Bitwa nad Worsklą. Jak wyglądała klęska Witolda Kiejstutowicza?
Historia średniowiecznej Litwy obfituje w spiski, morderstwa i brutalną walkę o władzę. Pod koniec XIV wieku nowy rozdział tej historii napisać miało dwóch kuzynów – Jagiełło i Witold. W 1382 roku ten pierwszy pokonał w wojnie domowej swego stryja – Kiejstuta, który jednocześnie był ojcem Witolda. Obalony władca trafił następnie do zamkniętej komnaty na zamku w Krewie, gdzie zaledwie pięć dni później odnaleziono jego zwłoki. Jest niemal pewne, że został zamordowany na rozkaz Jagiełły.
Witold ocalał, a po kilkuletnim przebywaniu na uchodźctwie powrócił nawet na Litwę i pojednał się z kuzynem. Nie zapomniał jednak ani o stracie ojca, ani wielkoksiążęcego tronu, który mógłby przejąć po jego śmierci. W 1390 roku, korzystając ze wsparcia Krzyżaków zbuntował się i na czele armii pomaszerował na Wilno, próbując obalić Jagiełłę. Litewska stolica wytrzymała, ale w trakcie walk poległ jeden z broniących jej braci Jagiełły – Korygiełło. Obserwatorzy konfliktu z zapartym tchem zastanawiali się, jak zakończy się wojna pomiędzy kuzynami, którzy wzajemnie mordowali członków swojej najbliższej rodziny. Koniec prawdopodobnie zaskoczył wszystkich.
Dwa lata po oblężeniu Wilna zwieńczeniem brutalnej walki o władzę była bowiem… ponowna zgoda, przynajmniej chwilowa. Obaj wnukowie Giedymina byli bowiem chłodno kalkulującymi politykami postawionymi w trudnym położeniu. Witold w czasie przedłużającej się wojny zrozumiał, że nie dysponuje wystarczającymi siłami, ani poparciem wśród litewskich elit, aby zasiąść na tronie. Z kolei Jagiełło, będąc formalnie wielkim księciem litewskim, od 1386 roku rządził też w Polsce jako król Władysław II. W teorii posiadał więc kontrolę nad niezwykle rozległym terytorium. W praktyce oba jego władztwa borykały się z problemami, których jeden człowiek nie był w stanie skutecznie rozwiązywać. Monarcha szybko pojął, że przebywając na stałe w Krakowie potrzebuje swojego namiestnika w Wilnie. W 1392 roku podjął niezwykle ryzykowną i trudną decyzję licząc zapewne, że zdoła rozwiązać jeden ze swoich problemów przy pomocy drugiego – mianował namiestnikiem Witolda.
Kiejstutowicz zyskał zatem realną władzę, o której tak marzył. Bez zgody swojego kuzyna nie mógł jednak podejmować żadnych kluczowych decyzji, czy prowadzić własnej polityki, nie mówiąc o tytułach i zaszczytach. Funkcja królewskiego namiestnika była czymś, co w żaden sposób nie zadowalało Witolda, ale mogła stać się trampoliną do dalszej jego politycznej kariery. Zwłaszcza, że wkrótce pojawiła się okazja, której nie zamierzał marnować.
Chan na wygnaniu
W 1395 roku na dwór Witolda przybyli tatarscy uciekinierzy ze Złotej Ordy, rozległego stepowego państwa stanowiącego pozostałość po wspaniałym imperium Czyngis Chana. Pod koniec XIV wieku kraj był już jednak ledwie cieniem dawnej potęgi. Rozdzierały go wewnętrzne konflikty, czego najlepszym dowodem był przywódca przybyłych do Wilna Tatarów. Nosił imię Tochtamysz i był obalonym chanem Złotej Ordy szukającym schronienia.
