Gisela Pou – „Trzy imiona Ludki” – recenzja i ocena

opublikowano: 2026-04-23, 08:37
wolna licencja
Historia polskich dzieci w powojennej Hiszpanii jest nad Wisłą praktycznie nieznana. Gisela Pou odkrywa te zapomniane losy i opowiada o nich językiem powieści. Czy warto sięgnąć po „Trzy imiona Ludki”?
reklama

Gisela Pou – „Trzy imiona Ludki” – recenzja i ocena

Gisela Pou
„Trzy imiona Ludki”
nasza ocena:
9/10
cena:
64,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Marginesy
Tłumaczenie:
Magdalena Pabisiak
Okładka:
miękka
Liczba stron:
496
Premiera:
11.03.2026
EAN:
9788368549904

Tytułowa Ludka jest fikcyjną postacią, jednak jej konstrukcja opiera się na autentycznych relacjach świadków. To w zasadzie figura symboliczna, odbijająca tragiczne losy polskich dzieci, którym druga wojna światowa odebrała dzieciństwo. Były to zarówno ofiary niemieckiego programu rabunku dzieci i germanizacji (Lebensborn), jak i potomstwo polskich robotników przymusowych. Niedożywione, straumatyzowane i pozbawione tożsamości, w 1946 roku trafiły do dalekiej Hiszpanii, która miała stać się dla nich bezpieczną przystanią i miejscem powrotu do normalności.

Niemcy zrobili z niej Heddę i oddali pod opiekę niemieckiej rodzinie, w której wychowywano ją w nienawiści do języka polskiego i wszystkiego, co z Polską związane. Wymazano jej przeszłość, by zgodnie z ideologią narodowego socjalizmu stworzyć „nowego człowieka”.

Jedyną postacią występującą pod prawdziwym nazwiskiem, która przewija się na kartach recenzowanej książki, jest Wanda Morbitzer-Tozer. To właśnie ona, działając w Konsulacie RP w Barcelonie (rząd hiszpański utrzymywał stosunki dyplomatyczne jedynie z Rządem RP na Uchodźstwie), roztoczyła opiekę nad grupą polskich sierot. Dla tych dzieci stała się niczym matka: uczyła języka polskiego, zapoznawała z polską literaturą, podtrzymywała narodowego ducha, ale też pomagała zaadaptować się do nowej, śródziemnomorskiej rzeczywistości. Warto podkreślić, że Morbitzer-Tozer organizowała dla nich nie tylko edukację, ale i turnusy wypoczynkowe.

Po wojnie nie wszystkie losy potoczyły się jednakowo – niektórym udało się odnaleźć rodziny i powrócić do kraju, inni zaś zdecydowali się pozostać w Barcelonie przez kolejne lata, tworząc tam małą, polską diasporę.

Zadziwiające jest, że w Polsce Wanda Morbitzer-Tozer jest postacią praktycznie nieznaną. Jedynie władze emigracyjne odznaczyły ją Złotym Krzyżem Zasługi. Zmarła w 1990 roku. Symbolicznym uhonorowaniem i przypomnieniem jej heroicznej postawy były uroczystości zorganizowane przez władze Barcelony i Konsulat RP, w czasie których zaprezentowano książkę rzucającą światło na jej działalność. Gdy Gisela Pou usłyszała o tej niezwykłej polskiej działaczce i zapoznała się z historią dzieci, które doświadczyły niemieckiego okrucieństwa, postanowiła przekuć te fakty w przejmującą powieść.

reklama

Niech czytelników nie zmyli okładka, która sugeruje typową lekturę nastawioną na łatwą grę na emocjach z Holokaustem w tle. Owszem, historia opisana przez katalońską autorkę jest poruszająca, ale katalońska autorka unika taniego sentymentalizmu, prowadząc narrację w sposób subtelny i głęboko przemyślany. Skupia się bardziej na psychologicznym procesie odzyskiwania własnego „ja” niż na samym opisie okrucieństwa. Jej powieść nie pozostawia obojętnym, w czym ogromna zasługa dynamicznego przekładu autorstwa Magdaleny Pabisiak.

„Trzy imiona Ludki” to opowieść o dorastaniu w cieniu wielkiej historii. Autorka na potrzeby narracji wprowadza postać Emmy, która zaprzyjaźnia się z Ludką. Wątek ten, choć na pierwszy rzut oka wydawałoby się typowy, jednak właśnie ta relacja najlepiej obrazuje całą paletę dramatów, niepewności, ale także nadziei. W ten sposób emocje zyskują intymny – ale nie tani – wymiar. Dzięki temu dojrzewanie staje się procesem odzyskiwania tożsamości i walki o przywrócenie ludzkiej godności.

Wybrzmiewa tu zderzenie dwóch, tak odległych od siebie światów. Dla Polaków i Hiszpanów ich kultury stanowią niemal egzotykę, a Pou umiejętnie wykorzystuje ten kontrast. Autorka pokazuje, jak śródziemnomorskie słońce, zapachy i hiszpański temperament konfrontują się z traumą dzieci przybyłych z „północnego mroku”. Ta wzajemna obcość – początkowo bariera – staje się w powieści narzędziem poznawczym, pozwalającym obu stronom lepiej zrozumieć własne nieszczęścia i odnaleźć punkty wspólne w powojennym mozole budowania życia na nowo.

Dla polskiego czytelnika dodatkową wartością będzie panorama klimatu frankistowskiej Hiszpanii – autorka kreśli ją sugestywnie zarówno pod względem politycznym, jak i w sferze plastycznych opisów miejsc i zdarzeń, oddając duszny nastrój powojennej Barcelony.

Dzieci są największymi ofiarami wojen, a powieść Giseli Pou z całą mocą o tym przypomina, oddając sprawiedliwość tym, których głos przez dekady był niesłyszalny. Książka stanowi również literacki pomnik wystawiony Wandzie Morbitzer-Tozer, przywracając jej należne miejsce w polskiej i hiszpańskiej pamięci zbiorowej. Zachęcam do lektury!

Zainteresowała Cię nasza recenzja? Zamów książkę Giseli Pou „Trzy imiona Ludki” bezpośrednio pod tym linkiem, dzięki czemu w największym stopniu wesprzesz działalność wydawcy!

reklama
Komentarze
o autorze
Adam Wiśniewski
Socjolog, Małopolanin, miłośnik polskich Tatr i historii życia codziennego w schyłkowym średniowieczu. Pasjonat twórczości Giorgionego.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone