Małpa, tur i matura z rysowania konia: historyk ocenia 3 sezon „1670”
Siła rzeczy nie ma sensu drobiazgowe analizowanie satyry pod względem nieścisłości historycznych, w tego typu produkcjach zabiegi takie są skazane na porażkę. W swojej naturze gatunek ten, mając wyśmiewać różne przywary (w tym przypadku przede wszystkim naszego współczesnego społeczeństwa), sięga po absurdy, anachronizmy i skrajności. Ciężko jest na poważnie odebrać próby lotu na księżyc z zastosowaniem trebusza, maturę szlachecką, gdzie głównym zadaniem jest narysowanie konia czy akcję przeciwko hejtowi i kradzieży danych osobowych w XVII wieku. Nie powinno to jednak od razu odrzucać od seansu.
Ze względu na osadzenie serialu w realiach Rzeczpospolitej Obojga Narodów (choć w krzywym zwierciadle) naturalnie zwraca on uwagę historyków. W końcu w przeszłości można poznać odpowiedź na pytanie, dlaczego obecnie jesteśmy dokładnie tacy, jacy jesteśmy, i to rzeczywiście serial próbuje pokazać. Dodatkowo, im ktoś wie więcej o historii, tym więcej smaczków uda mu się odczytać.
Trzeci sezon serialu jest bezpośrednią i spójną kontynuacją poprzedniego. Podczas ośmiu odcinków widz może doświadczyć przemian niemal każdego bohatera (może poza niereformowalnym Janem Pawłem i pojawiającym się dopiero na samym końcu jego pierworodnym Stanisławem, choć i w tych przypadkach widoczne są lekkie zmiany). Całość produkcji determinują starania o odzyskanie szlachectwa przez głównego bohatera, zagadnienie trudów edukacji chłopów w założonej przez Anielę szkole oraz epopeje Bogdana i Macieja w poszukiwaniu zemsty, zapomnienia i… samych siebie.
Odświeżona perspektywa
Silną stroną serialu pozostaje skupienie na relacjach klasowych. Ponownie doświadczamy ciekawie (choć jednorodnie) opowiedzianej wersji zależności ekonomiczno-obyczajowych na wsi, które skutecznie podbudowują fabularnie finał.
Bodaj największym plusem produkcji stanowiło dla mnie rozszerzenie dotychczasowej mikroperspektywy. Bohaterowie w końcu trafili w wir wielkiej polityki, która poza kilkoma wyjątkami została pokazana w sposób zaskakująco umiejętny.
Sama Warszawa słusznie prezentuje się jak prawdziwy plac budowy. W 10 lat po potopie szwedzkim jego skutki wciąż były widoczne – tak było też w rzeczywistości. Zgadza się także liczba mieszkańców podana przez księdza Jakuba – w 1669 roku w stolicy mieszkało 15 tysięcy osób.
Sceny narad politycznych dowodzą, że serialowi udało się trafnie uchwycić realia geopolityczne. Co prawda są one przekoloryzowane, np. Rzeczpospolita nie była wówczas skłócona ze wszystkimi sąsiadami dookoła, był to akurat jeden z tych momentów, w którym nie prowadzono oficjalnie żadnej wojny (w XVII wieku to moment doprawdy wyjątkowy), z pewnością nie istniała też żadna formalna rada enigmatycznych głów gmin omawiających bieżące potrzeby dyplomatyczne. Serial kładzie jednak nacisk na pokazanie problemów na granicy południowo-wschodniej państwa (pogranicze turecko-tatarskie i Kozaczyzna) – ukazano problematykę najazdów tatarskich, sposobu ich załagodzenia poprzez podarki. W przededniu wojny z Turcją w ukazanym czasie na tych terenach rzeczywiście wrzało.
Jeden z bardziej interesujących wątków stanowi epizod kozacki. Być może nieświadomie, ale bardzo dobrze oddaje ducha tego, jak wyglądała wówczas Ukraina. Jej prawobrzeżna strona, pod formalnym władaniem Rzeczpospolitej pozostawała na wpół niezależna: jedyny polski garnizon stacjonował wówczas w Białej Cerkwi, a faktyczną władzę sprawował hetman zaporoski Petro Doroszenko. Jak widać, w serialu każdy kto zapuszczał się w tamte tereny, był przechwytywany przez kozackie patrole. Roztańczona i rozśpiewana kultura, odniesienia do trudnych stosunków z Turkami (wspomnienie o sławnym wulgarnym liście Kozaków Zaporoskich do sułtana) zostały oczywiście uwspółcześnione, niemniej odwołują się do mało znanych faktów historii Kozaczyzny.
