młodych przestępców. Ponieważ w ten projekt był zaangażowany bardziej z oddali być może dokładne analizy przypadków odsunął na bok, sądząc, że pedagogika Makarenki nie uczyni nikomu krzywdy. Trudno dzisiaj stwierdzić, czy to ideologiczne zaślepienie, czy rodzaj naiwności. Faktem jest, że wbrew ocenie sytuacji w Jaworznie przez Lewina, realizowany tam według jego i Bolesława Milewicza sugestii wzorzec wychowawczy okazał się projektem nieudanym. Z prostego powodu: Makarenko pracował ze środowiskiem skażonym przestępczością, słabo wykształconym, młodzi więźniowie Jaworzna byli zazwyczaj lepiej wyedukowani i mocniejsi ideowo od wychowawców szkolonych przez Lewina.

reklama
Bartoszyce, ul. Limanowskiego. Z prawej strony budynek Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, a na przeciwko budynek Domu Dziecka (fot. Lech Darski).

Historia ośrodka to nie tylko sukcesy wychowawcze. Wspomina Pani też o poważnym kryzysie, jakim było np. masowe zatrucie 400 dzieci zepsutą pasztetową, po którym kierowniczka kuchni trafiła do więzienia. Jak często i jak skutecznie radzono sobie w ośrodku z tego typu skandalami lub tragediami, takimi jak samobójstwa?

Nie da się tego dzisiaj ustalić. Wspominam o kilku trudnych sytuacjach, żeby zasygnalizować, że choć projekt Ośrodka ostatecznie okazał się projektem udanym, to jednak nie jest to wizja tylko jasna i sielankowa. W tak dużej grupie ludzi, którzy żyją obok siebie, tworzą zbiorowość, spotykają się w różnych sytuacjach oczywiste jest, że obok tego, co pozytywne, pojawić się może dużo problemów. Wiele z nich nie zachowano w pamięci. Ostatecznie jednak także problemy pokazują, że był to projekt pomyślany jako dążenie do obranego celu, ale i jako działanie nastawione na mierzenie się z trudnościami. Widać to od początku, kiedy do Bartoszyc przybywają pierwsi wychowankowie. Stały kontakt pedagogów z podopiecznymi wskazuje na chęć utrzymania trwałej więzi, dzięki czemu łatwiej było też reagować na różnego rodzaju wyzwania.

Zrekonstruowanie codzienności „republiki ludzi młodych” wymagało oparcia się na rozproszonych archiwach, odręcznych kronikach, czy ściennej gazetce „Razem”. Jakie było największe wyzwanie warsztatowe w zderzeniu oficjalnej propagandy i „nowomowy” ze szczerymi, często bardzo bolesnymi, prywatnymi wspomnieniami dawnych wychowanków?

Podczas pracy nad książką uświadomiłam siebie, jak ważne jest szukanie nowych pytań, innych niż te, które przychodzą nam do głowy na początku. Wtedy można trafić na takie informacje, które są ważne, a mogły zostać pominięte. Przekonałam się też, że w poszukiwaniach dotyczących przeszłości warto mieć ograniczone zaufanie do cudzej pamięci oraz warto dostrzegać, jak różne, pozornie niezależne od siebie dokumenty, mogą ze sobą korespondować. Pisanie tej książki to także mierzenie się z rozczarowaniem związanym z tym, że wielu rzeczy nie da się już ustalić – bo uczestnicy wydarzeń nie żyją, bo część dokumentów przepadła, bo ktoś uznał, że lepiej o tym zapomnieć. Dlatego właśnie poczucie, że działam na rzecz pamięci i przetrwania, o czym już wspominałam, było dla mnie podczas pisania książki wyjątkowo ważne. Zwłaszcza że mamy tutaj do czynienia z ludźmi, którzy straciwszy wiele podczas wojny, uwierzyli w lepsze jutro nie tylko dla siebie, ale i dla innych, tych najsłabszych.

Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Materiał powstał dzięki współpracy reklamowej z Wydawnictwem Iskry.

Zainteresował Cię nasz materiał? Zamów książkę Bernadetty Darskiej „Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku” bezpośrednio pod tym linkiem!

Bernadetta Darska
„Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku”
cena:
59,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Iskry
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Liczba stron:
308
EAN:
9788324412198
reklama
Komentarze
o autorze
Magdalena Mikrut-Majeranek
Doktor nauk humanistycznych, kulturoznawca, historyk i dziennikarz. Autorka książki "Henryk Konwiński. Historia tańcem pisana" (2022), monografii "Historia Rozbarku i parafii św. Jacka w Bytomiu" (2015) oraz współautorka książek "Miasto jako wielowymiarowy przedmiot badań" oraz "Polityka senioralna w jednostkach samorządu terytorialnego", a także licznych artykułów naukowych. Miłośniczka teatru tańca współczesnego i dobrej literatury. Zastępca redaktora naczelnego portalu Histmag.org.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone