Robert F. Barkowski – „Opowieści piastowskie” – recenzja i ocena
Robert F. Barkowski – „Opowieści piastowskie” – recenzja i ocena

Zadziwiające, jak taka niewielka książka, może umilić długą podróż wieczornym pociągiem na drugi koniec Polski. Nawet do tego stopnia, że aż czytelnik zapomina, że jest w zatłoczonym przedziale, i daje się prowadzić autorowi za rękę, po dawnych dziejach Polski. A sam autor, wydaje się być w takich wycieczkach doświadczony. Barkowski, zapalony popularyzator historii, poeta i prozaik, ma już na swoim koncie m.in. cykle powieściowe ,,Przodkowie”, oraz ,,Na piastowskiej służbie”, zbierające dużo pochlebnych opinii. Polska Piastów dla autora jest terytorium bardzo dobrze znanym, i to widać w pierwszym tomie ,,Opowieści…”, inaugurujących kolejny cykl, tym razem – opowiadań.
Do opowiadań czy powieści osadzonych w okolicznościach historycznych, na ogół podchodzę z pewną rezerwą. O ile cenię próby stylizacji języka czy realiów epoki, o tyle wchodzenie w niemrawe rejony alt-history, za każdym razem powodowało u mnie ogromne zniechęcenie. Trzymając przed sobą świeże wydanie ,,Opowieści…”, choć znałem już imponujące dossier autora, nie mogłem powstrzymać się od obaw wobec tego, co czeka mnie w środku. Niestety, wszelka ,,Wielka Lechia”, która co jakiś czas straszy mnie z empikowych regałów, zostawiła na mnie trwałe brzemię. To brzemię, jednak nie powstrzymało mnie przed otwarciem ,,Opowieści…” – i całe szczęście.
Trzynaście opowiadań prowadzi czytelnika przez okres od legendarnego Siemowita do Henryka II Pobożnego. Niby rozpiętość kilku wieków, jednak forma opowiadań, ich objętość, oraz różnorodność tematyki, zaskakuje bardzo pozytywnie. Choć każde różni się dynamiką rozwoju fabuły, to po skonsumowaniu jednego, od razu narasta apetyt na kolejne. A jeszcze zanim w ogóle czytelnik do opowiadań trafi, zapoznaje się z iście homeryckim ,,Wstępem”. W zasadzie, to idealna inauguracja zbioru opowiadań o ,,uśpionym przeszłości echu poczynań przodków, ponownie wzbudzonym”.
Nie znajdą tu pożywki żadni ,,turbolechici”, ani inni wyznawcy ,,zaginionego imperium”. Autor pod żadnym pozorem nie ucieka w fantazje i wątpliwe wizje potęgi, o której, wedle wielu wątpliwej jakości dzieł, zapomniano przez ,,niecne spiski”. Nie zalatują też opowiadania Barkowskiego ,,Starą Baśnią” Józefa Ignacego Kraszewskiego, choć w żaden sposób nie uderzam tu w XIX-wiecznego mistrza. Autorowi ,,Opowieści…” udało się znaleźć ,,złoty środek” między faktami z kronik, źródeł i ustaleń badaczy, a tak ważną ,,licentia poetica”. Poemat ,,Zamiast wstępu” nas i tak uprzedza, nie tylko w kwestii de facto opowiadań – ,,Nie pokładajcie wiary we wszystko, co wam przewrotny dziejopis opowie”.
,,Opowieści…” na ile są jednak fabularną prozą, to jednak przemawiają swoim autentyzmem. Język postaci oraz kreacje bohaterów historycznych są tu bardzo ważne. Ale u Barkowskiego to właśnie fikcyjni bohaterowie decydują o jego sukcesie. Autor naprawdę profesjonalnie potrafi obsadzać własne kreacje w realiach historycznych. Co więcej, w tak krótkich formach, widać zarazem ich głębię, zamysł twórcy. Każda z tych kreacji została dobrze przemyślana, i świetnie się to sprawdza za każdym razem. Z tego naprawdę trudnego zadania, autor wywiązał się na piątkę z plusem.
W tak krótkiej formie, udało się Barkowskiemu zamknąć świetnie wymodelowany świat przedstawiony, próbujący być wierny realiom historycznym, na ile tylko się da. I co lepsze, ten świat został dobrze zaserwowany współczesnemu czytelnikowi. Odnajdzie się tu naleciałości dawnej polszczyzny, jednak bez zbytnio poważnych zabiegów językowych w stylu Kraszewskiego. I również dzięki temu, po ledwie 140 stronach ,,Opowieści…”, zostało mi jeszcze kilka godzin jazdy w przedziale. Oto mój jedyny żal do autora – tak szybko zleciało czytanie tomu pierwszego, a zostałem z apetytem na jeszcze więcej…
