Chrystusowy generał. Kim był Juan de Austria?

opublikowano: 2026-09-08, 14:32
wszelkie prawa zastrzeżone
Gdy w 1571 roku potężna machina wojenna imperium osmańskiego ruszyła na podbój Cypru i Morza Śródziemnego, napotkała opór, który przerodził się w jedną z najbardziej brutalnych konfrontacji epoki. Kim był słynny zwycięzca spod Lepanto?
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Rogera Crowleya „Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580”.

Don Juan de Austria (mal. Alonso Sánchez Coello, 1567 rok)

Kiedy wojsko Lali Mustafy podchodziło pod mury Famagusty, przygotowania świętej Ligi do wyprawy morskiej szły jak po grudzie. We wszystkich portach Hiszpanii i Italii – Barcelonie, Genui, Neapolu i Mesynie – pracowicie gromadzono ludzi, materiały i okręty. Zachodnia część Morza śródziemnego stała się miejscem chaotycznych działań: nieskoordynowanych, prowadzonych bez przygotowania i przede wszystkim spóźnionych. Wenecki poseł w Hiszpanii obserwował te poczynania z bezradną furią. „Zdaję sobie sprawę, że jeśli chodzi o wojnę morską, każdy drobiazg zabiera mnóstwo czasu i staje na przeszkodzie, brak bowiem wioseł, żagli, dostatecznej liczby pieców do wypieku sucharów czy czternastu drzew na maszty w nieskończoność wstrzymuje wypłynięcie floty”. Przygotowania te mocno kontrastowały z centralnie sterowaną, skoordynowaną osmańską machiną wojenną, która działała w oparciu o dużo wcześniej opracowane plany i zapewniała sprawne wykonanie poleceń mających moc sułtańskich edyktów. Gubernator Karamanu stracił stanowisko z powodu dziesięciodniowego opóźnienia w zaciągu na wyprawę na Cypr poprzedniego roku.

Turcy od dawna mieli gotowy plan powstrzymania zagrożenia chrześcijańskiego i wiosną 1571 roku postępowali dokładnie według jego zaleceń. W marcu admirał Ali Pasza popłynął na Cypr, w maju Stambuł opuściła kolejna flota pod dowództwem drugiego wezyra, Perteva Paszy, a pod koniec kwietnia trzeci wezyr na czele armii lądowej wyruszył na zachód, by zagrozić weneckim posiadłościom na wybrzeżu adriatyckim. Z Trypolisu wypłynął Ułudż Pasza i ruszył na wschód. Kampania wyglądała na zbyt szeroko zakrojoną, aby jej celem był tylko podbój Cypru. Miała ona przenieść wojnę na Adriatyk i doprowadzić do zdobycia Wenecji, a nawet przesunięcia granic imperium osmańskiego jeszcze dalej na zachód: „Dominacja Turków musi sięgnąć Rzymu”, poinformował Wenecjan Sokollu. Pod koniec maja Ali i Pertev doszli do wniosku, że los Famagusty jest już przypieczętowany, i połączyli floty, aby uderzyć na wenecką Kretę.

Wenecjanie desperacko czekali na jakiś przełom. Ich flota pod nowym dowództwem Sebastiana Veniera pod koniec kwietnia znalazła się na Korfu. Po haniebnym popisie, jaki dała poprzedniego roku dowodzona przez Zanego, Wenecjanie tym razem postanowili powierzyć ją komuś naprawdę wyjątkowemu. Venier, który liczył sobie siedemdziesiąt pięć lat i miał wygląd rozzłoszczonego lwa, jakby zdjętego z jakiegoś weneckiego postumentu, był bez reszty oddany Republice. Choć nie był żeglarzem, należał do ludzi czynu – stanowczych, zdecydowanych i wybuchowych. Z coraz większą niecierpliwością słuchał wiadomości o ciężkim losie Cypru i próbował nakłonić swoich oficerów do tego, by ruszyć z pomocą dla Famagusty bez oglądania się na próbujących się wykręcić ze zobowiązań Hiszpanów. Jego otoczenie uznało jednak taki ruch za zbyt ryzykowny. Flota wenecka wciąż była słabsza od tureckiej. Venier nie miał więc innego wyjścia, jak czekać. W końcu jednak do Mesyny na północy Sycylii, umówionego miejsca zbiórki, powoli zaczęły się zbliżać floty sojusznicze. Pomimo ubiegłorocznej klęski flotą papieską na wyraźne życzenia Piusa V ponownie dowodził Marc’Antonio Colonna. W czerwcu dotarł on do Neapolu i pozostało mu czekać na przybycie Hiszpanów oraz dowódcy całej operacji.

reklama

Tym razem to Filipowi przypadł wybór naczelnego wodza. Początkowo mianował na to stanowisko ostrożnego Gianandreę Dorię, ale przeciwko tej nominacji natychmiast zaprotestował papież, który obwiniał Dorię za porażkę w 1570 roku, a poza tym wiedział, jak bardzo znienawidzą go Wenecjanie. Drugim kandydatem Filipa II był jego młodszy przyrodni brat, don Juan de Austria, syn Karola V z nieprawego łoża. Jak się okazało, był to nadzwyczaj trafny wybór.

Zwycięzcy spod Lepanto na anonimowym obrazie z 1575 roku, od lewej Don Juan de Austria, Marcantonio Colonna, Sebastiano Venier

Don Juan, przystojny, pełen wigoru, żądny chwały dwudziestodwulatek, stanowił antytezę swojego roztropnego przyrodniego brata. Już wcześniej, podczas kampanii przeciwko moryskom, dowiódł zdolności dowódczych, ale, jak to określił Filip II, cechowała go skłonność do podejmowania pochopnego ryzyka. Kiedy król się do wiedział, że don Juan stanął w pierwszej linii i został trafiony w hełm kulą z arkebuza, wpadł we wściekłość: „Musisz na siebie uważać, a ja muszę także mieć na Ciebie baczenie, boś do wielkich rzeczy stworzony”, zganił go w liście. W 1571 roku Filip II uważał go za jedynego dynastycznego sukcesora i nie miał zamiaru dopuścić, by ryzykował życie w walce. Aby mieć go pod kontrolą i zapewnić mu doradztwo w sprawach morskich – sam don Juan nie miał żadnego doświadczenia żeglarskiego – Filip II przydzielił mu zespół wytrawnych ekspertów: ostrożnego Dorię, Luisa de Requesensa i marki za Santa Cruz, Alvara de Bazana, którzy ograniczyli don Juanowi swobodę podejmowania decyzji. Choć Bazan z natury preferował zdecydowane, zaczepne działania, Filip II miał nadzieję, że uda mu się powstrzymać don Juana przed wydaniem bitwy bez zgody całej trójki. A w takim wypadku zawsze mógł liczyć na weto Dorii.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Rogera Crowleya „Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580” bezpośrednio pod tym linkiem!

Roger Crowley
„Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Tomasz Hornowski
Okładka:
twarda
Liczba stron:
408
Premiera:
01.09.2026
Język oryginalny:
angielski
EAN:
9788383385136
reklama

Te ograniczenia irytowały młodego księcia. Jego żądza sławy była po części konsekwencją okoliczności jego urodzenia. Jako nieślubny syn zajmował nieco dwuznaczną pozycję na królewskim dworze, a Filip II wychodził ze skóry, żeby regularnie czynić drobne afronty bardzo popularnemu młodzieńcowi. Odmówił don Juanowi używania tytułu Jego Wysokości i zdecydował, że należy się do niego zwracać po prostu: Waszmość. W czasach rozbudowanego dworskiego i dyplomatycznego protokołu ludzie przywiązywali dużą wagę do takich niuansów. Mógł być legalnym następcą Filipa, ale tymczasem ten nie miał zamiaru potwierdzać jego królewskiego statusu. Co gorsza, podważył autorytet dowódczy don Juana, wydając rozkaz, że każdą jego decyzję muszą potwierdzić jego właśni podwładni. W długim liście, jaki Juan napisał do brata, daje się wyczuć głęboką urazę z tego powodu: „Z pokorą i szacunkiem śmiem powiedzieć, że poczytałbym sobie to za nieskończoną łaskę i przywilej, gdyby Wasza Królewska Mość był tak uprzejmy i komunikował się ze mną bezpośrednio, własnymi usty […], aniżeli czyniąc mnie równym z innymi swoimi sługami, na co z pewnością w mym przekonaniu nie zasłużyłem”.