Nie liczył jednak jedynie na polityczny azyl. Miał nadzieję, że zdoła namówić Witolda, aby ten zbrojnie pomógł mu odbić utracony tron. Dla ambitnego Kiejstutowicza była to wręcz wymarzona sytuacja. Już na etapie wstępnych negocjacji rozmawiał z Tochtamyszem z pozycji siły. Gdyby zaś zdołał posadzić go na tronie mógłby żądać w zamian: bogactw, ustępstw terytorialnych, a nawet starać się narzucić Złotej Ordzie litewskie zwierzchnictwo. Jeśli Witold zrealizowałby te plany stałby się najpotężniejszym władcą wschodniej Europy. Pod względem prestiżu i potęgi przewyższyłby nawet swego kuzyna. Co za tym idzie, nie musiałby wykonywać jego poleceń.
Lecz jako namiestnik Jagiełły Witold nie miał prawa podejmować żadnych decyzji w kwestii Tochtamysza. Nie zamierzał jednak przejmować się wiążącymi go ograniczeniami. Jego działania z tamtego okresu pokazują, że ostrożnie, ale konsekwentnie przesuwał granicę, łamiąc złożoną kuzynowi przysięgę wierności. Jeszcze w 1395 roku w wystawionym przez siebie oficjalnym dokumencie użył tytułu „magnus dux Lithuaniae” oznaczającego wielkiego księcia litewskiego.
Polecamy e-book Marcina Sałańskiego pt. „Wielcy polskiego średniowiecza”:
Te śmiałe posunięcia zdziwiły i zaniepokoiły Jagiełłę. Mimo to nie chciał on zbrojnie odpowiadać na występki kuzyna. Zapewne rozumiał, a przynajmniej liczył, że Witold także nie chce doprowadzać do kolejnej wojny. Polski król zareagował jedynie na polu dyplomatycznym. Przestał używać tytułu wielkoksiążęcego zastępując go nowym, „supremus dux”, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „najwyższy książę”.
Jagiełło i Polacy nie byli jedynym zagrożeniem dla planów i władzy Witolda. Co najmniej równie niebezpieczny był zakon krzyżacki, z którym przed wielką wyprawą na wschód także należało dojść do porozumienia. Witold rozpoczął więc negocjacje z wielkim mistrzem krzyżackim Konradem von Jungingenem. W 1398 roku zakończyły się one podpisaniem traktatu na wyspie Salin. Kiejstutowicz zyskał obietnicę nie tylko pokoju, ale również wsparcia swojej wyprawy. Konrad zobowiązał się wysłać mu niewielki kontyngent zbrojnych. Cena była jednak wysoka. W zamian za wsparcie Witold oddawał Konradowi Żmudź, a zarazem odcinał Litwę od Bałtyku. Stawiał więc wszystko na jedną kartę, ale był pewny, że już wkrótce wygra.
Krucjata Witolda
Jeszcze w 1398 roku Witold rozpoczął zakrojone na szeroką skalę przygotowania do inwazji na Złotą Ordę. Wykazał się przy tym niesamowitą zręcznością polityczną. Zwrócił się do papieża Bonifacego IX, z prośbą o zgodę na zorganizowanie krucjaty przeciwko Tatarom. Mimo że epoka wielkich wypraw krzyżowych chyliła się już ku końcowi, a krucjaty nie budziły takiego entuzjazmu jak dawniej, papieska zgoda znacząco podniosła prestiż całej kampanii. W ten sposób Witold postawił Jagiełłę w niezwykle trudnym położeniu. Polski król zmagał się bowiem z ciągłymi oszczerstwami ze strony krzyżaków, którzy przedstawiali go jako fałszywego chrześcijanina. Polska dyplomacja próbowała temu przeciwdziałać, ale z różnym skutkiem. Dla Jagiełły wizerunek pobożnego władcy był więc jednym z fundamentów uznania legalności jego władzy. Właśnie dlatego, mimo iż doskonale rozumiał, że zwycięstwo Witolda może oznaczać początek jego samodzielnych rządów na Litwie, nie mógł otwarcie krytykować jego planów, a wręcz powinien je wspierać.
Poza tym wizja wzięcia udziału w świętej wyprawie wojennej była kusząca dla sporej liczby polskich rycerzy, liczących jednocześnie na sławę i bogate łupy wojenne. Z tego powodu na początku 1399 roku Jagiełło wysłał na Litwę około czterotysięczną armię, w skład której weszli chętni polscy rycerze wraz ze swoimi przybocznymi. Siły te stanowiły jednak niewielką część całych sił jakie zgromadził Witold.
