Monika Maciewicz – „Wiedźma i mniszka” – recenzja i ocena
Monika Maciewicz – „Wiedźma i mniszka” – recenzja i ocena
To właśnie ten moment historyczny stanowi dla fabuły punkt wyjścia. Nie oglądamy chrystianizacji z perspektywy kronikarza, władcy czy osoby odpowiedzialnej za tworzenie nowego porządku. Znacznie częściej jesteśmy po stronie ludzi, którzy muszą po prostu zrozumieć, co właściwie dzieje się wokół nich. Dawne obrzędy nie znikają przecież dlatego, że pojawia się nowa religia. Zmiana wyznania nie oznacza natychmiastowej zmiany wyobraźni, pamięci ani codziennych przyzwyczajeń. I właśnie ten rozdźwięk jest w powieści bardziej interesujący niż sam konflikt dobra ze złem. W recenzowanej pozycji historia zostaje wykorzystana nie jako tło dla fantastycznej przygody, ale jako jej mechanizm. Przemiany religijne wpływają na bohaterów, miejsca, relacje społeczne i sposób interpretowania tego, co nadprzyrodzone. Dzięki temu fantastyka nie zostaje całkowicie oddzielona od rzeczywistości historycznej. Obie warstwy funkcjonują równocześnie i wzajemnie na siebie oddziałują.
W centrum tej historii znajduje się Imka. To bohaterka, której nie da się łatwo wpisać w typowy schemat „wybranej”. Jej pozycja wynika przede wszystkim z doświadczeń i miejsca, które zajmuje w społeczności. Żyje inaczej niż większość ludzi, ma własną wiedzę i własny sposób patrzenia na otoczenie. Nie jest jednak wszechwiedząca. Przeciwnie, wiele rzeczy poznaje dopiero w trakcie wydarzeń, a każde kolejne odkrycie zmusza ją do przewartościowania tego, co wcześniej uważała za oczywiste. Istotne jest również to, że jej historia zaczyna się od bardzo osobistego poziomu. Imka nie rusza w drogę dlatego, że chce ratować świat. Wielka historia przychodzi do niej sama, wraz z pojawieniem się Mlady. Wiedźma, która trafia do jej życia w dość osobliwy sposób, staje się początkiem wydarzeń wykraczających daleko poza dotychczasową rzeczywistość dziewczyny. Z czasem ich relacja przestaje być przypadkowym spotkaniem dwóch obcych kobiet i staje się jednym z filarów opowieści.
Istotne znaczenie ma również obecność mniszek i chrześcijańskiego porządku, ponieważ pozwala zestawić ze sobą różne sposoby rozumienia świata. Nie jest to jednak dla mnie najbardziej interesujące jako prosty konflikt „starej wiary” z „nową wiarą”. Znacznie ciekawsze jest obserwowanie konsekwencji zmiany: tego, jak wielkie przemiany wpływają na pojedynczych ludzi, ich wybory i relacje. I właśnie tutaj powieść ma swoje najmocniejsze strony.
Maciewicz stworzyła świat, który ma własną atmosferę i nie sprawia wrażenia przypadkowego zbioru elementów zaczerpniętych z folkloru. Jednocześnie autorka nie zawsze potrafi równie dobrze wykorzystać wszystkie pomysły, które wprowadza. Książka ma sporo materiału, ale nie każdy jego element zostaje rozwinięty w takim stopniu, jak można byłoby oczekiwać. W konsekwencji fabuła bywa nierówna. Są fragmenty, w których kolejne wydarzenia wyraźnie posuwają historię naprzód, ale są też takie, gdzie większe znaczenie od samej intrygi ma poznawanie świata. Nie musi to być wadą — zależy od oczekiwań wobec powieści. Jeśli ktoś szuka przede wszystkim dynamicznej historii prowadzonej bardzo precyzyjnie od punktu A do punktu B, może mieć poczucie, że książka chwilami rozprasza uwagę. Jeśli natomiast ważniejsze jest dla niego wejście w wykreowaną rzeczywistość, ta cecha może działać na korzyść powieści.
Podobnie można odebrać język. Stylizacja jest wyraźnym wyborem autorki i pomaga odsunąć historię od współczesności, ale nie zawsze pozostaje całkowicie przezroczysta. Są miejsca, w których wzmacnia charakter opowieści, i takie, w których może spowalniać lekturę. Nie nazwałbym tego jednoznacznie zaletą ani wadą — to raczej element wymagający od czytelnika pewnej akceptacji przyjętej konwencji.
Największym problemem Wiedźmy i mniszki jest więc nie brak koncepcji, lecz ich zagęszczenie. Książka chce pomieścić historię bohaterów, elementy fantastyczne, folklor, przemiany religijne i realia epoki. Nie wszystkie te składniki mają jednak identyczną siłę. Czasami pojawia się wrażenie, że interesujący temat dopiero zaczyna się rozwijać, a już trzeba przejść do następnego. Nie zmienia to faktu, że powieść ma własną tożsamość. Nie opiera się wyłącznie na wykorzystaniu popularnego obecnie „słowiańskiego” kostiumu. Najbardziej przekonuje wtedy, gdy pozwala czytelnikowi zobaczyć przedstawiony świat przez doświadczenia konkretnych bohaterów, zamiast tłumaczyć go z pozycji wszechwiedzącego narratora.
Wiedźma i mniszka to pozycja, która ma wprawdzie nierówności, kilka niewykorzystanych możliwości i momenty, w których przydałaby się większa dyscyplina narracyjna. Ma jednak również coś, czego nie da się osiągnąć samym sprawnym konstruowaniem fabuły: wyraźnie określony charakter. To powieść dla czytelnika, który jest gotów zaakceptować, że nie każdy element musi służyć szybkiemu tempu i że czasami ważniejsze od odpowiedzi jest samo wejście w świat bohaterów. Jej największą wartością nie jest zatem bezbłędna konstrukcja, lecz sposób, w jaki łączy fantastyczną opowieść z konkretną wizją przeszłości. I właśnie dlatego, mimo niedoskonałości, zasługuje na uwagę — nie jako kolejna książka wykorzystująca słowiańskie motywy, ale jako próba opowiedzenia historii z własnego punktu widzenia.
