Czy powstanie warszawskie mogło się powieść?
Ten tekst jest fragmentem książki Sławomira Kopra i Tymoteusza Pawłowskiego „Powstanie Warszawskie. Między faktami a legendą”.
W grudniu 1951 roku rozpoczęła się w podwarszawskim Otwocku Pierwsza Konferencja Metodologiczna Historyków Polskich – spotkanie, na którym polskim badaczom narzucono marksizm jako jedyną ideologię nauki. Przez kolejne dziesięciolecia historię postrzegano tylko z jednej perspektywy, a ten, kto nie chciał się poddać dyktatowi władzy komunistycznej, był zmuszany do porzucenia nauki lub Polski.
Jedną z podstaw historiografii marksistowskiej jest wiara w determinizm historyczny. Karol Marks wyróżnił pięć etapów rozwoju społeczeństwa: pierwotne, niewolnicze, feudalne, kapitalistyczne oraz komunistyczne. A zmiana systemu społecznego miała następować poprzez rewolucję społeczną, tak aby osiągnąć rzekomo najwyższą formę rozwoju społecznego, czyli komunizm. Historia według Marksa i marksistów biegnie więc tylko w jedną stronę: wszystkie wydarzenia dziejowe są zdeterminowane wcześniejszymi obiektywnymi przyczynami, historia rozwija się według obiektywnych zdeterminowanych praw niezależnie od woli jednostek i prowadzi do komunizmu. To jest właśnie determinizm historyczny.
Marksizm narzucał historykom specjalistyczną terminologię oraz bardzo krytyczną ocenę wydarzeń opóźniających drogę komunistów do władzy. Właśnie z tego powodu Józef Piłsudski nazywany był przez marksistów „faszystą” i właśnie z tego powodu marksiści nienawidzili Drugiej Rzeczypospolitej oraz Powstania Warszawskiego. Z tego także powodu nienawidzili alternatywnej historii, ponieważ zakładała ona alternatywę, a nie deterministyczne dążenie do komunizmu.
Historia alternatywna stanowi niesamowicie istotne na rzędzie badawcze. Pozwala bowiem przeprowadzić eksperyment myślowy, zadać pytanie „co by było, gdyby...?” i właściwie ocenić konsekwencje podjętych decyzji. Naukowa historia alternatywna ma swoją metodykę oraz metodologię i nie należy jej mylić z rozrywkową historią alternatywną będącą jedynie tłem dla fabuły. Podstawowymi zasadami rozważań alternatywnych są posługiwanie się analogiami, wybieranie rozstrzygnięć najbardziej prawdopodobnych, opieranie się na doświadczeniach i wiedzy uczestników wydarzeń, a nie na wiedzy i doświadczeniu współczesnych.
A gdyby powstanie nie wybuchło?
Imperium rosyjskie rozpadło się z powodu rewolucji bolszewickiej, ale później ci sami bolszewicy zdołali odzyskać większość ziem i odbudować Rosję. Ze względu jednak na to, że sygnatariuszami ryskiego traktatu pokojowego kończącego wojnę polsko-rosyjską były także Ukraina i Białoruś, państwo komunistów nie mogło być scentralizowaną Rosją i 30 grudnia 1922 roku przybrało formę federacyjnego Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich. W ciągu kolejnych lat każde nowe państwo komunistyczne było zapraszane (z reguły siłą) do wstąpienia w jego skład. W 1937 roku ruszyła w Moskwie budowa stupiętrowego Pałacu Sowietów z przeznaczeniem na siedzibę rządu Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich, których docelowo miało być kilkadziesiąt. Pałac Sowietów nie po wstał, podobnie jak gigantyczny Związek Sowiecki.