Późną wiosną książę wyruszył z Wilna na czele swoich wojsk składających się głównie z jazdy bojarskiej. W drodze na Ruś do armii przyłączyli się: Polacy, obiecany niewielki kontyngent krzyżacki i ruskie oddziały, których trzon również stanowili walczący konno bojarzy. Do Witolda, na czele niespełna dwóch tysięcy zbrojnych dołączył również mołdawski hospodar Stefan I. W okolicach Żytomierza wojska te połączyły się z oddziałami Tochtamysza. W ten sposób pod rozkazami Witolda znalazła się armia, która według relacji kronikarzy i historyków liczyła niemal czterdzieści tysięcy żołnierzy. Prowadząc tę wielką masę ludzi w kierunku Kijowa i obserwując z siodła jak przeprawia się przez Dniepr, Witold zapewne czuł jak spełnienie jego marzeń o wielkości, zbliża się wielkimi krokami. Jednak zarówno przepełniająca go euforia jak i zróżnicowany skład jego armii, miały wkrótce doprowadzić do tragedii. Energia z jaką Witold wydawał kolejne rozkazy swoim podwładnym, pchała go ku własnej zgubie.
Po przeprawie przez Dniepr, na początku sierpnia armia księcia ruszyła na południowy wschód natrafiając na kolejną wodną przeszkodę. Był to dopływ potężnego Dniepru – niepozorna, ale potencjalnie problematyczna Worskla. W tym samym czasie nad rzekę nadciągały dwie potężne armie chana Złotej Ordy. Jedną z nich osobiście dowodził jej władca i człowiek, który zastąpił obalonego Tochtamysza – Temur Kutług. Drugą zaś prowadził jego zaufany dowódca – Edygej.
Polecamy e-book Marcina Sałańskiego „Wyprawy krzyżowe. Zderzenie dwóch światów”:
Książkę można też kupić jako audiobook, w tej samej cenie. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka!
Historycy i kronikarze nie są jednak pewni, jakie były dokładne okoliczności, w których doszło do bitwy nad Worsklą. Jedna z popularnych wersji mówi, że armie Temura Kutługa i Edygeja oddzielał dzień marszu. Dlatego kiedy Witold napotkał wojska chana, ten od razu wysłał do niego emisariuszy, którym kazał grać na zwłokę i mówić, iż może porozumieć się z Tochtamyszem i Witoldem. Wówczas książę miał nakazać przekroczenie Worskli. Być może chciał w ten sposób zmusić Temura Kutługa do podjęcia szybszej decyzji. Wersja ta wydaje się jednak bardzo mało prawdopodobna. W końcu Witold był doświadczonym dowódcą, który dodatkowo słynął z przebiegłości. Opisany wyżej ruch byłby zaś z jednej strony naiwny, a z drugiej pozbawiałby jego wojska naturalnej osłony, jaką zapewniała rzeka.
Najpewniej wyglądało to więc inaczej. Szybko przemieszczające się tatarskie armie połączyły się na długo, zanim Witold zorientował się, że wtargnęły na jego terytorium. Litewski książę nie spodziewał się tak szybkiego działania ze strony swoich przeciwników i kiedy 11 sierpnia 1399 roku przeprawił się ze swoją armią przez Worsklę i rozkazał rozbić obóz, traktował to jako kolejny etap marszu, a nie przygotowanie do bitwy. Owa bitwa miała jednak rozpocząć się już kolejnego dnia.
Atak o świcie
Gdyby trzeba było wskazać jeden błąd Witolda, który przesądził o losach jego armii, mogłoby to być niewysłanie zwiadowców. Ci z dużym prawdopodobieństwem wykryliby nadciągające wojska Złotej Ordy. Innym poważnym błędem była opieszałość i zła organizacja wojsk księcia, które w ogóle nie zabezpieczyły obozowiska. Co więcej, poszczególne kontyngenty rozbiły swoje własne obozy oddzielone od obozu Witolda. Wkrótce miało mieć to katastrofalne konsekwencje.
Wczesnym rankiem 12 sierpnia 1399 roku we wszystkich obozach rozległ się alarm. Ordyńcy przypuścili atak na zaskoczonych i nieprzygotowanych obrońców. Temur Kutług działał według planu mającego na celu zniszczenie wrogich wojsk. Prawdopodobnie najpierw Edygej uderzył na flankę wojsk Witolda odcinając mu drogę odwrotu. Następnie, na rozkaz chana, główne siły ordy uderzyły na obozy sprzymierzonych i bez większych trudności przełamały dopiero formujące się linie obrony. Witold pospiesznie przywdział zbroję i chwycił za miecz dosiadając konia. Desperacko próbował zaprowadzić porządek wśród spanikowanych żołnierzy i skoordynować działania całej armii. Ordyńcy odcięli jednak Krzyżaków, Polaków i Mołdawian od jego głównych sił.
W tym samym czasie tatarskie oddziały Tochtamysza uderzyły na wojska Edygeja, które zaczęły się cofać. Widząc w tym szansę na przejęcie inicjatywy i uratowanie sytuacji Witold, na czele swojej jazdy, rzucił się w sam środek pola walki chcąc pomóc Tochtamyszowi rozbić wrogie oddziały. Edygej wykonał jednak tego dnia jeden z najbardziej skutecznych i starych manewrów koczowniczych wojsk – pozorowany odwrót. Gdy tylko Witold i Tochtamysz znaleźli się w odpowiedniej odległości od obozu wojownicy Edygeja odwrócili się i dokonali frontalnego ataku na ich linie. W szeregi wojów Witolda po raz kolejny wdarła się panika i chaos, a on sam zrozumiał już, że bitwa jest przegrana. W otoczeniu swoich najwierniejszych ludzi, którzy osłaniali jego odwrót, zdołał uciec z pola bitwy, a następnie ruszyć w kierunku Dniepru.
W trakcie swojej rejterady Witold został ranny, a wielu jego towarzyszy poniosło śmierć. To samo czekało wszystkich, którzy nie zdołali na czas wydostać się z tatarskiego kotła. Ordyńcy wymordowali niemal wszystkich pobitych przeciwników, a następnie zrabowali obóz. Sam Tochtamysz, będący prowodyrem całej kampanii, poszedł w ślady Witolda uciekając z pola walki i zostawiając swoje wojska na pewną śmierć.
Bitwa nad Worsklą była rzezią, ale dla Witolda miała również daleko idące konsekwencje polityczne. Razem z tysiącami żołnierzy umarło jego marzenie o niezależności i potędze. Chciał rzucić Złotą Ordę na kolana, lecz ta upokorzyła go i niemal odebrała mu życie. Cały czas i pieniądze jakie przeznaczył na tę kampanię, pokój z zakonem, któremu oddał Żmudź – wszystko to okazało się daremne. Gdyby krucjata Witolda zakończyła się inaczej, stałby się on największym z litewskich władców, przyćmił swego kuzyna króla i zbudował własne imperium decydujące o losach sąsiednich państw. Wieczorem 12 sierpnia 1399 roku był jednak zapewne przerażonym, krwawiącym i załamanym człowiekiem, który postawił wszystko na jedną kartę i przegrał.
Zapisz się za darmo do naszego cotygodniowego newslettera!
Bibliografia:
Źródła:
Długosz Jan, Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, księga IX, Warszawa 2009.
Literatura:
Łowmiański Henryk, Polityka Jagiellonów, Poznań 1999.
Łowmiański Henryk, Witold wielki książę litewski, Wilno 1930.
Nikodem Jarosław, Witold wielki książę litewski 1354 lub 1355 – 27 października 1430, Kraków 2013.
Skowrona Paweł Szymon, Worskla 12 VIII 1399 klęska krucjaty Witolda czyli zapomniana bitwa narodów, Tarnowskie Góry 2024.
redakcja: Jakub Jagodziński