Don Juan marzył o sławie, niepodważalnej pozycji i w końcu o koronie. Znalazłszy się w cieniu starców, którzy otrzymali zadanie nie dopuścić, by cokolwiek osiągnął, chciał udowodnić swoją wartość. Kiedy na początku czerwca szykował się do wyjazdu z Madrytu, papieski legat w Hiszpanii zrozumiał i przyjął z aprobatą, że młodzieniec zamierza zrzucić krępujące go więzy. „ów książę tak bardzo jest spragniony sławy, że jeśli nadarzy się ku temu okazja, żadna rada, by oszczędzał galery, go nie powstrzyma przed ruszeniem po sławę i chwałę”.

Tysiąc dwieście mil na wschód przygotowywał się do najazdu na Kretę człowiek, który miał mu stawić czoło. Na pierwszy rzut oka admirał floty osmańskiej, Müezzinzade Ali Pasza – czyli Ali „syn muezina” – wyglądał na postać z innego świata. Podczas gdy we krwi don Juana płynęła królewska krew, Ali urodził się w biednej rodzinie. Jego ojciec wzywał wiernych do modlitwy w dawnej osmańskiej stolicy Edirne, leżącej dwieście kilometrów na zachód od Stambułu. Dzięki merytokratycznemu systemowi awansów panującemu w imperium osmańskim Ali Pasza doszedł do stanowiska czwarte go wezyra, wzmocnionego jeszcze tytułem kapudana paszy – czyli admirała floty – który kiedyś nosił sam Hajraddin Barbarossa. Otoczenie wypowiadało się o nim w samych superlatywach: „Dzielny i szczodry, z wrodzoną szlachetnością, miłośnik nauki i sztuki. Człowiek religijny, żyjący w czystości”. Podobnie jednak jak don Juan był kimś w rodzaju outsidera. Zazwyczaj rządząca elita składała się z konwertytów, zwykle porwanych w dzieciństwie i wychowywanych na dworze w wierze muzułmańskiej, którzy wszystko zawdzięczali sułtanowi. Sokollu był Bośniakiem, a Piali został uprowadzony jako dziecko z węgierskiego pola bitwy. Ali, co nietypowe, był etnicznym Turkiem: „Wychowany na prowincji, w oczach najważniej szych osób w sułtańskim pałacu miał tę wadę, że uchodził za outsidera”. Nie należał do rządzącej elity. Podobnie jak don Juan musiał dowieść swojej wartości. Bardzo pragnął się zasłużyć swemu panu. Był odważny, ale na granicy lekkomyślności, i kierował się adekwatnym do tego kodeksem honorowym: cofanie się jest tchórzostwem.

reklama
Ali Pasza Muezinowicz

Co najważniejsze, obaj dowódcy nie mieli doświadczenia w pro wadzeniu wojny na morzu. Nieprzypadkowo wojna o panowanie na Morzu śródziemnym charakteryzowała się brakiem wielkich rozstrzygających bitew morskich. Nawet starcie pod Prevezą było zaledwie jedną z wielu potyczek. Dowódcy, którzy kierowali flotami kruchych galer – Hajraddin Barbarossa, Turgut, ułudż Ali, Andrea Doria i jego stryjeczny prawnuk Gianandrea, Piali i don Garcia – należeli do ludzi niezwykle ostrożnych. Mieli ku temu dobre powody. Znali warunki panujące na morzu i zdawali sobie sprawę z jego kapryśności. Nagły brak wiatru lub wzrost jego siły, nieostrożne zbliżenie się do brzegu, utrata przewagi choćby w minimalnym stopniu – wszystko to mogło doprowadzić do chaosu. Wieloletnie doświadczenie nauczyło ich, że granica między zwycięstwem a katastrofalną klęską jest cienka jak papier. Stosownie więc do tego ważyli ryzyko. Tymczasem obaj admirałowie, którzy dowodzili największymi flotami, jakie świat widział, nie mieli po jęcia o tych sprawach i za wszelką cenę parli do bitwy i bezpośredniego starcia. Ali miał w tym względzie jasne rozkazy. Okoliczności stanowiły więc mieszankę wybuchową.

Wielu wytrawnych obserwatorów wśród chrześcijan wątpiło, by to wielkie zgromadzenie okrętów, ludzi i sprzętu przyniosło jakąś korzyść, zwłaszcza jeśli dowodzą nim Hiszpanie. Podróż do Italii była dla don Juana udręką. 6 czerwca opuścił Madryt i po dwunastu dniach dotarł do Barcelony. Tam jednak musiał czekać ponad miesiąc, aż wszystko zostanie przygotowane. „Grzechem pierworodnym naszego dworu jest to, że nigdy niczego nie zrobi zgodnie z planem i na czas”, napisał z Barcelony do swojego mistrza Luisa de Requesensa, który obserwował to wszystko z bliska i wzdychał z rozpaczy. Wreszcie 20 lipca don Juan mógł wejść na pokład swojej okazale zdobionej galery, Reala, i odpłynąć żegnany wystrzałami z dział i okrzykami gawiedzi. Co chwilę musiał jednak się zatrzymywać, by pozdrawiać entuzjastycznie witające go tłumy, oglądać pokazy sztucznych ogni, odwiedzać klasztory i uczestniczyć w mszach. Każdy chciał choćby tylko rzucić okiem na charyzmatycznego młodego księcia, a jeszcze lepiej zatrzymać go i pozdrowić. Bardziej to przypominało królewską paradę niż wyprawę wojenną, zwłaszcza że porty, jakie mijał po drodze – Nicea, Genua, Civitavecchia, Neapol i Mesyna – były stacjami drogi krzyżowej, w których witano go z religijnym i krucjatowym zapałem. W Genui rodzina Dorii wyprawiła na jego cześć, podobnie jak na cześć jego ojca, Karola V, bal maskowy. „Wszystkich zdumiała i zachwyciła gracja, z jaką tańczył don Juan”, donoszono niczym w dworskim okólniku. Aby nie być gorszym, Neapol zorganizował młodzieńcowi równie wspaniałe przyjęcie. Wieści o jego wyprawie obiegły całe południe Europy, a każde przybicie do brzegu powiększało religijny zapał i wielkie oczekiwania, jakie z nią wiązano. Nastrój ten doskonale uchwycił pompatyczny komunikat wydany w Rzymie 9 sierpnia w związku ze spektakularnym wjazdem do Neapolu Chrystusowego generała:

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Rogera Crowleya „Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580” bezpośrednio pod tym linkiem!

Roger Crowley
„Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Tomasz Hornowski
Okładka:
twarda
Liczba stron:
408
Premiera:
01.09.2026
Język oryginalny:
angielski
EAN:
9788383385136
reklama
Dziś o godzinie 23 do miasta przybył don Juan de Austria, wzbudzając niekłamany entuzjazm ludzi. Do portu udał się, by mu uścisnąć prawicę, kardynał Granvelle. Rzeczony pan jest przystojnym mężczyzną średniego wzrostu z rzadką brodą o jasnej cerze i blond włosach. Siedział na wspaniałym rumaku ubrany w piękny strój bitewny, w otoczeniu licznych paziów i sług odzianych w żółte aksamitne liberie z ciemnoniebieskimi frędzlami.

Następnego dnia książę, ubrany we wspaniałe złoto-karmazynowe szaty, wśród wiwatujących tłumów, przejechał z portu do pałacu w kardynalskiej karocy, za którą podążał długi orszak szlachciców. W każdym porcie na okręty wsiadały kolejne włoskie i hiszpańskie oddziały będące w służbie króla Filipa II.

Papież wysłał do Neapolu kardynała Granvelle’a, aby we wspaniałym stylu pobłogosławił młodego dowódcę. Wybór kardynała był poniekąd złośliwy, gdyż jako reprezentant Filipa II podczas negocjacji o powołaniu ligi okazał ze wszystkich najwięcej złej woli, wysuwając niekończące się zastrzeżenia i spowalniając rozmowy. W końcu zdesperowany Pius V po prostu wyrzucił go za drzwi. A teraz, 14 sierpnia, podczas drobiazgowo zaplanowanego nabożeństwa, które odbyło się w Kościele św. Klary, wręczał don Juanowi insygnia jego stanowiska jako dowódcy świętej Ligi. Klęczące mu przed ołtarzem księciu przekazał symbole generalskiej władzy i w darze od papieża ogromny, sześciometrowy błękitny – w kolorze nieba – sztandar, na którym widniał misternie wyhaftowany wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa i splecione dłonie symbolizujące członków ligi. „Weź ten sztandar, szczęśliwy książę”, zaintonował dźwięcznie Granvelle. „Weź te symbole prawdziwej wiary i niech przyniosą ci one sławetne zwycięstwo nad naszym bezbożnym wrogiem, i niech z twych rąk sczeźnie jego duma”. Żołnierze hiszpańscy powieźli sztandar ulicami Neapolu i uroczyście powiesili go na grotmaszcie Reala.

reklama

Cztery miesiące wcześniej analogiczna ceremonia odbyła się w Stambule. Selim II wręczył Ali Paszy sztandar w kształcie jaskółczego ogona, podobny do tego, jaki otrzymał don Juan, ale jeszcze większy. Był on koloru jaskrawozielonego – koloru raju – i miał wyszyte dziewięćdziesiąt dziewięć imion i atrybutów Boga powtórzone 28 900 razy. Teraz powiewał na czubku masztu Sułtana i wspaniale połyskiwał w jesiennym adriatyckim słońcu. Oba sztandary symbolizowały analogiczne aspiracje i przekonanie każdej ze stron, że Bóg wybierze ją i zapewni jej zwycięstwo.

Bitwa pod Lepanto

Poświęcony sztandar chrześcijański miał wyznaczyć lidze jej pierwszy cel – pomoc Famaguście – ale w tym czasie wojna zbliżyła się do granic Wenecji. W lipcu flota Alego Paszy siała zniszczenie w morskim imperium Republiki. Płynąc na zachód wzdłuż Krety i opływając Grecję, Turcy zapewnili sobie panowanie na Adriatyku. Na wybrzeżu dzisiejszej Albanii opanowali szereg ufortyfikowanych placówek – Dulcigno, Antivari, Budvę – biorąc je w kleszcze we wspólnej operacji z wojskami lądowymi. Venier musiał opuścić swą bazę na Korfu, aby nie dać się zablokować, i popłynął z flotą wenecką na zachód od Mesyny, by tam czekać na Hiszpanów. W ten sposób Wenecja została całkowicie pozbawiona morskiej ochrony. Sytuacja pogarszała się z dnia na dzień. Pod koniec lipca doświadczeni korsarze ułudż Ali i Kara Hodża – „czarny kapłan”, pozbawiony święceń zakonnik z Italii – przeprowadzili szereg rajdów, w których podchodzili niemal pod bramy miasta. Kiedy Kara Hodża na krótko zablokował Zatokę św. Marka, z placu było widać jego okręty. Ogarnięci paniką mieszkańcy rozpoczęli przygotowania do obrony. Na wysepkach dookoła miasta wzniesiono forty i ustawiono działa. Osmański półksiężyc zaiste znalazł się blisko.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Rogera Crowleya „Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580” bezpośrednio pod tym linkiem!

Roger Crowley
„Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Tomasz Hornowski
Okładka:
twarda
Liczba stron:
408
Premiera:
01.09.2026
Język oryginalny:
angielski
EAN:
9788383385136
reklama

Daleko na wschodzie oblężenie Cypru wkraczało w końcową fazę. Mimo to Bragadin uparcie odrzucał propozycje kapitulacji, jakie zgłaszał Lala Mustafa. Dowódca obrony przeżywał katusze: „Wiedzcie, że stanowisko, jakie otrzymałem, zabrania mi pod groźbą śmierci poddania miasta. Przebaczcie mi!” – wykrzyczał. „Nie mogę tego zrobić”. Dopiero po dwóch kolejnych wyniszczających szturmach Baglione zdołał przemówić mu do rozumu. 31 lipca miasto zostało rzucone na kolana. Zjedzono ostatniego kota, przy życiu pozo stało zaledwie dziewięciuset obrońców z Półwyspu Apenińskiego, z czego czterystu było rannych. Ci, którzy przeżyli, byli w szoku, wyczerpani i głodni. Wiele pięknych budynków w mieście znajdowało się w gruzach. Mieszkańcy Famagusty zapłacili wysoką cenę za lojalność. Na horyzoncie nie było widać żadnych okrętów. W końcu Baglione oświadczył Bragadinowi:

Spłaciliśmy nasz dług względem obrony [miasta], w żaden sposób nie zawiedliśmy […]. Daję ci słowo szlachcica, że miasto padło. Podczas następnego szturmu nie będziemy w stanie stawić im czoła, nie tylko dlatego, że nasze oddziały są tak bardzo przerzedzone, ale z powodu niedostatku prochu, którego zostało nam pięć i pół baryłki.

Turcy ostrzeliwali Famagustę przez sześćdziesiąt osiem dni. Wystrzelili w nią sto pięćdziesiąt tysięcy pocisków, a podczas ataków i z powodu chorób stracili sześćdziesiąt tysięcy żołnierzy. W końcu Bragadin ustąpił. 1 sierpnia poprzez sieć tuneli wykopanych pod miastem weneccy minerzy przekazali tureckim list do paszy. Na wałach zawisły białe flagi.

Wspaniałomyślne warunki, jakie uzyskali obrońcy, odzwierciedlały straty, jakie poniosła armia osmańska. Wszyscy obrońcy pochodzący z Italii mogli opuścić wyspę wraz ze sztandarami i popłynąć na tureckich okrętach na Kretę. Chcieli zabrać wszystkie działa, ale Lala Mustafa zgodził się tylko na pięć. Greccy mieszkańcy także otrzymali możliwość opuszczenia wyspy, ale gdyby zechcieli, mogliby zostać i cieszyć się wolnością osobistą oraz zachować swój dobytek. W tym miejscu pojawia się niewielka, ale znacząca różnica w przekazach. Wszyscy Wenecjanie zgodnie twierdzili, że po za kilkoma szczegółami warunki zostały przypieczętowane i Lala Mustafa przyznał im prawo wolnego przejazdu. Później Mustafa Pasza przedstawił kronikarzowi Ali Efendiemu, który także brał udział w oblężeniu, własną wersję wydarzeń. Według niego umowa zawierała dodatkową klauzulę, która zobowiązywała Wenecjan do uwolnienia pięćdziesięciu pielgrzymów pochwyconych przez Queriniego w styczniu. Ta drobna różnica zdań doprowadziła do tragedii.

reklama

5 sierpnia Wenecjanie zaczęli wchodzić na pokłady tureckich okrętów. „Do tej pory między nami a Turkami wszystko toczyło się w przyjaznej atmosferze bez podejrzliwości, traktowali nas bowiem z szacunkiem zarówno w słowach, jak i czynach”, napisał Nestor Martinengo, choć Turcy, wbrew umowie, zaczęli już wkraczać do miasta i rabować co się da. Trudno było powstrzymać ludzi, którym pasza przyrzekł przebogate łupy.

Mustafa Lala Pasza (rys. Jean-Jacques Boissard, 1596 rok)

W porze nieszporów, kiedy okręty stały już załadowane, Bragadin udał się do Lali Mustafy, by mu wręczyć klucze do miasta. Dumny wenecki patrycjusz opuszczał Famagustę z wielką pompą – bardziej jak zwycięzca niż pokonany. ubrany w karmazynowe szaty szedł z całym ceremoniałem, poprzedzany przez trębaczy. Nad głową miał rozłożony karmazynowy parasol, symbol swego urzędu. Razem z nim szedł Baglione, reszta dowódców i jego straż przyboczna – w sumie jakichś trzystu ludzi. Szli z podniesionymi wysoko czołami, mimo że od strony tureckich szeregów dobiegały ich kpiny i szyderstwa. Gdy pochód uroczyście dotarł do namiotu Mustafy, dowódcy złożyli swoje miecze na progu, po czym weszli do środka. Mustafa wstał na powitanie i ręką wskazał im stołki po kryte karmazynowym aksamitem. Zgodnie z ceremoniałem przybysze ucałowali dłoń paszy, a Bragadin zaczął wygłaszać oficjalną deklarację poddania miasta: „Ponieważ Pan Nasz postanowił, że to królestwo winno należeć do najznamienitszego Wielkiego Pana, tak oto przynoszę klucze do miasta i niniejszym oddaję je w wasze ręce zgodnie z umową, jaką zawarliśmy”. I w tym momencie, kiedy Wenecjanie byli zupełnie bezbronni, wszystko zaczęło się walić.

