„Między kompromisem a buntem. Sejm PRL VIII kadencji (1980–1985)” – oprac. Maciej Łętowski, Tomasz Sikorski, Jacek Wojnicki – recenzja i ocena
„Między kompromisem a buntem. Sejm PRL VIII kadencji (1980–1985)” – oprac. Maciej Łętowski, Tomasz Sikorski, Jacek Wojnicki – recenzja i ocena
Istnieją książki, które nie tyle opowiadają historię od nowa, ile przesuwają punkt ciężkości uwagi. Tak właśnie jest z tomem „Między kompromisem a buntem. Sejm PRL VIII kadencji (1980–1985). Wybrane wystąpienia poselskie i sprawozdania”, opracowanym przez Macieja Łętowskiego, Tomasza Sikorskiego i Jacka Wojnickiego. To nie kolejna synteza schyłku Polski Ludowej ani jeszcze jedna opowieść o „Solidarności”, stanie wojennym i dogasaniu systemu. Autorzy sygnalizują, że ich ambicją nie było opisanie całej VIII kadencji Sejmu PRL, lecz pokazanie ludzi poddanych próbie charakteru w momencie politycznego przesilenia. Bohaterem tomu nie jest więc instytucja, ale grupa posłów, którzy w obrębie fasadowego parlamentu próbowali mówić własnym głosem.
W historiografii PRL sejm bywał najczęściej traktowany jako dekoracja, rytualny instrument legitymizacji decyzji podejmowanych gdzie indziej. Tymczasem omawiany tom pokazuje, że między sierpniem 1980 a lipcem 1985 roku Wiejska stała się czymś więcej niż tylko sceną. Nie była miejscem realnej suwerenności, ale bywała miejscem rejestrowania oporu, niezgody, wahań i granicznych wyborów. Redaktorzy wydobywają z archiwalnego cienia nie tylko nazwiska znane, jak Gustaw Holoubek, Jan Szczepański czy Hanna Suchocka, lecz także postacie dziś słabiej obecne w pamięci zbiorowej: Romualda Bukowskiego, Marię Budzanowską, Rudolfa Buchałę. Ten gest przywracania pamięci jest jednym z największych walorów książki.
Tom ma przejrzystą budowę. Część pierwsza przynosi wstęp historyczny, prowadzący od kryzysu „drugiej Polski” Gierka przez szesnaście miesięcy „Solidarności”, stan wojenny i etap normalizacji. Nie jest to partia szczególnie odkrywcza. O wiele ciekawsza jest część druga, czyli właściwy wybór źródeł. Redaktorzy podzielili go na dwa segmenty: „Przebudzenie”, obejmujące wystąpienia sprzed 13 grudnia 1981 roku, oraz „Pacyfikację”, czyli materiały z okresu po wprowadzeniu stanu wojennego. Ten prosty podział działa dobrze, bo pozwala zobaczyć nie tylko zmianę klimatu, ale też przemianę języka, tonacji i odwagi. To wciąż ten sam sejm, a zarazem zupełnie inny świat.
Obok stenogramów sejmowych otrzymujemy sprawozdania publikowane w katolickim tygodniku „Ład”, przygotowywane przez Macieja Łętowskiego. I to jest chyba najcenniejsza część książki. W stenogramach pozostaje zapis oficjalny, suchy i niepełny. W relacjach prasowych pojawia się żywioł obserwacji, zapis napięcia na sali, echo kuluarów, a niekiedy także informacje, których oficjalna dokumentacja nie potrafiła lub nie chciała utrwalić. Redaktorzy przypominają, że po politycznej weryfikacji dziennikarzy Łętowski był właściwie jedynym autorem systematycznie relacjonującym sejmowe wydarzenia, a na łamach „Ładu” można było znaleźć nazwiska posłów wyłamujących się z przymusowej jednomyślności. Do części sprawozdań dołączono fragmenty notatek, które pierwotnie wypadły z druku z powodów cenzorskich. To więcej tylko porządna edycja źródłowa, ale realne poszerzenie bazy źródłowej dla badaczy późnego PRL.
Zgromadzony materiał prowadzi czytelnika ku jednej tezie: w łonie peerelowskiego establishmentu istniała grupa ludzi, którzy w momencie próby nie zachowali się jak bierni statyści. Autorzy pokazują trzy kręgi tego nieposłuszeństwa: bezpartyjnych inteligentów, posłów katolickich oraz część reprezentantów stronnictw sojuszniczych, zwłaszcza Stronnictwo Demokratyczne. To rozsadza zbyt prosty obraz Polski Ludowej jako układu złożonego wyłącznie z wszechmocnej partii i heroicznej opozycji. Między tymi biegunami istniała jeszcze sfera półautonomii, chwiejna i ograniczona, ale niekiedy politycznie znacząca. Kiedy czytamy przykłady sprzeciwu Ryszarda Reiffa wobec dekretów stanu wojennego, Romualda Bukowskiego wobec ich zatwierdzenia czy grupy posłów odmawiających zgody na delegalizację „Solidarności”, lepiej rozumiemy, że historia schyłkowego PRL nie składała się wyłącznie z zero-jedynkowych lojalności. Była także historią wewnątrz pęknięć systemu.
Zaletą książki jest to, że nie poprzestaje ona na łatwej rehabilitacji „dobrych posłów”. Najciekawsze są nie same gesty sprzeciwu, lecz skala ich uwikłania. Mamy tu ludzi należących do establishmentu, często beneficjentów systemu, nierzadko pozbawionych związków z opozycją demokratyczną, a mimo to zdolnych do zachowań wykraczających poza narzucony scenariusz. Z tej perspektywy VIII kadencja Sejmu PRL okazuje się laboratorium politycznej moralności w warunkach zależności. Nie chodzi o moralitet ani o hagiografię, lecz o pokazanie, że nawet w instytucji skrojonej pod dyspozycyjność mogła ujawniać się podmiotowość, choćby cząstkowa, niepewna i spóźniona.
Książka ma jeszcze jedną wartość: dobrze pokazuje rytm politycznego załamania. Początkowo sejmowe wystąpienia krytyczne bywają oklaskiwane nawet przez część ław PZPR; później klimat się zmienia, a w październiku 1981 roku pytania o „Solidarność” wywołują już wrogie reakcje z sali. Następnie przychodzi stan wojenny, test lojalności i czas przyśpieszonej selekcji. To dobrze uchwycona dynamika zwężania się pola dopuszczalnej wypowiedzi. Zamiast abstrakcyjnej tezy o „twardnieniu kursu” dostajemy jej zapis w języku przemówień, notacjach stenografów i prasowych dopowiedzeniach.
Nie znaczy to jednak, że tom jest wolny od ograniczeń. Część z nich wynika z samej formy edycji źródeł. Selekcja materiału jest podporządkowana wyraźnej tezie o „obronie honoru polskiego parlamentaryzmu”, co nadaje całości ton moralnej rehabilitacji. Spycha on na dalszy plan pytania trudniejsze: o granice skuteczności tej sejmowej niesubordynacji, o jej społeczną recepcję, o relacje pomiędzy gestem sumienia a politycznym rachunkiem. Chciałoby się wiedzieć więcej o tych posłach, którzy milczeli, wycofali się lub lawirowali. Pełniejszy obraz parlamentu autorytarnego wymaga także anatomii konformizmu. Niedosyt budzi również fakt, że wstęp, choć solidny, pozostaje przede wszystkim tłem dla dokumentów i nie podejmuje szerzej dialogu z nowszymi badaniami nad instytucjonalną historią PRL-owskiego parlamentaryzmu. Ale byłoby niesprawiedliwe robić z tego zasadniczy zarzut. Wszak autorzy wyraźnie mówią, że nie piszą monografii, tylko publikację źródłową.
Komu zatem można polecić tę książkę? Z pewnością historykom PRL, badaczom „Solidarności”, parlamentaryzmu, środowisk katolickich i dziejów późnego komunizmu. Użyteczna okaże się również dla studentów, bo pozwala zobaczyć, jak pracować z różnymi warstwami źródła: stenogramem, relacją prasową, dopiskiem cenzury, przypisem edytorskim. Ale tom ma też szerszego odbiorcę: czytelnika zainteresowanego nie tyle samą chronologią kryzysu lat osiemdziesiątych, ile pytaniem o to, jak zachowują się instytucje w chwili przesilenia i ile znaczą pojedyncze akty odwagi w ramach złego systemu. Mniej skorzysta z niego odbiorca szukający wartkiej narracji lub całościowego wykładu o stanie wojennym. To książka do czytania wolnego, wymagająca skupienia i orientacji w realiach epoki.
Ta książka zasługuje na uwagę nie jako pomnik, lecz jako precyzyjnie przygotowane przypomnienie, że historia polityczna późnego PRL rozgrywała się także tam, gdzie przez lata widzieliśmy tylko fasadę.
