„Pani od zupy”. Polka przez blisko 40 lat karmiła potrzebujących w Australii. W Canberze stanął jej pomnik 

opublikowano: 2026-08-31, 08:54
wszelkie prawa zastrzeżone
„Soup Kitchen Lady”, „Matka Teresa z Canberry” lub po prostu Stasia – pod takimi określeniami znana była Stanisława Dąbrowski w Australii. Polka w 1964 roku przeprowadziła się do Canberry, gdzie przez dekady pomagała potrzebującym, rozdajac im darmową zupę, chleb i napoje. Choć w oczach lokalnej społeczności budziła podziw, sama zaprzeczała, jakoby robiła coś szczególnego. „To tylko zupa” – zwykła mawiać.
reklama
Garema Palace – miejsce, w którym Stanisława Dąbrowski co piątek rozdawała zupę (fot. Nick-D); po prawej stronie rzeźba przedstawiająca jej wizerunek (Instagram / Louise Skacej)

Stanisława Dąbrowski urodziła się w 1926 roku w rodzinie Władysława Dąbrowskiego i Wiktorii Dubicz we wsi położonej przy granicy z ówczesną Czechosłowacją. Przed II wojną światową, wraz z najbliższymi, przeprowadziła się do Gorlic. W rodzinie Dąbrowskich się nie przelewało – Stanisława na własnej skórze dowiedziała się, co znaczy nie mieć dostępu do bieżącej wody czy wystarczającej ilości jedzenia. Być może to, w połączeniu z doświadczeniami II wojny światowej, wpłynęło na jej późniejszą postawę. 

W 1949 roku ukończyła studia i zaczęła pracę jako pielęgniarka. W międzyczasie wyszła za mąż za fizyka jądrowego Jana Nurzyńskiego i w 1964 roku razem przenieśli się do Australii. Swoje życie związali z Canberrą, gdzie Jan podjął pracę na Australian National University. Z czasem się rozeszli – Stanisława w całości poświęciła się wówczas pracy charytatywnej.  Szczególne miejsce w jej sercu zajął położony w sercu miast Garema Place – to jego uczyniła centrum swojej charytatywnej działalności. 

reklama

Zaczęła ją od wolontariatu w Czerwonym Krzyżu. Szybko jednak skoncentrowała się na innej działalności. W 1979 roku otworzyła mobilną kuchnię, w której co piątek serwowała darmową zupę, chleb i posiłki dla potrzebujących. Aby je przygotować, przez sześć dni w tygodniu wstawała rano i wyruszała w podróż po Canberze swoim vanem, zbierając od firm dary w formie żywności, z której następnie przygotowywała posiłki – z piekarni pozyskiwała zaś niesprzedany chleb, który następnie rozdawała potrzebującym. 

reklama

Przez pierwsze 11 lat działalności potrzebne na nią środki finansowe zbierała sama – w dzień pracowała jako sprzątaczka, a w nocy często dodatkowo opiekowała się dziećmi. Z czasem otrzymała wsparcie w postaci darowizn i dotacji rządowych, które pomogły jej kontynuować działalność charytatywną. Dzięki temu z czasem rozszerzyła też jej zakres – oprócz żywności rozdawała również potrzebującym koce i ubrania.

reklama

Szacuje się, że w ciągu tygodnia Stanisława Dąbrowski obierała blisko 180 kg warzyw i gotowała z nich nawet 100 litrów zupy. Choć w lokalnej społeczności zyskała podziw i szacunek, sama nie uważała, by robiła coś wielkiego.

Kuchnia dla ubogich to prosta sprawa. To tylko gotowanie warzyw – nic specjalnego

– powiedziała pewnego razu.

Poza samym posiłkiem potrzebujący otrzymywali jednak coś więcej – uwagę, troskę i poczucie, że ktoś o nich pamięta. Sama Stanisława – zwana przez wielu Stasią – dawała im nie tylko posiłki, ale i swój czas i uważność. Często rozmawiała z osobami korzystającymi z jej pomocy, wysłuchiwała ich, przytulała, przywracała nadzieję i godność. 

reklama

„Gdy widzę dziś kogoś, kto jest głodny, nie mogę odejść i nic z tym nie zrobić” – powiedziała w 1992 roku w wywiadzie dla „The Canberra Times”, dodając, że choć dorastała w trudnych warunkach, pamięta, ile znaczył dla niej fakt, że miała rodzinę, która ją kochała i się o nią troszczyła.