Swoje miejsce w produkcji znalazły także dwie ważne dla Rzeczpospolitej postaci. Królowa Eleonora Habsburg była lojalną żoną Michała Korybuta, wykazującą się według źródeł taktem, za co cenili ją nawet polityczni przeciwnicy stronnictwa dworskiego. Jej marzycielskość i skłonność do reform jest znacząco przesadzana – w realiach Rzeczpospolitej szlachta bardzo źle reagowała na wpływowe królewskie małżonki (jak na Bonę, Ludwikę Marię czy Marysieńkę) – być może scenarzyści wzorowali tę postać właśnie na nich. Ważną postacią z drugiej strony politycznej barykady jest Michał Kazimierz Radziwiłł – podkanclerzy litewski i hetman polny litewski. Nie był może drugą osobą w państwie, jak stara się pokazywać serial, lecz miał posłuch wśród swojego rodu, a co za tym idzie w całym Wielkim Księstwie. Twórcom udało się także oddać jego dewocyjność i zainteresowanie zjawiskami nadprzyrodzonymi w scenach z proroctwami Jurydywija i Jana Pawła.
Smaczki historyczne
Dużym plusem jest też obecność nieoczywistego głównego bohatera drugiego odcinka, czyli polskiego tura. Wątek ten bardzo zgrabnie łączy humor (ewidentne nawiązania do „Parku Jurajskiego”) z przekazaniem rzeczywistości XVII-wiecznej. Tur był rzeczywiście postrzegany jako wyjątkowe zwierzę, przez co cieszył się szczególną renomą króla polskich lasów. Niestety w wyniku polowań (czego nie pokazano - pomimo bezprecedensowych dla tej epoki starań królewskich chroniących ostatnie tury) gatunek ten rzeczywiście wymarł w latach 20. XVII wieku (a przynajmniej z tego okresu pochodzi ostatnia wzmianka o żywym przedstawicielu tego dużego ssaka).
Trafionym pomysłem jest też wątek spalonych dokumentów szlacheckich. Sezon rozpoczyna się od problemu spalenia dokumentów poświadczających szlachectwo. Druga połowa XVII wieku obfitowała w tysiące takich historii – w wyniku działań wojennych i dominującej drewnianej zabudowy znaczna część ośrodków i osób indywidualnych straciła dokumenty potwierdzające status, prawo czy przywilej. Aby je odzyskać nie zdawano egzaminów, najczęściej wystarczało poświadczenie odpowiedniej liczby świadków (tzw. testacja).
Polecamy e-book Sebastiana Adamkiewicza „Zrozumieć Polskę szlachecką”
Książkę można też kupić jako audiobook, w tej samej cenie. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka!
Prawdziwą perełką jest wątek unieważnienia małżeństwa dwóch istotnych postaci. Stereotypem jest przekonanie o tym, że wówczas unieważnienie małżeństwa lub separacja były możliwe wyłącznie za pozwoleniem mężczyzny. W księgach sądowych znajdujemy liczne sytuacje pozwów kobiet, skarżących się przede wszystkim na przemoc ich mężów, które doprowadziły sprawę do pozytywnego dla nich końca. Dylematy uczuciowe nie były obce naszym XVII-wiecznym przodkom.
Poza tym znajdujemy w serialu inne odniesienia historyczne, jak pośrednie wspomnienie w trakcie narady królewskiej o sumach neapolitańskich (niespłaconego odszkodowania Hiszpanii za zajęcie ziem królowej Bony, prawnie należnych kolejnym królom Rzeczpospolitej) i sen Jana Pawła o strajku dzieci we Wrześni przed obowiązkowym używaniem języka niemieckiego w szkole z 1901 roku (dzieci recytujących przysłowia wymyślone przez głównego bohatera!). Obecność jako lektury na maturze szlacheckiej eposu Wacława Potockiego „Wojna Chocimska”, zredagowanego właśnie w 1670 roku czy przełamanie czwartej ściany w przypadku wspomnienia o historyczności postaci znakomitego polskiego inżyniera i teoretyka artylerii Kazimierza Siemienowicza to kolejne przykłady częstego wplatania elementów historycznych w żarty fabularne.
Stare problemy
Serial nie jest oczywiście wolny od poważniejszych błędów. I nie chodzi tu oczywiście o kwestie strojów, ukazanych lokacji czy stosowanego języka – jak wspominałem, w serialu nie chodzi o rekonstrukcję dawnej rzeczywistości. Tak samo ta recenzja nie oferuje wglądu w każdy błąd czy przeinaczenie służące celom komediowym.
Są jednak takie błędy, które mogą zaszkodzić, gdy są powielane jako stereotypy. Bodaj największym takim wypaczeniem jest postać króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Problem nie leży wyłącznie w samej postaci króla (pokazanej w sposób przaśny jako osobę o większej tuszy i zagubioną w swoich obowiązkach), ale w przedstawieniu instytucji. W pewnym momencie w serialu pada zdanie: Jesteś królem, Ty nic nie musisz. Wraz z przedstawieniem monarchy-ciamajdy przed widzem rysuje się stereotypowy obraz królów Rzeczpospolitej jako marionetek magnatów, władców z przypadku, którzy mają czysto reprezentacyjne i honorowe uprawnienia.
Rzeczywistość wyglądała zgoła inaczej. Królowie często przesiadywali godzinami nad sprawami państwowymi, poświęcali się budowaniu swoich stronnictw w celu zaprowadzenia tak potrzebnej w systemie demokracji szlacheckiej jednomyślności (co czynił sam król Michał, nawet pomimo licznych dolegliwości zdrowotnych). Jako jeden z trzech organów sejmujących, władcy stanowili ważny, najbardziej sprawczy i aktywny element państwa, dyktujący, w którą stronę ma zmierzać Rzeczpospolita. W tej perspektywie żart porównujący Michała Korybuta do małpy odnosi się raczej do propagandy jego przeciwników (m.in. przyszłego króla Jana Sobieskiego).
Za oczywisty anachronizm należy uznawanie przez serial Niemiec jako całości państwowej, z którą Rzeczpospolita jest skonfliktowana. Warto przypomnieć, że akurat w XVII wieku zwierzchnikami Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego byli cesarze austriaccy, z którymi przez niemal cały XVII wiek Rzeczpospolita utrzymywała przyjazne stosunki (żoną króla Michała jest właśnie Habsburżanka, Eleonora). Jedynym nieprzyjaznym podmiotem (a i to niecałkowicie) na terenie dzisiejszych Niemiec byłaby Brandenburgia, która miała wkrótce przemienić się w królestwo Prus.
Humor serialu pozostaje zgodny z konwencją poprzednich części - dominuje tzw. czeski humor, postacie czasem łamią czwartą ścianę, puszczając oko do widza. Warstwa muzyczna także pozostaje identyczna: współczesny remiks barokowych utworów wciąż dominuje w warstwie dźwiękowej. Truizmem jest stwierdzenie, że Jan Paweł pozostaje najjaśniejszym punktem serialu, choć należy też docenić grę wszystkich głównych postaci związanych w różny sposób z rodziną Adamczewskich. Na plus zasługują też dopracowane plany zdjęciowe (subiektywne oko może je uznać nawet za malownicze, zwłaszcza w przypadku scen ukazujących obóz kozacki).
Odczarować Sarmatów
Serial 1670 jest fascynującą próbą przedstawienia I Rzeczpospolitej. W przeciwieństwie do pompatycznej narracji Sienkiewicza czy patrząc z drugiej strony odrestaurowanej chłopomanii, ukazuje on jak wzorowo ująć dystans do tradycji poprzez pokazywanie coraz to bardziej absurdalnych skrajności. Bohaterowie, zwłaszcza w tym sezonie, nie są czarno-biali, tak, jak czarno-biała nie była nasza historia. Stanowi to dobrą analogię do czasów współczesnych, pomagając w utożsamieniu się z konkretnymi postaciami, co twórcom rzeczywiście udało się osiągnąć. W oderwaniu od teatralności i pompatyczności, ale i jednoznacznej pogardy względem sarmatyzmu, serial 1670 może także pomóc w popularyzacji nowożytności.
Dyskusja o samym serialu na przestrzeni kilku lat pokazuje, że Polaków interesuje historia, odnajdywanie swojej tożsamości jest czymś realnie istotnym. Duże zainteresowanie produkcją pokazuje, że istnieje zainteresowanie filmami przedstawiającymi historię I Rzeczypospolitej. Szkoda może jedynie tego, że na razie mamy do dyspozycji głównie jej skarykaturalizowaną, satyryczną wersję, która posiadając niemal monopol może przyczynić się do stereotypizacji XVII wieku w oczach szerszej publiczności w naszym kraju.
