Cum Cruce et Gladio

opublikowano: 2026-06-22, 08:48
wszelkie prawa zastrzeżone
Ksiądz porucznik Jan Albert Fortuna składa nietypową propozycję szesnastoletniemu wychowankowi bidula. To spotkanie na zawsze odmieni życie chłopca…
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Krzysztofa Piersay „Konfraternia. Vera Crux. Tom 1”.

Zamek w Kwidzynie (fot. Alexandar Vujadinovic)

Kraków. Katolicki Dom Dziecka Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo. 1978 rok

Bidul pozostawał najpełniejszym obrazem Rzeczypospolitej, jaki ksiądz porucznik Jan Albert Fortuna potrafił zamknąć w definicji. Zapomniany i niechciany budynek wypełniony zapomnianymi i niechcianymi ludźmi. Dziećmi, których rodziny poginęły z rąk ogarów Hitlera, Stalina lub innego samozwańczego szaleńca albo męża stanu, w zależności, który podręcznik od historii otworzyć. Lepiej na ich miejscu byłoby umrzeć razem z rodzicami lub w ogóle nigdy się nie narodzić. Cywilizowany świat z kolei pozostawał zbyt niezdecydowany, bo ani nikt nie chciał zająć się tymi dziećmi, ani nie potrafił zabić niczym bezpańskiego psa.

Fortuna upił łyk herbaty, chętnie korzystając z porcelanowej cukiernicy prezentującej się dumnie na okrągłym stoliku. Od dwóch lat kartki czyniły z tego słodkiego złota towar iście luksusowy na równi z wędliną i wódką, wyjmowanymi z ziemianek wyłącznie na specjalne okazje, ale jak widać, w dominium skromności panował dobrobyt. Wystrój gabinetu siostry przełożonej pozostawał kolażem orzecha i dębu, pięknych biurek, regałów i biblioteczek z czasów, gdy orzeł wciąż nosił koronę i tylko drobne precjoza, takie jak ciężka kryształowa popielnica, utwierdzały Jana Alberta Fortunę, że duch Stalina przenika wszelkie miejsca i czasy.

Siostra przełożona zapukała do własnego gabinetu. Fortuna rzucił krótkie „proszę”, przejmując na moment rolę gospodarza. Odziana w charakterystyczny czarny habit, przyprowadziła kogoś zbliżającego się do pełnoletności. Już nie chłopca, ale jeszcze nie mężczyznę. Czarny zarost konsekwentnie zdobywał kolejne centymetry jego szczęki i szyi. Uwydatniające się barki i napięta klatka piersiowa, będące nagrodą za setki pompek, zdradzały teraz zdenerwowanie. W piwnych oczach chłopaka tliła się zaś nieufność, a nawet wrogość. W końcu nic nie wiedział o nowo przybyłym.

Dobrze. Bardzo dobrze.

– Możemy chwilę porozmawiać we dwóch? – Fortuna skierował retoryczne pytanie do siostry, która natychmiast się ukłoniła, po czym zniknęła za drzwiami. – Siadaj – dodał, wskazując krzesło naprzeciwko własnego.

Chłopak posłusznie usiadł, bacznie taksując każdy szczegół nieznajomego: szczupłą sylwetkę, szelmowski grymas i wojskowy mundur. Nie zwracał uwagi na gabinet, na jego wystrój ani pamiątki. Fortuna zrozumiał, że chłopak musiał w nim bywać dość regularnie. Zbyt regularnie jak na takiego młokosa. Ciekawe, za co? Bójki z kolegami? Schadzki z koleżankami?

– Napijesz się herbaty? – Wskazał parującą filiżankę tuż przed młodym mężczyzną. – Możesz nawet posłodzić.

To ostatnie zdanie sprawiło, że młodzieniec przełknął ślinę i zamrugał trzy razy. Okiełznał jednak apetyt, wciąż obserwując nieznajomego w mundurze.

– Dlaczego zostałem wezwany? – zapytał w końcu. Jego głos zdradzał oznaki trwającej mutacji.

– Masz na imię Piotr, prawda? – odpowiedział pytaniem Jan Albert Fortuna. – Piotr Sygil, zgadza się? Zostałeś przyjęty do sierocińca w sześćdziesiątym siódmym. Masz szesnaście lat, choć wyglądasz na starszego. Za dwa lata będziesz musiał opuścić to miejsce i udać się na komisję. Potem dwa lata w zasadniczej służbie wojskowej. Zastanawiałeś się, co dalej?

reklama

Chłopak nie odpowiedział. Fortuna upił kolejny łyk zbyt przesłodzonego naparu.

– W wojsku z pewnością szybko byś awansował. Siostry powiedziały, że biegasz najszybciej ze wszystkich. Wyglądasz też na takiego, który potrafi dać w zęby. Co ważniejsze jednak… mówiły również, że jesteś bystry. To prawda?

Chłopak niepewnie kiwnął głową, nie spuszczając wzroku z księdza. Choć nie miał pojęcia, do czego może prowadzić ta rozmowa, zachowywał bezpieczny dystans.

– Ale u nas to za mało. Nie wystarczy mieć pary w łapie i głowy na karku. Musisz mieć serce po właściwej stronie, Piotrek… – wypowiedział imię młodzika, zaciągając się papierosem.

Milicjant rozmawiający przez telefon (fot. Grażyna Rutkowska, NAC)

– U nas… czyli u kogo?

Fortuna się uśmiechnął. Dobrze. Bardzo dobrze.

– Wierzysz w Boga?

– Wierzę.

– A dlaczego wierzysz w Boga?

– Co?

– Dlaczego wierzysz w Boga? – powtórzył mężczyzna.

– Przepraszam, chyba nie rozumiem.

– Rozumiesz. Nie pytam, czy chodzisz do spowiedzi albo czy znasz prawdy wiary. Pytam, dlaczego wierzysz.

Piotr przełknął gulę w gardle.

– Bo Bóg jest dobry – zaczął. – Bo stworzył człowieka na swoje podobieństwo. Bo zesłał swojego jedynego syna, by umarł za nas na krzyżu.

– Nie wyjeżdżaj mi z formułką jak dzieciaki przed pierwszą komunią – prychnął.

Jego nagła zmiana zachowania zaskoczyła Piotra. Na domiar złego nieznajomy wyciągnął srebrną papierośnicę i jak gdyby nigdy nic odpalił zwitek i się zaciągnął. Siwy dym skalał meble. Gorący popiół spadł na sam środek kryształowej popielniczki.

– A więc? – kontynuował nieco łagodniej Fortuna. – Dlaczego wierzysz w Boga?

– Bo… bo dał mi schronienie? – zaryzykował Piotr. – Bo dzięki niemu jestem w takim miejscu?

– Naprawdę uważasz, że ten ludzki czyściec jest sprawką Boga? Myślę, że Bóg lepiej by to poukładał.

– A gdzie są jego sierocińce? Chętnie się zapiszę.

– Nie bluźnij – warknął Jan Albert, ganiąc się w myślach za swoją reakcję. – Chcę poznać prawdę, której się boisz. Wiem, że uczęszczasz na wszystkie nabożeństwa. Wiem, że nawet wzięli cię na ministranta. To wszystko bardzo piękne, w Wigilię dostaniesz większy opłatek – zadrwił, a Piotr aż uniósł brwi w osłupieniu. Nie potrafił dłużej udawać, że pojmuje, o co w tym wszystkim chodzi. – To najprostsze, a jednocześnie najtrudniejsze pytanie, jakie można zadać człowiekowi. Ostatni raz. Dlaczego wierzysz w Boga?

Chłopak wbił spojrzenie w podłogę. Klatka zapadła mu się do środka. Zarost uciekłby z twarzy, gdyby tylko mógł. Fortuna zaśmiał się w duchu. Szesnaście lat. Już nie chłopiec. Jeszcze nie mężczyzna.

– Bo… niczego innego nie mam – wypluł w końcu odpowiedź, próbując zapanować nad szklącymi się oczami. – Bo tylko to jest całkiem moje. Bo jeśli nie to… to…

Fortuna dopił herbatę, wstał od stołu i otrzepał się z niewidzialnych paproszków. Piotr wstał zaraz za nim.

Cum Cruce et Gladio. Z krzyżem i mieczem – wyrecytował mężczyzna, wyciągając rękę. – Pomożemy ci znaleźć coś tylko twojego.

Piotr uścisnął mu dłoń, choć nie do końca sam rozumiał dlaczego.

Ksiądz porucznik Jan Albert Fortuna się uśmiechnął. Właśnie takich ludzi potrzebowali w Encji.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Krzysztofa Piersay „Konfraternia. Vera Crux. Tom 1” bezpośrednio pod tym linkiem!

Krzysztof Piersa
„Konfraternia. Vera Crux. Tom 1”
cena:
52,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Initium
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Liczba stron:
352
Premiera:
03.06.2026
EAN:
9788368607154
reklama
Komentarze
o autorze
Krzysztof Piersa
Terapeuta ds. uzależnień, autor poradników i serii fantastycznej „Kosmiczne Bobry”, a także powieści „Gustloff. Tajemnica bursztynowej komnaty”.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone