Syndrom sztokholmski: skąd ta nazwa?

opublikowano: 2026-08-28, 06:03
wolna licencja
O syndromie sztokholmskim słyszał niemal każdy. Co ciekawe, wiąże się on z jednym najbardziej zagadkowych wydarzeń w historii współczesnej kryminalistyki – napadem na bank Kreditbanken w Sztokholmie w 1973 roku.
reklama
Syndrom sztokholmski: Jan Erik Olsson wyprowadzony z budynku przez policjantów w maskach gazowych

Skąd wziął się syndrom sztokholmski i dlaczego, z punktu widzenia psychologii, ofiara potrafi obdarzyć empatią oraz ciepłymi uczuciami swojego oprawcę? 

Syndrom sztokholmski to stan psychiczny i jednocześnie mechanizm obronny organizmu, w którym ofiary porwania lub przemocy zaczynają odczuwać sympatię, solidarność, a nawet swego rodzaju lojalność wobec swoich oprawców, jednocześnie przyjmując wrogą postawę wobec osób niosących pomoc. Z punktu widzenia współczesnej psychiatrii nie jest on oficjalną jednostką chorobową w specjalistycznych klasyfikacjach DSM-5 czy ICD-11, lecz zespołem reakcji adaptacyjnych na skrajny stres.

Syndrom sztokholmski i napad na Kreditbanken z 1973 r.

23 sierpnia 1973 roku na placu Norrmalmstorg w Sztokholmie pracownicy banku Kreditbanken rozpoczęli swój normalny dzień pracy. Wszystko zmieniło się w ułamku sekundy, gdy do budynku wtargnął uzbrojony, zamaskowany mężczyzna. Oddał on strzały w sufit i wykrzyknął po angielsku słynne słowa „Zabawa dopiero się zaczyna”. Przybyły na miejsce pierwszy patrol policji został natychmiast ostrzelany, a jeden z funkcjonariuszy odniósł rany. Historia zna wiele podobnie rozpoczynających się napadów, ten jednak miał okazać się zupełnie wyjątkowy.

Snajper i fotoreporter na dachu budynku naprzeciwko banku

Napastnikiem był 32-letni Jan-Erik Olsson, przebywający wówczas na przepustce z więzienia, który przez kolejne 6 dni siłą przetrzymywał w budynku czworo pracowników banku. Nie zamierzał jednak terroryzować swoich zakładników. Wobec natychmiastowego zainteresowania mediów ogłosił publicznie, że bierze uwięzionych pod swoją opiekę, i uspokajał, że nic złego im się nie stanie

Z początku wszystko przebiegało według schematu: kryminalista zażądał 3 milionów koron, zatankowanego samochodu do ucieczki, kamizelek kuloodpornych oraz broni. Dodatkowo zażądał natychmiastowego sprowadzenia z więzienia swojego dawnego kolegi z celi – Clarka Olofssona. Władze i negocjatorzy, licząc na to, że Olofsson pomoże uspokoić agresora, spełnili to żądanie i sprowadzili go na miejsce. Przestępca dołączył do Olssona w banku, jednak policja stanowczo odrzuciła możliwość opuszczenia przez porywaczy terenu banku wraz z zakładnikami.

reklama

Sześć dni w izolacji i relacja ofiar i oprawców?

Kolejne posunięcia sił bezpieczeństwa były pełne chaosu. Pozwolono przestępcom zabarykadować się wraz z czwórką zakładników w ciasnym, pancernym skarbcu bankowym. Fatalną pomyłką okazała się także próba sprowadzenia na miejsce nastoletniego brata Olssona – śledczy błędnie zidentyfikowali porywacza i przyprowadzili zupełnie obcą mu osobę, do której zdezorientowany bandyta po prostu otworzył ogień.

Podkopało to całkowicie zaufanie do policji wśród uwięzionych pracowników banku. Zdecydowanym działaniom nie sprzyjała ciągła transmisja na żywo szwedzkiej telewizji. Na domiar złego do opinii publicznej wyciekły specyficzne pomysły rozwiązania impasu, jak choćby użycia roju pszczół do wypłoszenia napastników. Ci jednak skutecznie odwracali uwagę służb przedłużając negocjacje. Aby pokazać, że nie żartują wystawili jednego z zakładników z nawleczoną liną na szyi na zewnątrz.

Wewnątrz skarbca. Po wywierceniu otworu policjanci mogli sprawdzić, w jakim stanie są przetrzymywani

Tymczasem wewnątrz pancernego pomieszczenia relacje wyglądały zupełnie inaczej. Z relacji uwięzionych i lekarza dopuszczonego na moment do środka wynikało, że panował tam niezwykły spokój. Między obiema stronami narodziła się swoista bliskość: napastnicy uspokajali przetrzymywanych, jednej z kobiet cierpiącej na klaustrofobię pozwolono wyjść poza skarbiec, a gdy innej zrobiło się zimno, Olsson okrył jej plecy własną kurtką.

Gdy czwartego dnia policja wywierciła otwór do podawania przetrzymywanym prowiantu, funkcjonariusze ze zdumieniem ujrzeli uwięzionych rozmawiających spokojnie ze swoimi porywaczami i zwracających się do siebie po imieniu.

Mimo że szóstego dnia siły porządkowe ostatecznie zdobyły skarbiec (rozpylono gaz łzawiący i przestępcy się poddali), to nie otrzymały od porwanych żadnych ciepłych słów. Zakładnicy zażądali wręcz obietnicy, że napastnikom nie stanie się krzywda i odmówili wyjścia przed nimi, obawiając się, że funkcjonariusze zlikwidują ich bez świadków. Przed bankiem odbyło się niespotykanie ciepłe pożegnanie obu stron. W swojej wypowiedzi dla mediów jedna z ofiar szumnie określiła nawet zachowanie Olssona mianem… boskiego!

POLECAMY

Polecamy e-book Jerzego Klimczaka pt. „Seryjni mordercy. Oblicza najstraszniejszych zbrodni”:

Jerzy Klimczak
„Seryjni mordercy. Oblicza najstraszniejszych zbrodni”
cena:
16,90 zł
Wydawca:
PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron:
198
Format ebooków:
PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN:
978-83-65156-86-0
reklama

Syndrom sztokholmski, czyli jak wytłumaczono fenomen

W całej operacji nikt poza rannym na początku policjantem nie ucierpiał. Sympatia do porywaczy nie wygasła jednak po zakończeniu akcji. Byli zakładnicy odmawiali składania obciążających zeznań, a część z nich zorganizowała nawet zbiórkę pieniędzy na adwokatów dla Olssona. Na samej rozprawie otwarcie bronili sprawców napadu, twierdząc, że to przestępcy dbali o ich bezpieczeństwo, a prawdziwe zagrożenie stwarzała planująca szturm policja.

Wydarzenia ze Sztokholmu przeszły do historii nie ze względu na swój przebieg, a konsekwencje, jakie przyniosły światowej psychologii. Szwedzki kryminolog i psychiatra Nils Bejerot analizując ten przypadek doszedł do wniosku, że w sytuacji skrajnego stresu, izolacji i zależności od napastnika, ofiary podświadomie uznają współpracę za jedyny warunek przetrwania – za wdzięczność i lojalność oczekują zachowania życia. Skuteczność takiego mechanizmu poniekąd potwierdził sam Olsson, który stwierdził, że nawet gdyby sytuacja eskalowała, to trudno byłoby mu skrzywdzić kogokolwiek spośród porwanych.

Napastnicy po ujęciu prowadzeni są do karetki

W połowie lat 70. ukuto pierwszą formalną definicję tego fenomenu, nazwanego wówczas syndromem sztokholmskim. Z perspektywy psychologii jest to mechanizm obronny oraz specyficzna adaptacja organizmu w obliczu bezpośredniego zagrożenia. W warunkach bezradności u człowieka pojawia się przekonanie, że każda pozytywna reakcja i emocjonalne zbliżenie do porywacza realnie minimalizuje ryzyko śmierci. W efekcie nawet brak przemocy czy podanie wody stają się w oczach ofiary dowodem wielkiej łaski agresora.

reklama

Sprawa Patty Hearst: amerykański przypadek syndromu sztokholmskiego

Jeszcze większy rozgłos medialny zyskała sobie sprawa ze Stanów Zjednoczonych. W 1974 roku Patty Hearst, 19 letnia wnuczka bogatego wydawcy prasowego, została porwana przez członków skrajnej bojowej organizacji marksistowskiej (Symbionicznej Armii Wyzwolenia). Była to grupa o nastawieniu terrorystycznym, jej członkowie urządzali napady na banki czy uprowadzenia. Wszystko po to, aby „oswobodzić lud amerykański z okowów kapitalizmu”.

Ideologia organizacji łatwo zyskiwała posłuch części amerykańskiego młodego pokolenia. Tym należy tłumaczyć skrajną reakcję Patty. Po kilku miesiącach przyłączyła się ona bowiem do porywaczy, przyjmując nowe imię, ogłosiła publicznie, że fanatycznie i szczerze wierzy w sprawę. Brała nawet udział w napadzie na bank w San Francisco, po którym została ujęta i przyprowadzona pod sąd. Broniąc jej powołano się właśnie na nowo odkryty syndrom.

Patty Hearst prowadzona przed sąd. W więzieniu miała spędzić 3 lata (fot. John Malmin, Los Angeles Times)

Mimo tego sędzia pozostał niewzruszony i oskarżona usłyszała wyrok 7 lat pozbawienia wolności. Ostatecznie cała sytuacja zakończyła się dla niej korzystniej, gdyż wkrótce nie tylko skrócono jej wyrok, ale i ułaskawiono.

Syndrom sztokholmski współcześnie w nauce i popkulturze

Od wydarzeń w Sztokholmie pojęcie to na stałe zadomowiło się w kryminalistyce i języku potocznym. Współcześni psychologowie rozszerzają definicję tego mechanizmu na inne długotrwałe relacje oparte na dominacji i przemocy. Analogiczne schematy emocjonalnego uzależnienia, usprawiedliwiania agresora i obrony oprawcy obserwuje się dziś w przypadkach przemocy domowej, manipulacji w sektach czy w zjawisku chronicznego mobbingu w miejscu pracy. Z drugiej strony pojawiają się postulaty sugerujące całkowite odrzucenie tego terminu, ze względu na jego wielowymiarowość.

Syndrom sztokholmski stał się również niezwykle nośnym motywem w popkulturze. Twórcy filmowi i pisarze chętnie wykorzystują ten psychologiczny paradoks w swoich fabułach, czego przykładem jest szwedzki dramat filmowy Norrmalmstorg (2003), film Sztokholm (2018) z Ethanem Hawke’em czy też popularny na całym świecie hiszpański serial Dom z papieru (La Casa de Papel), gdzie relacja porywaczy z zakładnikami stanowiła jedną z głównych osi fabuły.

POLECAMY

Zapisz się za darmo do naszego cotygodniowego newslettera!

Bibliografia:

Adorjan M., Christensen Tony, Kelly Benjamin, Pawluch Dorothy, Stockholm Syndrome as Vernacular Resource, „The Sociological Quarterly”, t. 53, 2012, z. 3, s. 454-474. Bejerot N., The six day war in Stockholm, „New Scientist” t. 881, 1974, z. 61, s. 486-487.

Namnyak M., Tufton N., Szekely R., Toal M., Worboys S., Sampson E.L., Stockholm syndrome: psychiatric diagnosis or urban myth?, “Acta Psychiatrica Scandinavia”, t. 117, 2008, z. 1, s. 4–11.

redakcja: Jakub Jagodziński

reklama
Komentarze
o autorze
Krzysztof Izdebski
Student historii II stopnia na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się przede wszystkim starożytnością klasyczną i epoką stanisławowską. Aktywny popularyzator, w wolnych chwilach oddaje się swoim pozostałym pasjom: literaturze, działalności społecznej i kopaniu w ziemi w poszukiwaniu ciekawych skamieniałości.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone