Jak powstała trzecia część „Dziadów”?
W marcu 1832 r., po trwającej trzy lata podróży po Europie, Mickiewicz przybył do Drezna. Czuł rozpacz. Przyszłość była dla niego niepewna. W ubiegłym roku w Polsce stłumiono powstanie listopadowe, a na dodatek jego rosyjski paszport stracił ważność. Istniała więc duża szansa, że utknie on na bardzo długo w stolicy Saksonii.
Pod koniec miesiąca nagle coś go natchnęło. Według relacji Antoniego Edwarda Odyńca: „Nie był w stanie oderwać się od pisania”. Przez tydzień spod jego pióra wyszło ponad 1500 wersów. Ten gwałtowny zryw dał początek jednemu z najsłynniejszych dzieł polskiej literatury: „Dziadom” cz. III. Utwór powstały w Dreźnie nie opowiedział historii wymyślonej. Poruszył on wydarzenia z poprzedniej dekady, które przydarzyły się poecie oraz jego przyjaciołom.
Miłośnicy nauki
W 1815 r. Mickiewicz pojawił się w Wilnie, gdzie rozpoczął studia na tamtejszym uniwersytecie. Był on z początku bardzo osamotniony. Wkrótce jednak znalazł oddanych sobie przyjaciół. Gdy zaczął się rok akademicki 1817/18, utworzył z nimi studencki związek: „Towarzystwo Filomatów”, czyli miłośników nauki.
Zgodnie z założeniami, jego członkowie mieli wzajemnie pomagać sobie w nauce oraz samodoskonalić się moralnie. Nie było w tym żadnego haczyka – taki był prawdziwy charakter towarzystwa w pierwszych latach istnienia. Pewien problem mogłaby jedynie stanowić tajność, która jednak początkowo nie miała konspiracyjnego podłoża. Chodziło raczej o to, by były w nim jedynie jednostki faktycznie na to zasługujące.
Dlaczego zatem Mickiewicz i jego filomaccy przyjaciele stali się dla carskich władz tak dużym problemem? W ich działalności chodziło przecież o naukę i moralność. Najważniejszym powodem był antyliberalny zwrot rosyjskiego cara Aleksandra I na początku lat 20. XIX wieku. Przez niego zmienił się stosunek Imperium Rosyjskiego do Polaków. Przysłużył się temu w dużej mierze główny antagonista tej historii: senator Nikołaj Nowosilcow. Stwierdził on w jednym z raportów do władcy Rosji z 1822 r., że Polacy stoją za wieloma spiskami w cesarstwie, zatem należałoby przestać tolerować ich polską odrębność narodową.
Nowe podejście caratu do polskości zbiegło się w czasie z ewolucją charakteru Towarzystwa Filomatów oraz satelickich filaretów (miłośników cnoty) utworzonych w 1819 roku. Coraz bardziej, choć z dużą ostrożnością, artykułowały one kwestie narodowe i właściwie stały się konspiracyjne. Zaczęło to budzić od 1822 r. niepokój i podejrzenia władz rosyjskich. Już na jesieni dotarły do nich informacje, że w Wilnie może istnieć studencki spisek.
Po wydarzeniach z 15 maja 1823 r. cała uwaga Rosjan skupiła się na młodzieży w mieście. To wtedy wileńscy gimnazjaliści wyszli na ulicę zamanifestować swoje uczucia wobec konstytucji 3 maja. „Wiwat konstytucja 3 maja, o jak słodkie wspomnienie dla rodaków!” – było zapisane na transparencie ucznia Michała Platera. Po tym incydencie wypadki potoczyły się błyskawicznie. W lipcu Nowosilcow przyjechał do Wilna, a w listopadzie większość filomatów i filaretów trafiła do aresztów.
„Koza” u franciszkanów
Świadectwa, dzięki którym wiadomo o faktycznych losach uwięzionej wileńskiej młodzieży, pochodzą głównie z trzech lokalizacji. Pierwszą z nich jest klasztor franciszkanów w Wilnie, skąd zachowały się listy i dziennik Kazimierza Piaseckiego. Był on studentem prawa Uniwersytetu Wileńskiego, a od 1819 r. należał do filaretów.
Aresztowany został wcześniej niż reszta, bo już w październiku 1823 r. W grudniu, chcąc zapoznać nieuwięzionych członków towarzystw z realiami więziennymi, zaczął pisać „Dziennik Kozi” („koza” w XIX w. oznaczała areszt). Na wstępie szydził z tego, z czym mierzył się on i jego współtowarzysze niedoli: „Jakie tylko można mieć przyjemności w kozie, wszelkich używamy. Zamieniliśmy klasztor głuchy i posępny, niemy, w ożywioną pieniem, śmiechem salę” – pisał.
Piasecki zdradził, że to ożywienie było możliwe dzięki wydrążeniu dziur między celami. Z wypracowanego systemu był nad wyraz dumny, bo jak informował: „Masz tedy osiem osób w ciągłej z sobą komunikacji”. Na dodatek w areszcie miał panować bardzo liberalny reżim. Przychodziło do niego wiele osób z zewnątrz, a więźniowie mogli się nawzajem odwiedzać.
Choć początek dziennika filarety wskazuje, że konsekwencje uwięzienia nie dawały się we znaki aresztantom, to zdecydowanie tak nie było. Przede wszystkim trwało śledztwo, a więc carscy oficjele zabierali wyznaczone osoby na przesłuchania. Piasecki reagował na nie z ogromną złością: „Jechał ich pies, niech sobie ze mną robią co chcą, już poznałem życie sołdackie” – zapisał na jednej z kart dziennika.
Filareta i jego współtowarzysze gniew odczuwali bardzo często. Powodowany on był głównie świadomością nagłego zburzenia przez śledztwo dotychczasowych aspiracji i marzeń: „Moje plany w łeb szalenie wzięły” – pisał autor „Dziennika Koziego”, po czym w apogeum złości wulgarnie dodawał „je*** ich pies”.
Poza frustracją oczywiście pojawiały się jeszcze inne odczucia. Część więźniów rozpaczała z powodu własnego położenia. Każdy w aresztanckiej celi za kimś tęsknił, a także się nudził. Ogromnie ważny w ograniczaniu tych uczuć był kontakt listowny, który koordynował pozostający na wolności filomata Onufry Pietraszkiewicz.
Cele zgodnie z relacją Piaseckiego były niewielkie oraz zaciemnione i brudne. Swoje pomieszczenie aresztanckie charakteryzował jednak inaczej. Jak twierdził, jego cela była obszerna, widna, a także znajdowały się w niej wybielone ściany. Zaskakuje dodatkowo jeden szczegół: „Mam w mojej izbie 20 kołków do wieszania sukień” – pisał w liście. Wychodzi więc na to, że za celę więzienną służyła mu klasztorna szatnia. „Zdaje się bowiem, że ja nie więzień, ale dozorca więźniów” – ironizował, podsumowując swoją więzienną rzeczywistość.
Kup e-booka: „Polacy na krańcach świata: XIX wiek”
Książka dostępna jako e-book w 3 częściach: Część 1, Część 2, Część 3
Piasecki zdradzał również jak wyglądała sytuacja żywieniowa w areszcie. Była ona całkiem przyzwoita, ale przede wszystkim przez ogrom poufnej pomocy zewnętrznej. Uwięzieni dostawali po kryjomu owoce i wyroby cukiernicze. Władze carskie nie były tak hojne, a nawet miały się uwziąć na osadzonych u Franciszkanów. „Pogadane szczególnie na nasz klasztor i nam mięso z potraw wyjmują nawet” – pisał filareta w dzienniku.
