Jak przebiegała deblokada Leningradu?
Sytuację, jaka nastała na froncie pod Leningradem oraz w samym mieście na przełomie lat 1942 i 1943, można określić jako trudną, lecz ustabilizowaną w obliczu udanego okrążenia wojsk niemieckich pod Stalingradem oraz przeniesienia ze składu Grupy Armii „Północ” na tamten kierunek po jednej dywizji pancernej i zmotoryzowanej oraz pięciu dywizji piechoty, które zastąpiono lichym substytutem w postaci 69. Dywizji Piechoty oraz 1., 9. i 10. Dywizji Polowej Luftwaffe. Te trzy ostatnie liczyły wówczas po cztery bataliony każda, a ich kadra pochodziła z nadwyżek osobowych Luftwaffe. Miastu zatem z całą pewnością nie groził upadek ani powrót kryzysu z zimy przełomu 1941 i 1942 roku. Świadomi uzyskanej przewagi na tym odcinku frontu, Sowieci postanowili przerwać blokadę miasta.
Trzy dni po rozpoczęciu w rejonie Stalingradu operacji „Uran”, 22 listopada 1942 roku, Rada Wojenna Frontu Leningradzkiego przedstawiła Stawce dokument, w którym proponowała, aby wspólnymi siłami Frontu Leningradzkiego i Frontu Wołchowskiego przerwać blokadę Leningradu. Front Leningradzki miał przełamać obronę w rejonie Szlisselburga, Front Wołchowski na odcinku Lipka–Myszkino, a wspólnym celem obu frontów było Siniawino. Stalin przychylił się do tego pomysłu 2 grudnia, 8 grudnia zaś dyrektywą Kwatery Głównej wyznaczono frontom cele zimowej ofensywy: „rozbić zgrupowanie nieprzyjaciela w rejonie miejscowości Lipka, Gajtołowo, Moskowskaja Dubrowka, Szlisselburg i w ten sposób zlikwidować oblężenie Leningradu”. Zadanie miało zostać wykonane do końca stycznia 1943 roku, a następnie wojska miały „zabezpieczyć szlaki komunikacyjne Frontu Leningradzkiego” poprzez umocnienie nowej linii frontu na tym odcinku. Operacja uzyskała kryptonim „Iskra”.
W celu realizacji zamiarów zgromadzono środki dające znaczącą przewagę nad przeciwnikiem (dane dla odcinka Siniawino–Szlisselburg): 300 tysięcy żołnierzy w stosunku do 60 tysięcy żołnierzy przeciwnika, 439–539 czołgów do 50 przeciwnika, 5300 dział i moździerzy do 700 przeciwnika, a przewaga w lotnictwie wynosiła około 1000 samolotów w stosunku do 150–200 przeciwnika. Wobec zaistniałej dysproporcji sił jedyny atut obrońcy stanowiły warunki terenowe w połączeniu ze znakomitym przygotowaniem inżynieryjno-saperskich środków obrony oraz lepsze wyszkolenie żołnierzy i oficerów. Do obrony Niemcy wykorzystali również obszary z zabudową, w tym numerowane osiedla robotnicze. Przewagę w broni pancernej ograniczały trudne warunki terenowe, w rezultacie została ona sprowadzona do roli wsparcia piechoty. Po stronie radzieckiej przeprowadzono szkolenia żołnierzy oraz próby koordynacji działań pomiędzy Frontami, tak by nacierały one rzeczywiście jako jeden organizm – w rezultacie między innymi uzgodniono kwestie wsparcia lotniczego oraz artyleryjskiego. W praktyce jednak wciąż powielano metody wielokrotnie już weryfikowane krwią żołnierzy jako błędne. Dla przykładu, zlekceważono rolę rozpoznania i uznano zdjęcia lotnicze za dostateczne źródło informacji, by określić charakter i rozmieszczenie obrony nieprzyjaciela, bagatelizując inne środki. Chociaż dzięki przewadze w artylerii jej ogień powinien przetoczyć się po przeciwniku niczym walec, to uznanie liczby luf oraz zapasu amunicji za miarę jakości sprawiło, że rezultaty były nieadekwatne do zaangażowanych środków.
Do natarcia ze strony Frontu Leningradzkiego wyznaczona została 67. Armia. Front Wołchowski generała Mierieckowa przeznaczył do ofensywy wojska 2. Armii Uderzeniowej. Nacierające armie z obu kierunków posłały na przodzie oddziały szturmowe. W 67. Armii ich skład zasilili także marynarze Floty Bałtyckiej, a fakt ten bywa w literaturze romantyzowany. Władimir Bieszanow cytuje, bez podania źródła: „Na przedzie – prawdziwi mocarze – marynarze Floty Bałtyckiej”. Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, że był to wyraz braku ludzi do uzupełnienia stanów osobowych, przypadek podobny do dywizji polowych Luftwaffe.
Od strony Leningradu Niemcy utrzymywali pozycje na wschodnim brzegu Newy, gdzie patrząc z północy na południe, znajdowały się Szlisselburg, Marino oraz obszar zabudowany, nazywany w literaturze Kirowskiem lub miasteczkami numer 1 i 2, a dalej na południe leżała Dubrowka i resztki dawnego radzieckiego przyczółka. Od zachodu natomiast znajdowały się miejscowości Lipka, RP-4, RP-8 oraz zagajnik Krugłaja, na zachód od którego położone było RP-7. Mniej więcej w centrum niemieckiego ugrupowania znajdowały się RP-3, RP-2, RP-5, RP-7 i Siniawino.
Gdzieś pomiędzy 9:00 a 9:30 rozpoczęło się poprzedzające właściwe natarcie przygotowanie ogniowe, jego głębokość rażenia sięgała 3 kilometrów. Dmitrij Szczegłow wspominał: „12 stycznia […] 9:20. Już widno […] w mroźnym powietrzu od strony Newy wyraźnie słychać huk armat. To zaczęły strzelać działa okrętowe i artyleria polowa leningradczyków. Nawet nie spostrzegliśmy się, jak ryknęły […] działa naszego Frontu Wołchowskiego”. Przeciwko niemieckiej artylerii poderwano 800 samolotów Ił-2, które w rojach zaatakowały jej stanowiska. Choć, jak stwierdza Robert Forczyk, „Niemcy byli zszokowani intensywnością ostrzału”, to rzeczywiście wyrządzone szkody względem zaangażowanych do akcji środków były według Bieszanowa niewielkie, co zostało omówione już wcześniej.
Polecamy e-book Damiana Piątkowskiego „Leningrad. Opowieść o najdłuższym oblężeniu II wojny światowej”:
Materiał jest fragmentem książki Damiana Piątkowskiego „Leningrad. Opowieść o najdłuższym oblężeniu II wojny światowej”. Zainteresował Cię ten tekst? Kup ebooka w naszym sklepie!
Wybiła godzina 11:14, z gigantofonów rozbrzmiała melodia Świętej wojny (Священная война), wraz z którą do natarcia ruszyły wojska Frontu Wołchowskiego. Jak na tak pompatyczne wejście w bój rezultaty jego działań pierwszego dnia operacji okazały się mierne. Lokalnym zwycięstwem było zajęcie Osiedla Robotniczego nr 4, skąd 1. Batalion 374. Pułku Grenadierów został wyparty przez 128. Dywizję Strzelecką. Zagajnik Krugłaja, broniony przez 366. Pułk Grenadierów, został wzięty siłami 327. Dywizji Strzeleckiej, a w rejon pomiędzy Osiedlem Robotniczym nr 8 a wymienionym zagajnikiem zdołała wejść 256. Dywizja Strzelecka. Swoją zasługę miało w tej akcji dobre rozpoznanie pozycji przeciwnika, które pozwoliło następnie skutecznie porazić je ogniem artylerii. W „Prawdzie” z 20 stycznia 1943 roku ukazała się relacja pojmanego podoficera Johanna Tennesena o przerażeniu wśród ocalałych spod radzieckiego walca ogniowego: „Rosjanie nie zdążyli się jeszcze zbliżyć, gdy […] w okopach powitali ich podniesionymi rękami” – oczywiście czas i miejsce powstania tekstu stawiają wymaganie, by zachować względem niego ostrożność, zwłaszcza że Niemców na froncie wschodnim cechowała niezwykła dyscyplina i determinacja, nawet w najtrudniejszych warunkach. Na Osiedle Robotnicze nr 8 spadło uderzenie 372. Dywizji Strzeleckiej, które jednak zostało sparowane przez 2. Batalion 374. Pułku Grenadierów. W rękach 366. Pułku Grenadierów pozostawało także Osiedle Robotnicze nr 7, które blokowało dostęp do Wzgórz Siniawińskich.
O godzinie 11:49 z gigantofonów rozbrzmiała melodia Międzynarodówki, a wraz z nią do natarcia wyruszyła większość 67. Armii – tylko 45. Dywizja Strzelców Gwardii przystąpiła do operacji dziesięć minut później, ale było to planowe opóźnienie, gdyż część sił miała pozycje wyjściowe na przyczółku po wschodniej stronie Newy. Tymczasem na zamarzniętej rzece rozgorzało piekło. Niemcy najpierw pozwolili się Sowietom zbliżyć, by następnie położyć na nich ogień zaporowy karabinów maszynowych, moździerzy i dział. Radzieccy żołnierze byli, jak ujął to Paul Carell, „widoczni jak zwierzyna łowna na przesiece”. Skrzydła wytrzymały napór przeciwnika. Natarcie na Szlisselburg, prowadzone siłami 86. Dywizji Strzeleckiej przeciwko 1. Batalionowi 401. Pułku Grenadierów, nie powiodło się. Postawionych zadań nie wykonała także 45. Dywizja Strzelecka Gwardii, z którą mierzył się 399. Pułk Grenadierów. Ta ostatnia zawiodła, choć przecież część sił zaczynała operację już po drugiej stronie rzeki, a systemy okopów obu stron były ze sobą połączone. Czerwonoarmiści stoczyli tam zażarte walki na krótkim dystansie, ale przegrali to starcie.
Wyłom w obronie niemieckiej udało się wykonać tymczasem w centrum, gdzie 136. Dywizja Strzelecka uderzyła z powodzeniem na styku 240. Batalionu Rozpoznawczego i 2. Batalionu 401. Pułku Grenadierów. Zdołała też wziąć Marino. Ten pechowy batalion w ogóle stanął w obliczu prawdziwego wyzwania, ponieważ mierzył się zarówno ze 136., jak i 268. Dywizją Strzelecką, współdziałała z nimi zaś 61. Brygada Pancerna Władisława W. Chrustickiego w sile 61 czołgów T-60 i 28 samochodów pancernych BA-10. W rezultacie pierwszego dnia operacji utworzono przyczółek o przybliżonych wymiarach 5 kilometrów szerokości i 3 kilometrów głębokości, 268. Dywizji nie powiódł się jednak manewr wzięcia w okrążenie miasteczka nr 2. Aby uniemożliwić zwrot na południe i zagrodzić drogę ku Wzgórzom Siniawińskim, naprzeciw temu zgrupowaniu stanęła 170. Dywizja Piechoty, która utworzyła w terenie zabudowanym punkty oporu. Nigdzie indziej 67. Armia nie osiągnęła do końca dnia nic więcej niż lokalne zdobycze w obrębie pierwszej linii obrony przeciwnika. Istnieje jednak drobny niuans, specyficzny dla tej operacji: w wąskim korytarzu do Szlisselburga i Ładogi każdy utracony kilometr stanowił dla Niemców poważne zagrożenie.
Polecamy e-book Damiana Piątkowskiego „Leningrad. Opowieść o najdłuższym oblężeniu II wojny światowej”:
Materiał jest fragmentem książki Damiana Piątkowskiego „Leningrad. Opowieść o najdłuższym oblężeniu II wojny światowej”. Zainteresował Cię ten tekst? Kup ebooka w naszym sklepie!
13 stycznia 67. Armia działała z powodzeniem na utworzonym przyczółku. 45. Dywizja Strzelecka Gwardii wraz z 268. Dywizją Strzelecką próbowały zbieżnym atakiem oskrzydlić przeciwnika, lecz bez rezultatu. Po stronie niemieckiej na pole walki zaczęły wkraczać pierwsze posiłki w zwartej formie – do kontrataku przeszła w sile pięciu batalionów 96. Dywizja Piechoty wsparta dywizjonem haubic kalibru 150 milimetrów i dywizjonem dział przeciwlotniczych kalibru 88 milimetrów. Niemcy skierowali też do akcji 1. Kompanię 502. Batalionu czołgów ciężkich, dowodzoną przez Bodo von Gerdtella, która wprowadziła do akcji cztery Tygrysy oraz osiem PzKpfw III. Za cel wyznaczono uderzyć w kierunku północno-zachodnim i odepchnąć na drugi brzeg Newy 86., 136. i 268. Dywizję Strzelecką – uderzenie spadło na wojska tej ostatniej. Użycie broni pancernej zaskoczyło Sowietów, którzy zostali odepchnięci o 2 kilometry. W odpowiedzi kontratakowała 152. Brygada Pancerna. Rezultat starcia na bliskim dystansie był bolesny dla obu stron: za cenę 12 z 20 T-34 zniszczono 6 do 7 PzKpfw III. Na polu walki ostały się więc w zasadzie już jedynie Tygrysy, tylko w ograniczonym stopniu mogące liczyć na osłonę piechoty. Jeśli zaś chodzi o 86. Dywizję Strzelecką, ta nacierała znów na Szlisselburg, jednak przystąpiła do tego z nowej podstawy wyjściowej.
Ponownie najgroźniejsza dla Niemców sytuacja zaczęła się rysować w centrum radzieckiego ugrupowania. Pod RP-5 zdołała podejść 136. Dywizja Strzelecka wraz z 61. Brygadą Pancerną. W tym czasie Front Wołchowski osiągnął linię frontu naprzeciwko RP-4 oraz RP-5, pod koniec 14 stycznia pozostawiając przeciwnikowi korytarz rzędu zaledwie 2 kilometrów. Na RP-5 uderzyła drugorzutowa 18. Dywizja Strzelecka wraz z 98. Brygadą Pancerną Frontu Wołchowskiego. Wciąż trwały walki o RP-8, gdzie dalej napierała 372. Dywizja Strzelecka, a obrońcy wciąż trzymali swoje pozycje, już solidnie przeorane ogniem artylerii, lecz ich położenie zaczynało się pogarszać. Co warto odnotować, pomimo radzieckiej przewagi w liczbie dział oraz aktywności lotnictwa wciąż niestrudzenie wsparcie zapewniał 196. Pułk Artylerii, przy życiu nadal pozostawali zaś i kontynuowali swoją pracę wysunięci obserwatorzy.
Między 15 a 17 stycznia toczyły się uporczywe walki mające na celu połączenie wojsk obu frontów oraz poszerzenie skrzydeł. Na niemieckie pozycje utrzymujące wąski korytarz wielokrotnie przeprowadzono ataki, lecz bez powodzenia. Pomimo to 16 stycznia dowództwo XXVI Korpusu Armijnego zdecydowało się wprowadzić w ten niemal domknięty worek Kampfgruppe Hühner generała Wernera Hühnera z jego pięcioma Tygrysami, czterema PzKpfw III i pięcioma działami pancernymi StuG III, która operowała w rejonie kluczowego dla tej bitwy RP-5. Warunki terenowe oraz charakter obrony przeciwnika pozwoliły Sowietom na działania infiltracyjne, których efektem było przecięcie już 16 stycznia wiodącej do Siniawina drogi na południe od tej pozycji. Właściwie Niemcy już wtedy znajdowali się w rodzaju okrążenia. 17 stycznia Georg von Küchler i Georg Lindemann zdecydowali się na wycofanie zagrożonego zgrupowania, osłonę zapewnić miał atak policyjnej dywizji SS w rejonie RP-5 na wojska 67. Armii. Sowieci ubiegli jednak ten zamiar, gdyż najpierw o 9:30 doszło do połączenia podchodzących z przeciwnych kierunków wojsk w rejonie RP-1, do godziny 10:30 zaś szturmem 136. Dywizji Strzeleckiej wzięty został RP-5. Niebawem, o godzinie 14:00, 86. Dywizja Strzelecka zajęła Szlisselburg, ponadto Niemcy utracili Lipkę oraz zostali wyparci z lasów w rejonie RP-1.
Dla 8-tysięcznego zgrupowania Niemców, odciętego na północ od utraconego osiedla, nie był to jednak koniec, lecz początek gwałtownej walki o przetrwanie. Hühner zadecydował o przedarciu się na południe. Czołgi ruszyły na czele, podążając drogą, i dostały się pod ogień radzieckich dział przeciwpancernych. W rezultacie wymiany ognia cztery niemieckie Tygrysy zostały zniszczone, ale, co ważniejsze, piąty ugrzązł w torfowisku i ocalał pod względem technicznym, porzucony przez załogę, która go nie zniszczyła. Tę nowinkę niemieckiej techniki na hakach holowniczych odholowały T-60 z brygady Chrustickiego, a następnie trafiła ona do badania przez radzieckich ekspertów. Niemiecka piechota w większości zdołała się wydrzeć z pułapki i dotrzeć do swoich, gdzie na Wzgórzach Siniawińskich organizowano już nową obronę.
Nowe natarcie, kontynuujące likwidację teraz już tylko wybrzuszenia kontrolowanego przez Niemców, prowadzono na całej długości utworzonego korytarza. W rezultacie 67. Armia oskrzydliła od zachodu Siniawino na głębokość 2 kilometrów i wzięła RP-6 oraz przecięła biegnącą tam linię kolejową. Od wschodu w niewielkim stopniu dystans do Siniawina skróciła 2. Armia Uderzeniowa. Układ frontu był następujący: w rękach Niemców znajdowały się miasteczka nr 1 i 2, oskrzydlone od zachodu Siniawino oraz Gajtołowo. Niemcy do obrony podciągnęli nowe siły, kosztem osłony innych kierunków. Pod koniec stycznia zmiany na mapie frontu ustały.
Jakie określenie rezultatu operacji byłoby najlepsze? Sądzę, że tytuł rozdziału poświęconego tym wydarzeniom w pracy Davida Glantza, Kruszenie blokady, jest najwłaściwszy. Bądź też, jak nazwał to Robert Forczyk, „dość ograniczony sukces Armii Czerwonej w jej wysiłkach osłabienia oblężenia Leningradu”. Utworzony korytarz był wąski, a transport lądowy tą drogą odbywałby się zbyt blisko linii frontu oraz w zasięgu niemieckiej artylerii, tak więc podstawową drogą dostaw do Leningradu wciąż pozostawało jezioro Ładoga.