W działalności pomagał jej wnuk Josh Kenworthy. Wspominał ją przede wszystkim jako skromną osobę.

Moja babcia była skromną osobą, unikała rozgłosu i po prostu chciała pomagać. Tak ją wychowano – że po prostu pomaga się ludziom. Zawsze dawała i pytała, czy ludzie czegoś nie potrzebują

– powiedział. 

Pozostawiła po sobie niezatarte wrażenie. Była prawdziwą bohaterką, a jej niezachwiane zaangażowanie w pomoc najsłabszym mieszkańcom miasta było inspirujące

– powiedziała z kolei Georgina Byron, dyrektor generalna lokalnej organizacji Snow Foundation.

Stasia prowadziła swoją działalność nieprzerwanie do 92. roku życia. Zmarła w 2020 roku – ale pozostawiła po sobie testament, który w Canberze wciąż jest niezwykle aktualny.

Dziedzictwo Stasi

Już w 1996 roku Stanisława Dąbrowski została wybrana obywatelką roku Canberry i wystąpiła w programie telewizyjnym Australian Story emitowanym przez stację ABC TV. Trzy lata później nagrodzona została tytułem Senior Citizen of the Year w uznaniu za dwudziestoletnie zaangażowanie w pomoc bezdomnym i potrzebującym na ulicach Canberry. Odznaczono ją również Medalem Orderu Australii i Medalem Stulecia. W 2008 roku dołączyła zaś do sztafety ze zniczem olimpijskim przed letnimi igrzyskami olimpijskimi w Pekinie.

Choć kilka lat temu zmarła, pamięć o niej w Canberze jest wciąż żywa – za sprawą pomnika, który w sierpniu 2026 roku stanął na Garema Place, w miejscu, do którego Stanisława przez ponad trzy dekady przychodziła, by dzielić się jedzeniem i swoją obecnością. Rzeźba powstała w ramach programu ACT Government poświęconego ważnym kobietom związanym z Canberrą.

reklama

Jest to naturalnej wielkości figura z brązu przedstawiająca „Soup Kitchen Lady” – jak nazywano w Australii Stasię – z szerokim uśmiechem i wyciągniętą ręką. Otrzymała tytuł „Hello my Wonderful” („Cześć, moja cudowny/a”) – to słowa, którymi Stasia witała się z potrzebującymi.

Autorką rzeźby jest Louise Skačej, artystka z Melbourne. Na realizację projektu władze Australijskiego Terytorium Stołecznego przeznaczyły 300 tys. dolarów australijskich (ok. 805,5 tys. zł). Rzeźba została uroczyście odsłonięta 7 sierpnia 2026 roku. 

Jak powiedział o polskiej działaczce prokurator generalny stołecznego terytorium ACT Gordon Ramsay, który przez wiele lat kierował Centrum Kippax w Uniting Church – organizacji pomocy społecznej i wspólnoty religijnej powiązanej z Kościołem Zjednoczonym w Australii:

Od wielu lat poświęcała swój czas i własne środki na wspieranie ludzi. Chociaż nigdy nie szukała uznania i czuła się z tym nieswojo, została doceniona za swoje poświęcenie. Jesteśmy jej dłużnikami i będziemy za nią tęsknić. 

Polecamy e-book Mateusza Będkowskiego pt. „Polacy na krańcach świata XX wiek. Część 2”:

Mateusz Będkowski
„Polacy na krańcach świata XX wiek. Część 2”
cena:
16,90 zł
Wydawca:
PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron:
216
Format ebooków:
PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN:
978-83-65156-69-3

Źródła:

reklama
Komentarze
o autorze
Katarzyna Łabicka
Absolwentka dziennikarstwa i nauk politycznych. Miłośniczka historii, reportaży i kultury hiszpańskiej.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone