Sowieci chcieli zaatakować Polskę w nocy z 12 na 13 września 1939 roku. Dlaczego im się nie udało?
W przededniu II wojny światowej Armia Czerwona była już zupełnie inną siłą niż kilkanaście lat wcześniej. Industrializacja ZSRR pozwoliła na gwałtowną rozbudowę armii, szczególnie wojsk pancernych, artylerii i lotnictwa. Wprowadzano również nowe wzory uzbrojenia, umundurowania i wyposażenia, a rozwój przemysłu oraz mechanizacja gospodarki zwiększały możliwości mobilizacyjne państwa. W rezultacie ZSRR dysponował jedną z największych armii świata, choć jej ogromne rozmiary nie zawsze szły w parze z jakością wyszkolenia i sprawnością organizacyjną.
Równolegle w ZSRR rozwijano nowoczesną teorię prowadzenia wojny, znaną jako koncepcja głębokiej operacji. Zakładała ona szybkie przełamanie obrony przeciwnika i prowadzenie działań daleko na jego tyłach przy ścisłym współdziałaniu piechoty, artylerii, czołgów, wojsk zmechanizowanych i lotnictwa. Imponujące manewry pod Kijowem w 1935 roku pokazywały skalę możliwości nowoczesnej RKKA. Jednocześnie zagraniczni obserwatorzy dostrzegali problemy z dowodzeniem i wyszkoleniem, które miały okazać się szczególnie istotne kilka lat później.
Najpoważniejszym ciosem dla Armii Czerwonej były jednak stalinowskie czystki. W latach 1937–1938 usunięto lub zamordowano znaczną część najwyższej kadry dowódczej, w tym wielu oficerów odpowiedzialnych za rozwój nowoczesnej sztuki wojennej. Armia gwałtownie się przy tym rozrastała, co dodatkowo pogłębiało niedobór doświadczonych dowódców. W efekcie we wrześniu 1939 roku ZSRR posiadał ogromną, dobrze wyposażoną i teoretycznie nowoczesne siły zbrojne, ale jednocześnie borykał się z poważnymi problemami organizacyjnymi, szkoleniowymi i dowódczymi. To właśnie rozdźwięk między potencjałem Armii Czerwonej a jej rzeczywistą sprawnością miał odegrać istotną rolę w wydarzeniach poprzedzających sowiecką agresję na Polskę.
Wzorując się na czołowych armiach zachodnich, Ludowy Komisariat Obrony postanowił przeprowadzić próbną, skrytą mobilizację. Zamierzano przeprowadzić ją pod pozorem powoływania rezerwistów na „Wielkie ćwiczenia”. Wiosną 1939 roku przeprowadzono próby mobilizacyjne, które ujawniły poważne niedociągnięcia: żołnierze i kadra słabo znali procedury mobilizacyjne, a część uzbrojenia i wyposażenia nie trafiała na czas z magazynów do jednostek. Chaos wywołany czystkami pogłębiany był zmianami organizacyjnymi w jednostkach, oraz zmienianiem przydziałów dla poszczególnych rezerwistów. Powstał nawet alarmistyczny raport, co do możliwości mobilizacyjnych RKKA (ros. Рабоче-крестьянская Красная армия – Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona). Co istotne, problemów tych nie udało się usunąć przed rozpoczęciem rzeczywistej mobilizacji.
„Niedociągnięcia” w praktyce
Od 6 września struktury Armii Czerwonej przystąpiły do działań mobilizacyjnych. Planowany atak na Polskę miał mieć miejsce w nocy z 12 na 13 września, czasu na koncentrację nie było więc dużo. Sowieci bardzo szybko zorientowali się, że proces nie przebiega prawidłowo. Sprawą zajął się Główny Zarząd Bezpieczeństwa Państwowego NKWD, pozostawiając bardzo ciekawe raporty. W rzeczonych dokumentach często pojawiają się stwierdzenia o: niedociągnięciach, zaniedbaniach, uchybieniach itp. w procesie mobilizacyjnym. A jak wyglądało w rzeczywistości?
Powiadamianie pracowników sztabu Kijowskiego Specjalnego Okręgu Wojskowego rozpoczęło się 6 września 1939 r. o godzinie 18.00.W czasie wzywania kadry dowódczej i kierowniczej nie przestrzegano elementarnych zasad konspiracji, wykorzystywano radiostację stadionu ,,Dynamo”.Część czerwonoarmistów - gońców i oficerów sztabu, chodziło po miejskich ogrodach, zwracając się do wojskowych: „jeżeli jesteście pracownikiem sztabu, to pilnie, w trybie alarmowym meldujcie się w sztabie". Nie wykonano kalkulacji rozwinięcia jednostek; telegramy dla dowódców garnizonów, którzy nie posiadali szyfrówki, były przekazane z czterogodzinnym opóźnieniem.
Rezerwiści wezwani do jednostek nie stawiali się w terminie. Smoleński szpital okręgowy wezwał 320 ludzi, stawiło się 85. Do 18. Brygady Lotniczej z wezwanych w pierwszym dniu 256 ludzi przybyło 88.W 64 Dywizji Strzeleckiej nie ma umundurowania dla rezerwistów. Sztab okręgu nie podejmuje działań w celu poprawienia sytuacji. Z 50 samochodów, które powinny być dostarczone do 18. Brygady Lotniczej, nie dostarczono żadnego.
Powyższe brak profesjonalizmu i dezorganizacja były zaledwie przedsmakiem chaosu, jaki wkradł się w działania RKKA. Naturalnie na takim stanie rzeczy najbardziej cierpieli zwykli żołnierze.
(...) Oprócz tego 4500 ludzi dla Białoruskiego Specjalnego Okręgu Wojskowego przebywa drugą dobę na dworcu Witebskim z powodu nieprzygotowania transportu. Jednostki wojskowe nie przygotowały się należycie do przyjęcia żołnierzy rezerwy, w rezultacie czego ludzie śpią na podłodze bez słomy i materaców. Rezerwiści przybywający do jednostki wojskowej 4809 noc spędzili na ulicy; nie zorganizowano żywienia, jedli suchy chleb i kartofle, które kopali na kołchozowych polach.
Przeciągająca się mobilizacja
Kolejny raport NKWD o sytuacji mobilizacyjnej powstał 12 września. Pomimo upływu 6 dni od ogłoszenia mobilizacji, stan wojsk przeznaczonych do uderzenia na Polskę był daleki od zadowalającego:
Na stacji Żmerynka na wysłanie do miejsca przeznaczenia oczekuje 1000 żołnierzy rezerwy, na stacji Bogusław - 1000 żołnierzy rezerwy, na stacji Konotop i Królewiec - 7000 żołnierzy, na stacji Browary dwa dni stoi transport z żołnierzami rezerwy z powodu braku parowozu.
Konotopska Rejonowa Wojskowa Komenda Uzupełnień trzymała przez dwie doby bez posiłku 3000 żołnierzy rezerwy.
Przy załadunku na stacji Darnica zaginął wagon z mapami topograficznymi (wagon był bez konwoju), którego do tej pory nie odnaleziono.
W obwodzie leningradzkim i m. Leningrad do jednostek wojskowych skierowano:
-oficerów 74% podlegających stawieniu się,-szeregowych 70% podlegających stawieniu się,-koni 57% potrzebnej liczby,-samochodów i traktorów - 50% potrzebnej liczby.
Jak widać w jednostkach Armii Czerwonej występowały poważne zatory transportowe, braki w stawiennictwie rezerwistów, koni i pojazdów. W innych źródłach, wytworzonych przez organy ZSRR znaleźć możemy też informację o tym, że mobilizowane samochody i traktory często wymagały remontu lub w ogóle nadawały się na złom. Zdarzało się również, że żołnierzom brakowało podstawowego wyposażenia i umundurowania. Skala tych problemów musiała mieć bezpośredni wpływ na termin rozpoczęcia sowieckiej agresji na Polskę i przesunięcia jej na 17 września.
Nie miejmy jednak złudzeń – dodatkowe kilka dni mobilizacji nie mogło ukryć wszystkich, systemowych problemów Armii Czerwonej. Choć RKKA mogła rzucić przeciw Polsce grubo ponad 4 tysiące czołgów, dysponowała licznymi systemami artyleryjskimi, to posiadała dalece niewydolną logistykę, a jej jednostki miały niepełne stany osobowe, gdyż nie udało się ich uzupełnić w toku powoływania rezerwistów.
Przygotowana naprędce operacja przeciw Polsce nie zakończyła się jednak spektakularną klapą. W drugiej połowie września '39 Wojsko Polskie, rozbite przez niemiecką machinę wojenną, nie mogło stawiać skutecznego oporu również na drugim froncie (pomijając rozkaz Naczelnego Wodza, aby bolszewików nie atakować). Pancerniacy Armii Czerwonej, stający w polu z braku paliwa, odnotowywali potem w swoich raportach, że to nie jest prawdziwa wojna, bo nie przeciwnika i w ogóle nie musieli strzelać. Podobna operacja przeciw Finlandii miała się okazać dużo bardziej kosztowna.
Polecamy e-book Damiana Piątkowskiego „Leningrad. Opowieść o najdłuższym oblężeniu II wojny światowej”:
Bibliografia
- Czesław Grzelak, Stanisław Jaczyński, Eugeniusz Kozłowski Agresja Sowiecka na Polskę w świetle dokumentów 17 września 1939, t. I, Warszawa 1994
- Czesław Grzelak, Kresy w czerwieni: agresja Związku Sowieckiego na Polskę w 1939 roku, Warszawa 1998
- Earl Ziemke, Armia Czerwona 1918-1941. Powstanie narzędzia agresji, Oświęcim 2015