„Mam tylko cztery mury, do których rozmawiam”
Choć filomaci i filareci (w tym Mickiewicz) osadzeni byli głównie w klasztorach, to niektórzy przebywali w aresztach z prawdziwego zdarzenia. Przykładem takiego osadzonego był Tomasz Zan, prezes Towarzystwa Filaretów. Jego sytuacja była szczególna, ponieważ wziął na siebie całą winę za działalność związków studenckich. Nie jest do końca jasne, gdzie był osadzony. Miał on przebywać w tzw. więzieniu zamkowym na wileńskich Łukiszkach. Przed 1837 r. jednak nie było tam więzienia.
Rzeczywistość aresztancka o jakiej opowiadał w swojej korespondencji była przerażająca. Miał on co prawda obszerną celę, ale niemalże pustą: „Stolik, dzbanek, łóżko i miotła całym moim meblem, zwierciadełko i grzebień gotowalnią [tzn. przedmiotami higienicznymi]” – pisał w jednym z listów. Twierdził też, że było w niej strasznie duszno oraz ciemno. Kompleks, w którym przebywał, nazywał „zaczarowanym zamkiem”.
Zan zmagał się podczas swojego aresztu ze skrajnym osamotnieniem. W więzieniu nie było nikogo poza nim i jego imiennikiem: Tomaszem Massalskim. Władze carskie do uwięzionego prezesa filaretów nie dopuszczały kogokolwiek. W jednym z listów zdradzał, że nie zamienił z nikim słowa przez aż dwa miesiące. „Mam tylko cztery mury, do których rozmawiam” – pisał zrozpaczony do ukochanej. Po trzecim miesiącu izolacji zapomniał nawet swojego nazwiska.
Ukochaną Zana była siostra filomaty Franciszka Malewskiego – Zofia. Rozłąka sprawiała, że uwięzienie było dla Zana szczególnie bolesne. Wyrazem miłości zatem i sposobem gaszenia tęsknoty stały się przemycane z więzienia i do niego listy. „Twoje każde słowo, Twoja pamięć, i wspomnienie tyle szczęścia przynosi” – zdradzał w jednym z listów do Malewskiej.
Pomimo że przywódca filaretów był skrajnie izolowany i żył w koszmarnych warunkach, to otrzymywał ogrom zewnętrznej pomocy. Ta po pierwsze umożliwiała mu listowną korespondencję. Zanowi nie wolno było posiadać materiałów piśmienniczych, a jednak do więzienia stale przemycano mu kartki i papier. Gdyby nie to, nie byłoby z nim nawet żadnego kontaktu.
Pomoc zza krat zapewniała mu również odpowiednie wyżywienie. Na miejscu władze carskie gwarantowały mu jedynie czarny chleb i „polewanek sporysze”, czyli niejadalne zupy (sporysz to grzyb zbożowy). Zan jednak zwykle zajadał się białym chlebem, rybami, a nawet pieczenią. Wszystko to było możliwe dzięki temu, że na przemycanie tych produktów do więzienia oko przymykał jego dozorca.
Ofiara zza Odry
W więzieniu z prawdziwego zdarzenia, ale nie w Wilnie, przebywał także wspomniany brat Zofii Malewskiej (oraz najlepszy przyjaciel Adama Mickiewicza): Franciszek. Niespodziewanie nie został on aresztowany w Imperium Rosyjskim ani nawet w Królestwie Polskim. Śledcza ręka Nowosilcowa dosięgnęła go w oddalonym o około 800 km Berlinie, gdzie przebywał od 1822 r.
Osadzono go w areszcie 20 grudnia 1823 r., 6 tygodni po fali uwięzień filomatów i filaretów. Był on bardzo zaskoczony i z początku nie rozumiał dlaczego umieszczono go za kratkami. Dopiero dwa dni później dowiedział się, że będzie ekstradowany ze stolicy Prus do Wilna, i zrozumiał, że chodzi o śledztwo przeciwko jego przyjaciołom.
Cela Malewskiego, w odróżnieniu od tych, w których uwięziono wileńską młodzież, była przyzwoitego standardu: „Moja [cela] nr 1 jest znośna, przynajmniej nie przeraża” – pisał w swoim „Dzienniku więziennym”. Opisywał ją dalej jako obszerną oraz dobrze umeblowaną i wyposażoną. Posiadała ona również duże okno z widokiem na dziedziniec więzienia.
Podobnie jak o uwięzionych w Wilnie, o Franciszka dbały osoby z zewnątrz. Filomacie pomagał przede wszystkim jego drogi przyjaciel Michał Fryczyński, przebywający z nim w Berlinie. Zaopatrywał go w żywność, a także przynosił literaturę i różne przedmioty. Malewski bardzo to doceniał. „Mógłbym założyć sklep cukierniczy. Niczego mi nie braknie” – notował uradowany w dzienniku.
Areszt, mimo ogromnej pomocy materialnej, był psychicznym utrapieniem dla młodzieńca. Przede wszystkim dominował u niego strach. Bał się reakcji swoich rodziców na wieść, że znajduje się w więzieniu. Byli oni bowiem bardzo surowi, a ojciec filomaty prezentował postawę przychylną caratowi. Filomata rozpaczał również nad losem swoich wileńskich przyjaciół.
Malewski w berlińskim więzieniu bardzo się zmienił. Do celi wszedł jako młody zbuntowany romantyk. W niej przeżył załamanie i przeszedł na pozycje ugodowe wobec Rosji. W liście do cara Aleksandra I rozpaczliwie prosił o wybaczenie swoich „wybryków młodości”. Pisząc do wielkiego księcia Konstantego zdradził istnienie wileńskich towarzystw. Jego zeznania przypieczętowały ich los.
Filomata opuścił Berlin 1 lutego 1824 r., pilnowany przez rosyjskiego żandarma. Na zawsze pożegnał się ze swoim przyjacielem Michałem Fryczyńskim i ruszył do Wilna przez Warszawę. Ponad 6 miesięcy później został skazany na zesłanie w głąb Rosji wraz z kolegami ze studenckich towarzystw. Na ich cześć właśnie, prawie 8 lat po wydarzeniach z lat 1823-1824, Mickiewicz napisał trzecią część Dziadów.
Zapisz się za darmo do naszego cotygodniowego newslettera!
Bibliografia:
Beauvois Daniel, Szkolnictwo na ziemiach litewsko-ruskich 1803-1832, T. I-II, wyd. KUL Rzym-Lublin 1991.
Borowczyk Jerzy, Rekonstrukcja procesu filomatów i filaretów, 1823-1824: historia śledztwa przeciw uczestnikom konspiracji studenckich i młodzieżowych w Wilnie oraz w Wileńskim Okręgu Naukowym, Wyd. Naukowe Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, Poznań 2003.
Klimus Elżbieta, „Hej! Użyjmy żywota...” – życie towarzyskie członków wileńskiego Towarzystwa Filomatów, „Studia z Historii Społeczno-Gospodarczej XIX i XX wieku”, 2023, T. 26, s. 9-28.
Koropeckyj Roman, Adam Mickiewicz: The Life of a Romantic, Cornell University Press, Itaka–Londyn 2008.
Malewski Franciszek, Dziennik Więzienny [w:] Listy z zesłania: Krąg Franciszka Malewskiego i Józefa Jeżowskiego, oprac. Zbigniew Sudolski, wyd. ANCHER, Warszawa 1999, s. 31-46.
Witkowska Anna, Rówieśnicy Mickiewicza. Życiorys jednego pokolenia, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 1998.
Archiwum Filomatów. Listy z więzienia, oprac. Zbigniew Sudolski, wyd. ANCHER Warszawa 2000.
redakcja: Jakub Jagodziński