Rozmowy o kapitulacji zawsze wiszą na włosku – ze względu na brak wzajemnego zaufania. Nie wiadomo, czy to ostentacyjnie okazywana duma Bragadina, czy wcześniejsze drwiny z Mustafy, czy irytacja paszy z powodu bezcelowości oblężenia, które kosztowało go utratę sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy, czy brak obiecanych łupów dla wojska, czy też uzasadniony żal z powodu więźniów – w każdym razie, gdy Bragadin zapytał, czy teraz mogą odejść wolni, nitka pękła.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Rogera Crowleya „Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580” bezpośrednio pod tym linkiem!

Roger Crowley
„Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Tomasz Hornowski
Okładka:
twarda
Liczba stron:
408
Premiera:
01.09.2026
Język oryginalny:
angielski
EAN:
9788383385136
reklama

Według relacji muzułmańskich wszystko zaczęło się od gwałtownej kłótni o gwarancje dla tureckich okrętów zapewniające im bezpieczny powrót z weneckiej Krety. Mustafa chciał, żeby gwarancją byli zakładnicy wywodzący się ze szlacheckich rodów. „Nie dostaniesz patrycjusza ani nawet psa!” – odpowiedział mu gniewnie Bragadin. W tym momencie także rozłoszczony Mustafa zapytał go, gdzie są pielgrzymi. Według relacji Ali Efendiego Bragadin przyznał, że poddano ich torturom i zabito już po pod pisaniu umowy o kapitulacji. „Ci jeńcy muzułmańscy nie znajdo wali się pod moją osobistą kontrolą. W dniu ogłoszenia kapitulacji zabili ich Wenecjanie i rdzenni bejowie, a ja zabiłem tych, którzy byli ze mną” – miał odpowiedzieć Bragadin.

„W takim razie złamałeś umowę” – rzekł pasza.

Jeszcze inne sprawy dodatkowo rozzłościły Mustafę: zniszczenie dużych zapasów bawełny i amunicji – równie dobrze przyczyną niezadowolenia paszy mogła być sprawa łupów – oraz butne zachowanie Bragadina, którego zwycięzca nie mógł ścierpieć.

Wenecjanie inaczej relacjonują całe zajście. Większość pielgrzymów jeszcze w styczniu zabrał z sobą Querini. Zostało tylko sześciu, którzy uciekli. Mogło być też tak, że Bragadin nie miał pojęcia, co się z nimi stało. Tak czy inaczej, pasza wykrzyknął gniewnie: „Myślisz, że nie wiem, iż kazałeś ich wszystkich zamordować?”. Po czym wylał wszystkie swoje żale: „Ty psie, po co tak długo trzymałeś fortecę, skoro nie miałeś na to środków? Czemu nie poddałeś się miesiąc temu? Przez ciebie straciłem osiemdziesiąt tysięcy najlepszych żołnierzy”. Następnie zażądał zakładników jako gwarancji bezpiecznego powrotu okrętów z Krety. Tego nie było w umowie, miał mu odpowiedzieć Bragadin. Wtedy pasza wykrzyknął: „Związać ich!”.

Don Juan de Austria (mal. Juan Pantoja de la Cruz, druga połowa XVI wieku)

W jednej sekundzie wywleczono ich na zewnątrz i przygotowano egzekucję. Kaci wystąpili naprzód i zmusili Bragadina, by trzy razy wyciągał szyję. Wtedy Lala Mustafa zmienił zdanie i zdecydował się odłożyć jego egzekucję na później, kazał jednak obciąć mu nos i uszy jak zwykłemu przestępcy. Baglione zaprotestował, krzycząc, że pasza złamał dane słowo, ale ten kazał go ściąć przed namiotem razem z innymi dowódcami. W weneckiej relacji z wydarzeń jest mowa o tym, że Mustafa następnie pokazał żołnierzom głowę Baglionego ze słowami: „Patrzcie, oto głowa tego wielkiego wojownika Famagusty, który zniszczył połowę mojej armii i przysporzył mi tylu kłopotów”. Przed bogato zdobionym namiotem zaległ stos trzystu pięćdziesięciu głów.

reklama

Bragadinowi pasza zgotował śmierć w męczarniach. Do piątku 17 sierpnia utrzymywano go przy życiu. Rany na głowie zaczęły ropieć i cierpiał straszny ból. Po modłach poprowadzono go przez miasto przy dźwiękach bębnów i trąbek. W tej ostatniej drodze towarzyszył mu jego wierny sługa, Andrea, który przeszedł na islam, żeby być do końca przy swoim panu. Pamiętający drwiny Bragadina pasza kazał mu iść wzdłuż murów miasta z workami wypełniony mi piaskiem na plecach i całować ziemię, ilekroć będzie go mijał. Aby mu zrobić na złość, zaproponowano mu, by nawrócił się na islam. Weneccy hagiografowie przytoczyli jego świątobliwą odpowiedź: „Jestem chrześcijaninem, więc chcę żyć, a potem umrzeć. Mam nadzieję, że moja dusza zostanie zbawiona. Moje ciało należy do was. Możecie je torturować, ile chcecie”. Przypuszczalnie ich relacje z kaźni są trochę przesadzone, bo takie było zapotrzebowanie, fakty jednak nie podlegają dyskusji. Poddano go rytualnemu aktowi poniżenia. Na wpół żywego przywiązano do krzesła, wciągnięto na maszt galery, po czym gwałtownie opuszczono do morza i pokazano flocie wśród drwin i szyderstw: „No i gdzie jest twoja flota? Patrz uważnie, wielki chrześcijaninie. Widzisz odsiecz zbliżającą się do Famagusty?”. Następnie zawleczono go na plac za Kościołem św. Mikołaja, teraz zamienionego w meczet, i rozebrano do naga. Potem przywołano rzeźnika na ostatni akt kaźni, a ten – czego w Wenecji nigdy nie wybaczono – był żydem. Przywiązany do starożytnej kolumny przywiezionej z Salaminy, która stoi do dziś, Bragadin został żywcem obdarty ze skóry. Nie żył już jednak, kiedy rzeźnik dotarł w swojej robocie do pasa.

Skórę wypchano słomą. Odziano ją w karmazynowe szaty dowódcy, nad głową umieszczono rozpostarty czerwony parasol, posadzono na krowie, po czym przeprowadzono ulicami miasta. Później tę okropną kukłę pokazywano w portach krajów Lewantu, by wreszcie odesłać Selimowi II do Stambułu.

Nie wszyscy w imperium osmańskim z aprobatą przyjęli ów teatralny akt okrucieństwa. Podobno Sokollu był nim zbulwersowany. Być może rozumiał, że tego rodzaju postępki, podobnie jak masakra w San Elmo, tylko wzmacniają determinację przeciwnika. A może rozumiał głębsze motywy, jakie się za tym kryły. Za pomocą rzeźnickiego noża Lala Mustafa zaprzepaścił dotychczasowe wysiłki zmierzające do zmuszenia Wenecjan do kapitulacji metodami pokojowymi – taktykę, którą wolał jego rywal. Celem dyplomacji Sokollu było niedopuszczenie do zawarcia sojuszu Republiki z Hiszpanią. Teraz jego starania przypuszczalnie legły w gruzach. Bragadin stał się dla Wenecjan męczennikiem i powodem do dalszej walki. Jego śmierć nie poszła na marne: czas spędzony na Famaguście i straty w ludziach poniesione podczas oblężenia poważnie opóźniły działania wojenne Turków przeciwko Wenecji. Jego wypchana skóra kołysząca się na noku rei wciąż miała pewną rolę do odegrania.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Rogera Crowleya „Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580” bezpośrednio pod tym linkiem!

Roger Crowley
„Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Tomasz Hornowski
Okładka:
twarda
Liczba stron:
408
Premiera:
01.09.2026
Język oryginalny:
angielski
EAN:
9788383385136
reklama
Komentarze
o autorze
Roger Crowley
Studiował literaturę angielską na uniwersytecie w Cambridge, uczył języka angielskiego w Stambule. Podróżował po krajach śródziemnomorskich, ciągle poszerzając swoją wiedzę na temat historii i kultury tych ziem, co zaowocowało drugim dziełem historycznym, 1453. Upadek Konstantynopola.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone