Katarzyna Rzehak – „Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne” – recenzja i ocena

opublikowano: 2026-03-04, 15:18
wolna licencja
Czy biografią jednej kobiety można w prosty, a zarazem fascynujący sposób wprowadzić nawet kompletnego laika w zawiły i często hermetyczny świat polskiego designu? Zanim sięgnęłam po tę pozycję, miałam pewne wątpliwości. Jednak po odłożeniu na półkę książki Katarzyny Rzehak stwierdzam z pełnym przekonaniem: można. Co więcej, można to zrobić wdzięcznie, z polotem i lekkością, udowadniając, że za każdym zaprojektowanym przedmiotem kryje się człowiek.
reklama

Katarzyna Rzehak – „Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne” – recenzja i ocena

Katarzyna Rzehak
„Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne”
nasza ocena:
9/10
cena:
74,90 zł
Wydawca:
Marginesy
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
256
ISBN:
978-83-68549-66-9
EAN:
9788368549669

Wanda Telakowska to legenda i absolutnie najważniejsza postać polskiego wzornictwa powojennego. Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że to, jak dzisiaj mieszkamy, jak przez lata kształtował się nasz gust, jakie przedmioty kupujemy do swoich domów, i co z pasją kolekcjonujemy na współczesnych aukcjach –  to wszystko w mniejszym lub większym stopniu ma swoje źródło w założonym przez nią w 1950 roku Instytucie Wzornictwa Przemysłowego (IWP).

Oprócz niewątpliwych zasług zawodowych, Telakowska fascynuje jako człowiek. Prywatnie była postacią wybitnie barwną. Obracała się w najwyższych kręgach intelektualnych, przyjaźniąc się między innymi z Jarosławem Iwaszkiewiczem, Czesławem Miłoszem czy Ireną Krzywicką. Była bez wątpienia jedną z najciekawszych, najbardziej wyrazistych postaci zarówno szalonego dwudziestolecia międzywojennego, jak i późniejszego, często szarego i siermiężnego PRL-u.

Katarzyna Rzehak świetnie uchwyciła jej podwójną naturę. Telakowska miała specyficzne poczucie humoru, dar opowiadania historii i.… niekończący się zapas pieprznych dowcipów. Z jednej strony wielka dama, historyczka sztuki i dyrektorka, z drugiej osoba, która w odpowiednim momencie potrafiła tak celnie zażartować i tak siarczyście zakląć, że wszystkim słuchającym dosłownie szło w pięty. Znajomi sypali anegdotami jak z rękawa. W książce znajdziemy dziesiątki takich historii, zabawnych sytuacji, bajek i uroczych zmyśleń.

Nie sposób mówić o tej książce, nie wspominając o samej autorce, której kompetencje w tym temacie są bezdyskusyjne. Katarzyna Rzehak to wieloletnia Dyrektor kreatywna Instytutu Wzornictwa Przemysłowego a także historyk sztuki i ceniona krytyk designu. Dzięki temu ma do podjętego tematu idealne podejście.

Dzięki recenzowanej książce, podążamy za życiem Telakowskiej przez najbardziej burzliwe dekady XX wieku. Zaczynamy od niesamowitego klimatu II Rzeczpospolitej. Narracja pozwala nam w wyobraźni przysiąść przy stoliku kawiarnianym z największymi artystycznymi tuzami tamtych czasów: w miejscach, gdzie Julian Tuwim na poczekaniu wymyśla i rymuje krótkie wiersze, zapisując je naprędce do podręcznego notatnika.

reklama

Potem nieuchronnie zbliżamy się do realiów II wojny światowej. I tu muszę zaznaczyć mały minus w mojej ocenie (choć być może jest to wina braku wystarczających materiałów źródłowych): ten niezwykle trudny element życia głównej bohaterki jest w książce opisany najbardziej skąpo. Sytuacja zmienia się jednak drastycznie, gdy dochodzimy do czasów powojennej odbudowy zrujnowanego kraju.

Wkraczamy w okres, w którym z popiołów powstają zupełnie nowe struktury artystyczne i państwowe, które Telakowska czynnie, z niespożytą energią współtworzy. Obserwujemy narodziny wspomnianego już Instytutu Wzornictwa Przemysłowego oraz Biura Nadzoru Estetyki Produkcji (BNEP). I w tym miejscu nie mogło zabraknąć fantastycznego wątku Leopolda Tyrmanda. Ten znany ze swojego bezkompromisowego i ciętego języka pisarz, jako były urzędnik, wolał rozwijać skrót BNEP z ironicznym przymrużeniem oka jako „Biuro Niewyżytych Erotycznie Panien”. Ta jedna anegdota doskonale oddaje zarówno specyfikę tamtego kobiecego środowiska, jak i ogólny, pełen absurdów klimat powojennej Polski.

Sam IWP nie był tylko zwykłym urzędem. Stał się ewenementem na skalę światową. Był prawdziwą kuźnią wzorów dla przemysłu, która dbała o najwyższy możliwy poziom estetyczny w czasach, gdy o estetykę wcale nie było łatwo. Pełnił rolę nieoficjalnej szkoły projektantów, ucząc nowego, profesjonalnego podejścia do formy użytkowej. Jak na tamte czasy, było to przy okazji miejsce pracy skrojone na miarę XXI wieku wyjątkowo przyjazne kobietom, dające im przestrzeń do rozwoju i twórczej niezależności. Telakowska głęboko i szczerze wierzyła, że piękne otoczenie, harmonijne mieszkanie, dobrze uszyte ubranie, a przede wszystkim mądrze zaprojektowane przedmioty codziennego użytku po prostu kształtują człowieka. Jego charakter i postawę. Idei zawartej w haśle „piękna na co dzień dla wszystkich” poświęciła całe swoje życie. To dzięki jej staraniom i determinacji na polskim gruncie w ogóle wyodrębnił się i utrwalił się zupełnie nowy zawód: projektant wzornictwa.

reklama

Poruszające są same rozdziały końcowe, w których możemy poznać Wandę Telakowską od innej, bardziej ludzkiej strony. Widzimy kobietę, która pomimo zaawansowanego wieku, narastających i utrudniających życie problemów zdrowotnych oraz oficjalnego przejścia na emeryturę, absolutnie nie zamierza się poddawać. Nadal, z uporem maniaka, chciała być aktywna zawodowo i starała się wprowadzać swoje innowacyjne pomysły w życie. Jej wola działania budzi ogromny szacunek.

Warto też zauważyć, że przez całą opowieść przewija się dyskretny motyw niespełnienia uczuciowego głównej bohaterki. Na szczęście autorka rozegrała to po mistrzowsku. Wątek ten pozostaje jedynie w tle. Nie rzuca się nachalnie na pierwszy plan, nie dominuje nad zawodowymi osiągnięciami i nie zmienia biografii w melodramat. Dzięki temu zabiegowi ten aspekt życia Wandy na pewno nie będzie drażnić czytelnika, dodając postaci autentycznej głębi.

Od strony warsztatowej autorka prowadzi płynną, lekką i wartką narrację. Warto jednak zauważyć specyficzną konstrukcję tekstu. Treść jest bowiem pocięta przez bardzo krótkie, rozdziały. Dość powiedzieć, że na około 250 stron książki przypada ich aż 53! Jest to absolutnie idealna pozycja dla osób, które są na co dzień zabiegane i poszukują czegoś niezobowiązującego na jeden wolny wieczór. Ale co więcej, ta struktura to strzał w dziesiątkę dla tych czytelników, którzy czytają w biegu, np. w komunikacji miejskiej (no chyba że jeździsz po Krakowie o godzinie 16:00). Krótkie rozdziały sprawiają, że lekturę można przerwać na dowolnym przystanku bez irytującego poczucia, że zgubiło się główny wątek.

reklama

Przechodząc do samej fizycznej formy wydania, trzeba przyznać jedno: Wydawnictwo Marginesy wykonało tu kawał naprawdę dobrej roboty. Książka została wydana bardzo estetycznie, podobnie zresztą jak inna publikacja z tej samej serii, poświęcona Eleonorze Plutyńskiej. Twarda, przyjemna w dotyku oprawa sprawia, że obcowanie z tą książką to czysta przyjemność. Podobnie zresztą jest z papierem wykorzystanym do druku. Do tego dochodzą znakomitej jakości, starannie wyselekcjonowane fotografie, które pozwalają na własne oczy obcować z projektami i realiami, o których mowa w tekście.

Z całą pewnością jest to książka obowiązkowa dla osób już wtajemniczonych w polski design, które chcą poznać bliżej postać samej Telakowskiej i zajrzeć za kulisy tworzenia polskiego wzornictwa. Jednakże jest to równie świetna, jeśli nie lepsza, lektura dla kompletnych laików, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki i nieśmiało wchodzą w ten świat. Dlaczego? Ponieważ autorka zadbała o to, by nikogo nie zostawić w tyle. Za pomocą licznych, rzeczowo opracowanych przypisów dowiadujemy się w przystępny sposób o skomplikowanych technikach graficznych, dostajemy wyjaśnienia, co jest czym i kim są poszczególne postacie pojawiające się w tle. Dzięki takiemu zabiegowi nasza podróż przez życie Wandy i historię designu jest ułatwiona.

Na sam koniec, skoro słowo się rzekło, warto wspomnieć o zapleczu naukowym publikacji. Na końcu książki znajdziemy porządną, wyczerpującą bibliografię. To doskonałe narzędzie, które z pewnością pozwoli zainteresowanemu czytelnikowi bliżej zaznajomić się z poszczególnymi, wybranymi aspektami poruszanymi w książce. Dodatkowo, zastosowano tu przypisy anglosaskie (czyli te zbiegające się w jednym miejscu na końcu książki, a nie u dołu każdej strony). Zazwyczaj taki układ bywa dla czytelników dość uciążliwy, ale w tej konkretnej, omawianej publikacji, ze względu na jej niezobowiązujący charakter, mają one rację bytu i podczas lektury w ogóle nie powinny denerwować.

Książka Katarzyny Rzehak to świetnie napisana, pięknie wydana i wciągająca podróż przez historię polskiego gustu, opowiedziana z perspektywy fascynującej kobiety, o której zdecydowanie warto pamiętać. Zachęcam do lektury.

Zainteresowała Cię nasza recenzja? Zamów książkę Katarzyny Rzehak „Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne”!

reklama
Komentarze
o autorze
Nina Kucharczyk
Studentka IV roku historii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jej zainteresowania obejmują m.in. relacje między gospodarką i światem artystycznym. W wolnym czasie lubi czytać reportaże.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone