Najgorszy władca Polski?
Ten tekst jest fragmentem książki Mariusza Sampa „Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii”.
Dzisiaj w Polsce raczej mało się pamięta o Bezprymie, pierworodnym synu Bolesława Chrobrego, który przez kilka miesięcy rządził naszym krajem i doprowadził go na skraj przepaści. Winę za tę zbiorową amnezję ponoszą po części sami polscy kronikarze. Gall Anonim oraz jego następcy w kronikarskim rzemiośle nie napisali o nim ani słowa. Gdyby nie niemieccy skrybowie, odnotowujący w swoich rocznikach to, co działo się u sąsiadów, Bezprym zniknąłby z pamięci historycznej, jakby nigdy nie istniał.
Nie jest to przypadek. Pierworodny syn Bolesława Chrobrego był postacią, o której polska tradycja chętnie zapomniała. Nawet profesjonalni historycy przez długie lata traktowali go po macoszemu, poświęcając mu najczęściej po kilka zdań w swoich opracowaniach. Dopiero jakiś czas temu doczekał się pełnej biografii, a i ta powstała w dużej mierze na podstawie hipotez i domysłów, bo materiał źródłowy jest więcej niż skąpy. Tym ciekawiej prezentują się fragmenty informacji, jakie o nim pozostały, albowiem rysują portret człowieka wyjątkowo okrutnego nawet jak na standardy swoich czasów.
Roczniki Hildesheimskie nazwały Bezpryma tyranem przy okazji odnotowania faktu jego śmierci. Na tym określeniu opiera się w zasadzie większość późniejszych ocen tego władcy. Dawniejsi historycy dokładali do tej charakterystyki kolejne epitety: okrutnik, psychopata czy człowiek niedorozwinięty umysłowo. Niektórzy próbowali nawet znaleźć przyczynę tej rzekomej patologii w samym imieniu księcia. „Bezprym” tłumaczono bowiem jako osobę upartą, nieszczerą, gwałtowną, względnie pozbawioną pierwszeństwa („bez prymu”). W ostatnich latach pojawiła się też hipoteza, że Bezprym był w gruncie rzeczy bękartem, odtrąconym przez Bolesława Chrobrego na rzecz średniego syna – Mieszka II.
Czy był rzeczywiście aż tak zły? Trudno odpowiedzieć na to pytanie z całą pewnością, gdyż obraz, jaki kreślą źródła, powstawał w otoczeniu jego wrogów. Jedno jest jednak pewne: Bezprym miał za sobą lata, które mogłyby złamać niejednego człowieka. Apodyktyczny ojciec wysłał go do klasztoru we Włoszech, odcinając tym samym od tronu i od wpływu na politykę. Decyzja ta była równoznaczna z cywilną śmiercią. Zakonnik, zamknięty w murach opactwa, mógł co najwyżej modlić się i przepisywać manuskrypty. O rządzeniu państwem mógł zapomnieć. Bezprym siedział więc w celi, podczas gdy jego młodszy brat szykował się do objęcia korony. Łatwo sobie wyobrazić, jakie uczucia nim targały. Gniew, upokorzenie, pragnienie odwetu.
Niektórzy badacze doszukiwali się w Bezprymie poganina, chcącego zniszczyć chrześcijaństwo zaprowadzone przez dziadka i ojca. Inni wręcz przeciwnie, widzieli w nim gorliwego katolika tępiącego resztki pogaństwa, co w oczach współczesnych mogło wyglądać na tyraństwo. Prawda leży zapewne gdzieś pośrodku. Bezprym był po prostu synem swojego ojca: wychowanym w pogardzie dla słabości, gotowym na wszystko, byle odzyskać to, co uznawał za swoje. Bolesław Chrobry pozbywał się przeciwników oślepieniem i wygnaniem. Bezprym miał okazać się jeszcze gorszy.
Pierwszy zdrajca Polski
W 1025 roku umarł Bolesław Chrobry, a wraz z nim skończyła się pewna epoka. Stary król nie pozostawił Polski w rękach jednego następcy, lecz nakreślił reguły, które natychmiast stały się zarzewiem konfliktu. Tron objął Mieszko II, koronowany tuż po śmierci ojca. Bezprym, który również liczył na udział w schedzie, nie dostał nic. Wypędzony w nieznanych dokładnie okolicznościach z kraju, do którego w międzyczasie powrócił z Włoch, musiał uciekać na wschód.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Mariusza Sampa „Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii” bezpośrednio pod tym linkiem!
Kolejne lata spędził na Rusi Kijowskiej. Nie były to lata słodkie. Jedno ze źródeł wspomina, że żył tam w „nędznych warunkach”, co w praktyce oznaczało zapewne pogardę, głód i codzienne upokorzenia w obcym kraju. Dla człowieka, który urodził się z tytułem księcia i spodziewał się korony, takie życie musiało być piekłem na ziemi. Bezprym jednak nie dał się złamać. Gdzieś w tych mrocznych latach dojrzała w nim decyzja, która miała zmienić bieg dziejów Polski: postanowił wrócić i odebrać bratu to, co uważał za swoje. Bez względu na cenę.
Sposób, w jaki udało mu się skontaktować z wielkim księciem kijowskim Jarosławem Mądrym, pozostaje dla nas tajemnicą. Faktem jest to, że do tego kontaktu doszło, a Jarosław okazał się chętnym słuchaczem. Ruski władca pozostawał w konflikcie z Polską od 1018 roku, kiedy to Bolesław Chrobry wyrwał mu tak zwane Grody Czerwieńskie. Szansa na odzyskanie tych ziem za pośrednictwem zdesperowanego piastowskiego wygnańca była nie do pogardzenia. Obaj panowie szybko dogadali się co do warunków. Bezprym obiecał zwrot spornych terytoriów (a może i znacznie więcej) w zamian za ruską pomoc zbrojną. Pakt został zawarty. Pierwszy zdrajca Polski właśnie sprzedawał ojczysty kraj za prawo do własnego tronu.
Na tym jednak nie koniec. Bezprym, rozochocony nowymi możliwościami, nawiązał kontakt z cesarzem Konradem II, następcą Henryka II na niemieckim tronie. W tajnej misji do cesarskiego dworu wysłał swojego młodszego brata Ottona Bolesławowica, który przebywał z nim na wygnaniu. Plan był prosty i zabójczo skuteczny: Konrad uderzy na Polskę od zachodu, Rusini od wschodu, a Mieszko II, zgnieciony w kleszczach, nie zdoła się obronić. W Europie wczesnośredniowiecznej rzadko organizowano operacje o takim rozmachu. I rzadko kiedy taki plan wychodził aż tak perfekcyjnie.
Wiosną 1031 roku Konrad II uderzył pierwszy. Jego wojska wdarły się na Milsko i Łużyce, zmusiwszy Mieszka II do negocjacji pokojowych. Polski król, czując na karku oddech ruskiej ofensywy, zgodził się zrzec zachodnich ziem, byle tylko Konrad przestał naciskać. Wycofanie sił niemieckich miało pozwolić Mieszkowi przerzucić wszystko, co miał, na wschód, gdzie szykowała się znacznie poważniejsza burza. Tyle tylko że ruska nawałnica okazała się zbyt potężna. Grody piastowskie poddawały się jeden po drugim. Najeźdźcy parli na zachód, pozostawiając za sobą spalone wsie i rzesze brańców zakutych w łańcuchy. Mieszko II, widząc, że sprawa jest przegrana, uciekł do Czech. Z jakim uczuciem opuszczał ojczyste Gniezno, łatwo sobie wyobrazić. Nie wiedział wówczas, że w Pradze czeka go jeszcze gorsze upokorzenie, czyli kastracja z rąk księcia Udalryka. Bezprym natomiast zupełnie beztrosko wjeżdżał triumfalnie do stolicy państwa, które przed chwilą pomógł rozdzielić między obcych.
W ramach zapłaty za okazaną pomoc Bezprym przekazał bratu Ottonowi Śląsk. Reszta kraju (Małopolska, Mazowsze, Wielkopolska) pozostała w jego rękach. Trudno powiedzieć, czy Otton był w pełni zadowolony z otrzymanego nadziału, bo Śląsk, choć ludny i zasobny, nie był całą Polską, o której zapewne marzył. Musiał jednak zadowolić się tym, co mu ofiarowano. Bezprym miał teraz w swoim ręku to, czego pragnął od lat, a więc władzę zwierzchnią. Ceną za to były setki, jeśli nie tysiące zabitych, rozdarte państwo oraz obce wojska grasujące po polskich ziemiach. Ale jemu to w ogóle nie przeszkadzało.
Władza Bezpryma okazała się od pierwszych dni rządami grozy. Zwolennicy Mieszka II, którzy nie zdążyli uciec z kraju, szybko odczuli na własnej skórze, czym różni się nowy pan od poprzednika. Jednych wtrącono do lochów, innych po prostu wybito. Plotki o okrucieństwach w Polsce dotarły nawet do Rzeszy, gdzie o sprawach polskich pisano z reguły pobieżnie. Jeśli Niemcy znaleźli czas, by odnotować zbrodnie Bezpryma, musiały one naprawdę przekraczać wszelkie normy. Pierworodny syn Chrobrego rządził państwem zaledwie kilka miesięcy, ale zdążył sobie zasłużyć w niemieckich źródłach na miano tyrana. A to nie byle jakie „osiągnięcie”, zważywszy na konkurencję, jaką miał po obu stronach Odry.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Mariusza Sampa „Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii” bezpośrednio pod tym linkiem!
Ostatnia wiosna w życiu władcy
Krwawe rządy Bezpryma zakończyły się równie niespodziewanie, jak się zaczęły. Wiosną 1032 roku tyran nie obudził się już rano. Roczniki Hildesheimskie zanotowały lakonicznie, że zginął „przez swoich, nie bez poduszczenia braci”. Jedno zdanie, a ile w nim treści do wyjaśnienia. Kim byli „swoi”? Kim byli „bracia”? I kto komu w tej historii co zlecił? Pierwszą myślą, jaka przy chodzi do głowy, jest Mieszko II. Zbieg okoliczności byłby iście hollywoodzki. Wypędzony brat, obity i okaleczony w Czechach, zleca pozbycie się uzurpatora i wraca na tron, odradza się niczym feniks z popiołów. Tyle tylko że ten scenariusz ma dotkliwą lukę. W chwili zabójstwa Mieszko znajdował się bowiem w czeskim więzieniu, po tym jak Udalryk wtrącił go tam po dokonaniu kastracji. Zza krat lochu trudno jest organizować skomplikowane spiski pałacowe, nawet jeśli kochało się zemstę z całego serca. Teoria o udziale byłego króla w mordzie zwyczajnie się nie broni.
Pozostaje Otto Bolesławowic, młodszy brat, który dostał Śląsk. Czy mógł uznać, że to zbyt mało? Czuć, że Bezprym go oszukał, obiecując więcej, niż faktycznie dał? Możliwości jest sporo. Niemiecki kronikarz Wipon (kapelan cesarza Konrada II) wskazał wyraźnie, że Bezprym został zamordowany „przez kogoś ze swego otoczenia”. Inny dziejopis, Annalista Saxo, opisując tę sprawę, dorzucił bezradnie „jak o tym powiadają”, co w języku średniowiecznych skrybów oznacza mniej więcej tyle co nic. Mamy więc mętne plotki, niejasne sugestie i brak jakichkolwiek nazwisk.
Kto zatem zamordował Bezpryma? Najbardziej prawdopodobna wersja zakłada, że zabójstwa dokonał ktoś z bezpośredniego otoczenia księcia: dworzanin, zaufany możny, być może członek drużyny. Człowiek, który miał do tyrana dostęp na tyle bliski, by móc go dopaść w momencie, gdy ten nie spodziewał się ataku. Działał samodzielnie lub z polecenia szerszej grupy spiskowców. Jedno i drugie jest możliwe, można też sobie wyobrazić wersję pośrednią, czyli przekupionego służącego wykonującego wyrok w imieniu spiskowców. W każdym z tych scenariuszy kluczowa była bliskość zabójcy z ofiarą. Bezpryma nie dorwano na polu bitwy ani w obozie wojskowym. Dorwano go tam, gdzie czuł się bezpieczny. Czyli zapewne w jakiejś komnacie, w sypialni, a może po nocnej uczcie.
Jak przebiegł sam zamach, nie wiemy. Źródła milczą na temat wszelkich szczegółów. Czy Bezprym walczył? Czy zdążył krzyknąć? Czy próbował uciekać? A może jedno pchnięcie sztyletem zakończyło całą sprawę w parę sekund? Być może leżał w łóżku, gdy sztylet przeszył mu pierś. Być może padł na kolana, błagając o litość, której nikt mu już nie zamierzał okazywać.
Tak zakończył się krótki, lecz krwawy epizod w dziejach polskiej korony. Pierworodny syn Bolesława Chrobrego, który miał tyle ojcowskiej zaciętości, a tak mało jego talentu politycznego, padł ofiarą tego samego okrucieństwa, jakim sam szafował. W ciągu zaledwie kilku miesięcy rządów zdążył ściągnąć na kraj obce wojska, stracić część ziem i wymordować znaczną część opozycji. Za to wszystko zapłacił najwyższą cenę.
Jakkolwiek by patrzeć, śmierć Bezpryma była dla Polski wybawieniem. Gdyby tyran rządził dłużej, kraj mógłby w ogóle nie przetrwać. Mieszko II, uwolniony wkrótce z czeskiego więzienia, wrócił do Polski i spróbował pozbierać to, co jego brat zdemolował. Tyle że jego rządy też nie trwały długo, a następstwo tronu po nim otworzyło kolejny rozdział piastowskich tragedii. Polska z początku XI wieku przypominała coraz bardziej teatr cieni, w którym każdy kolejny aktor ginął, zanim zdążył dobrze wypowiedzieć swoją kwestię.