Jeszcze w 1922 roku w jego skład weszła Zakaukaska Socjalistyczna Republika Sowiecka, później podzielono ją na republiki Armeńską, Azerbejdżańską i Gruzińską. W 1924 roku wydzielono republiki Turkmeńską, Uzbecką i Tadżycką, a w 1936 roku: Kazachską i Kirgiską. Zaś w 1940 roku – szykując się do (nieudanego) podboju Finlandii – powołano do życia Karelo-Fińską SRS oraz republiki Litewską, Łotewską, Estońską i Mołdawską z podbitych ziem. Wreszcie w 1944 roku – formalności rozpoczęły się 7 sierpnia, a zakończyły 30 października – w skład ZSRS weszło niewielkie, dotychczas niezależne Tannu-Tuwa. I to było ostatnie państwo inkorporowane do ZSRS.
Co między sierpniem a październikiem 1944 roku spowodowało zmianę polityki Moskwy wobec zsowietyzowanych państw? Dlaczego kolejne nie były inkorporowane, tylko pozwolono im zachować formalną samodzielność? Być może dlatego, że pozycja Związku Sowieckiego osłabła pod koniec 1944 roku. Państwa zachodnie spodziewały się szybkiego końca wojny jeszcze przed Bożym Narodzeniem, podobnie zresztą jak Moskwa. Determinacja Sowietów, by jak najszybciej zakończyć konflikt, była tym większa, że nie wytrzymywała jej stojąca na skraju załamania gospodarka. Wojna nie zakończyła się jednak w 1944 roku, a w kolejny rok Związek Sowiecki wszedł z wyczerpanymi rezerwami ludnościowymi i uzależniony od dostaw pomocy z Zachodu.
Być może jednak nie inkorporowano do Związku Sowieckiego kolejnych państw ze względu na Powstanie Warszawskie. Powołanie przez Sowietów w lipcu 1944 roku Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego było powtórką sprzed ćwierć wieku, gdy takie komitety tworzono w podbitych państwach, zanim włączono je w skład państwa sowieckiego (na szczęście w sierpniu 1920 roku Armia Czerwona nie zdołała zainstalować w Warszawie Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski). Wielomiesięczne zamieszanie polityczne wokół sprawy polskiej oraz determinacja Polaków walczących w swojej stolicy uniemożliwiały włączenie Polski do ZSRS. Polska była największym państwem w sowieckiej strefie wpływów, zatem bez niej innych państw nie można by wcielić do ZSRS.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Sławomira Kopra i Tymoteusza Pawłowskiego „Powstanie Warszawskie. Między faktami a legendą” bezpośrednio pod tym linkiem!
Powstanie Warszawskie niekoniecznie spowodowało utrzymanie państwa polskiego, ale nie można wykluczyć wpływu tej insurekcji na decyzje podejmowane wówczas w Moskwie. Szczególnie że analogiczna sytuacja miała już miejsce w przeszłości. W 1813 roku, gdy Napoleon stał na skraju upadku, a wojska rosyjskie zajęły Księstwo Warszawskie, polska armia kontynuowała walkę u boku Francuzów. Przez pół roku dwa polskie korpusy walczyły na południowej flance Wielkiej Armii – i to tak dobrze, że powstrzymywały kilkukrotnie liczniejsze siły austriackie, a dowódcę Józefa Poniatowskiego cesarz Napoleon mianował marszałkiem – i nie była to bynajmniej nominacja polityczna. Determinacja polskich żołnierzy sprawiła, że car Aleksander wycofał się z planów likwidacji Księstwa Warszawskiego i podjął decyzję o jego zachowaniu, co nastąpiło już po klęsce Napoleona i śmierci Józefa Poniatowskiego, gdy utworzono Królestwo Polskie.
Nie można więc wykluczyć, że Powstanie Warszawskie uratowało istnienie państwa polskiego. Trzeba zatem brać pod uwagę scenariusz, w którym Polska stała się kolejną re publiką ZSRS, szczególnie że uchodziła za część Rosji od XVIII do XX wieku. Po 1945 roku byłaby dużo mniejsza, bowiem jeśli Polska Socjalistyczna Republika Sowiecka wchodziłaby w skład Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich, dla Moskwy nie miałoby znaczenia, po której stronie wewnętrznych granic żyliby Polacy. Nie odzyskalibyśmy Łomży, Białegostoku i połowy Przemyśla. Najprawdopodobniej nie otrzymalibyśmy też ani ziem Wschodniopruskiej SRS, ani Brandenburskiej SRS. Zakładając późniejszy upadek ZSRS – a takowy byłby wielce prawdopodobny ze względu na niewydolność gospodarczą i polityczną systemu komunistycznego – współczesna Polska byłaby niewielkim państwem z problemami podobnymi do problemów współczesnej Ukrainy; zarówno politycznych, jak i gospodarczych czy etnicznych.
Czy powstanie mogło się powieść?
Wiele czynników politycznych i wojskowych musiałoby się ułożyć zgodnie z nadziejami Polaków. Przede wszystkim dobrą wolę – albo przynajmniej brak złej woli – musieliby wykazać Rosjanie. Wystarczyłoby, aby Armia Czerwona nie zmieniła kierunku natarcia i jeszcze w pierwszym tygodniu sierpnia – 5-6 sierpnia, jak po porażce pod Okuniewem Stalin obiecywał Mikołajczykowi – dotarłaby do Warszawy, tak jak dotarła do Baranowa czy Magnuszewa, zdobywając tam przyczółki na zachodnim brzegu Wisły. A skoro mogła sforsować Wisłę tam, tym łatwiej sforsowałaby ją w Warszawie, gdzie za plecami Niemców stali Polacy (poza tym Armia Krajowa wciąż walczyłaby na Pradze!).
Tak naprawdę nie była to jednak kwestia złej woli Sowietów, tylko brak racjonalności. Polscy oficerowie podejmujący decyzję o rozpoczęciu powstania myśleli racjonalnie, a więc zakładali, że priorytetem Rosjan jest pokonanie Niemców jak najszybciej i jak najmniejszym kosztem. Opanowanie Warszawy – wraz z jej infrastrukturą komunikacyjną, nawet uszkodzoną – dałoby olbrzymią przewagę Armii Czerwonej, oszczędziłoby życie setek tysięcy żołnierzy i przyspieszyło zdobycie Berlina o kilka miesięcy. Decyzja Stalina o zawróceniu armii idących na Warszawę była ze wszech miar nieracjonalna.
Sowieci zatrzymali się pod Warszawą na prawie miesiąc, a następnie – między 10 a 15 września – przesunęli front o całe 10 kilometrów, ponownie zatrzymując się na linii Wisły. Z tej linii ruszyli na Berlin dopiero 13 stycznia 1945 roku. Oczywiście w sierpniu żołnierze sowieccy byli wyczerpani kilkutygodniowymi walkami i marszami, a ich zaopatrzenie było fatalne, ale nie były to czynniki, które kiedykolwiek spowolniły ofensywnego ducha rosyjskich marszałków. Gdyby więc nie zatrzymali się na rozkaz Stalina i – tak jak planowali – prowadzili zdecydowaną ofensywę na zachód licznymi armiami wchodzącymi w skład 1 Frontu Białoruskiego, Wisła zostałaby sforsowana nie 13 stycznia 1945 roku, lecz 13 sierpnia 1944 roku – pięć miesięcy wcześniej! Nie można na tej podstawie łatwo stwierdzić, że wojna zakończyłaby się pięć miesięcy wcześniej, ale miałaby znacznie korzystniejszy dla Sowietów przebieg. Najprawdopodobniej Niemcy nie zdołaliby utrzymać linii Wisły i wy cofaliby się na zachód, starając się zachować Śląsk, Pomorze, a może i Wielkopolskę. Co więcej, sforsowanie Wisły i zbliżenie się Armii Czerwonej do Berlina mogłoby doprowadzić niemieckich marszałków do podjęcia decyzji takiej, jaką podjęli w styczniu 1945 roku, to znaczy przesunięcia priorytetów z frontu zachodniego na wschodni, co ułatwiłoby Amerykanom i Brytyjczykom ofensywę w głąb Rzeszy. Najwięcej zyskiwałby jednak Stalin – skrócenie wojny zachowałoby sowieckie siły i środki, więc pozwoliłoby na aktywniejszą politykę w okresie tużpowojennym – więc jego decyzja o nieudzieleniu pomocy powstaniu była skrajnie nieracjonalna.
Podobnie nieracjonalne decyzje podejmowali w tym czasie Niemcy. W lipcu 1944 roku Trzecia Rzesza była bliska załamania, tak jak Druga Rzesza w listopadzie w 1918 roku. O ile jednak w listopadzie 1918 roku Niemcy podjęli decyzję o zaprzestaniu oporu, nie podjęli jej w lipcu 1944 roku. Skończyło się to dla nich fatalnie: między lipcem 1944 roku a majem 1945 roku zginęły miliony żołnierzy Wehrmachtu. To właśnie wtedy bombardowania lotnicze zdemolowały większość niemieckich miast, czerwonoarmiści masowo gwałcili niemieckie kobiety i zapadły decyzje o oddaniu Polsce Dolnego Śląska z Wrocławiem, Pomorza Zachodniego ze Szczecinem oraz ziemi lubuskiej z Zieloną Górą i Gorzowem Wielkopolskim. Kapitulacja Trzeciej Rzeszy w sierpniu 1944 roku umożliwiłaby chociaż przerzucenie Brygady Spadochronowej do Polski, a wówczas Sowieci stanęliby wobec żołnierzy mówiących po angielsku, uzbrojonych w angielskie Steny, ubranych w angielskie mundury i wspieranych przez angielskie Spitfire’y. Sytuacja byłaby podobna do tej z przełomu lat 1918 i 1919, gdy załamanie się Drugiej Rzeszy umożliwiło Czechom przerzucenie ich legionów z Francji, które ruszyły na polski Cieszyn, a Polacy nie byli w stanie rozróżnić, czy żołnierze we francuskich mundurach są francuskimi sojusznikami, czy czeskimi wrogami.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Sławomira Kopra i Tymoteusza Pawłowskiego „Powstanie Warszawskie. Między faktami a legendą” bezpośrednio pod tym linkiem!
Istniały szanse na sukces Powstania Warszawskiego, ale opierając się na współczesnej wiedzy – czyli popełniając błąd prezentyzmu – można odpowiedzieć, że szanse te były niewielkie. Jeśliby jednak Sowieci lub Niemcy podejmowali racjonalne decyzje – tak jak spodziewali się tego po nich Polacy – to te szanse można by uznać za całkiem duże.
Czy istniały militarne szanse na sukces?
O ile nie można było zmienić miejsca bitwy, o tyle można było zmienić czas jej rozpoczęcia. Czy nie lepiej, gdyby walkę podjęto kilka dni przed albo kilka dni po 1 sierpnia?
Jeszcze 30 lipca wśród Niemców w Warszawie panowała panika, a do Rzeszy uciekali zarówno cywile, jak i wojskowi. Można więc uznać, że polska akcja przyniosłaby wówczas lepsze rezultaty. Prawdziwą różnicę, która wpłynęłaby na sytuację strategiczną, sprawiłoby jednak zdobycie mostów. Spowodowałoby na pewno gwałtowną reakcję zarówno Niemców – bo była to jedyna droga odwrotu ze wschodniego Mazowsza – jak i Sowietów. W tym czasie Armia Czerwona toczyła walki o Siedlce, jednocześnie próbując wyjść na niemieckie tyły od południa, co doprowadziło do bitwy pod Okuniewem. Miałaby ona pewnie nieco bardziej korzystny dla Rosjan przebieg – ze względu na skierowanie części sił niemieckich do Warszawy – więc obiecywane przez Stalina dotarcie do polskiej stolicy mogłoby się ziścić nawet wcześniej niż 5-6 sierpnia.
Jednak w ciągu tego tygodnia, między ewentualnym wybuchem powstania lipcowego a pojawieniem się w Warszawie Sowietów, Niemcy nie zasypialiby gruszek w popiele. Wehrmacht zawsze bardzo sprawnie reagował na zagrożenia taktyczne tego rodzaju. Można więc stwierdzić z prawdopodobieństwem bliskim pewności, że pacyfikacja Warszawy nie zostałaby powierzona formacjom policyjnym i porządkowym – tak jak miało to miejsce w sierpniu – lecz formacjom wojskowym, tak jak miało to miejsce w drugiej połowie września, a zakończyło się militarną porażką Warszawskiego Korpusu Armii Krajowej. Odzyskanie kontroli nad mostami i oczyszczenie prowadzących do nich szlaków zajęłyby Wehrmachtowi około trzech, czterech dni, licząc – z dużym marginesem – dwa dni na koncentrację wojsk i dwa dni na walki w mieście. Przewaga regularnej armii niemieckiej generała Nikolausa von Vormanna nad powstańcami byłaby olbrzymia, nieporównywalna z przewagą, którą mieli policjanci i esesmani obergruppenführera Ericha von dem Bacha-Zelewskiego.
A gdyby Polacy wyczekali do ostatniej chwili i rozpoczęli walkę w przeddzień faktycznego pojawienia się Armii Czerwonej w Warszawie? Tak naprawdę nie musieliby czekać na żołnierzy sowieckich, wystarczyłoby, aby wyzna czyli Godzinę „W” już po rozpoczęciu właściwej ofensywy, a więc w chwili, gdy do sowieckiej 2 Armii Pancernej zatrzymanej pod Okuniewem dotarłaby spod Siedlec 47 Armia oraz idące za nią armie 61, 70 oraz 1 Polska. Rozpoczętej ofensywy nie można łatwo zatrzymać, więc nawet gdyby Stalin zareagował – po dwóch, trzech dniach – rozkazem powstrzymującym marsz na zachód, minęłyby kolejne dwa, trzy dni, zanim jego ukaz zostałby wprowadzony w życie. Te kilka dni wystarczyłyby do nawiązania bezpośredniego kontaktu między Armią Czerwoną i Armią Krajową, a nawet do przerzucenia żołnierzy sowieckich na lewy brzeg Wisły (jeszcze wtedy w składzie wojsk sowieckich znajdowały się formacje saperskie odesłane rozkazem Stalina sześć dni po wybuchu powstania).
Opóźnienie polskiej akcji o pięć, sześć dni – czy nawet o piętnaście, szesnaście, jeśli postępy Armii Czerwonej byłyby dużo wolniejsze – zwiększałoby szanse na militarny sukces powstania. Rodziłoby jednak problemy polityczne podobne do tych w innych polskich miastach, chociażby w Wilnie czy Siedlcach, wyzwalanych wspólną akcją Polaków i Sowietów. Moskwa mogłaby bowiem twierdzić, że udział Armii Krajowej w wyzwoleniu Warszawy był marginalny, a polskie władze nie zdołałyby zamanifestować swojej samodzielności i nie zostałyby uznane przez aliantów zachodnich, więc łatwo i dyskretnie można by je wywieźć na Syberię.
Podobne problemy polityczne zaistniałyby nawet w najbardziej korzystnym militarnie scenariuszu. To zresztą najsłabszy punkt polskiego planu. O ile uważano za rzecz naturalną, że Armia Czerwona będzie dążyła do jak najszybszego dotarcia do Warszawy (powtórzmy: było to jedyne racjonalne posunięcie), o tyle nie wiedziano, jak potoczą się polityczne losy ujawnionych polskich władz. Ale to było problemem każdego zwycięskiego powstania.
