Christopher Clark – „Wiosna rewolucji. Walka o nowy świat 1848–1849” – recenzja i ocena
Christopher Clark – „Wiosna rewolucji. Walka o nowy świat 1848–1849” – recenzja i ocena
Nowoczesność wdarła się do polityki nie dzięki rewolucjonistom, ale dzięki elitom, które tak zaciekle zwalczały protesty. Hasła równości stały się zarzewiem nacjonalizmów, a nastroje społeczne zostały wyzyskane przez dwory, które z rewolucyjnych haseł uczyniły narzędzie legitymizacji władzy. Jednak polityka uległa gruntownym przeobrażeniom: przestała być wyłączną domeną wąskiej grupy zarządzających, a stała się językiem mas. I właśnie masy musiały być uwzględniane w procesie decyzyjnym. Przestały być przedmiotem rządzenia, a stały się podmiotem.
Swoją robotę zrobiły nowoczesne środki masowego przekazu i rozwinięta komunikacja kolejowa. Tym sposobem lokalne bunty rozlały się po kontynencie niczym epidemia. I poraziła wszystkich – bogatych i biednych, wpływowych i tych pozostających na marginesie dyskursu.
O tym właśnie jest książka Christophera Clarka. Autor nie przygotował laurki ku czci romantycznych zrywów ani też akademickiej rozprawy dla zamkniętego kręgu odbiorców. Problematyka podjęta w omawianej książce dotyka samego rdzenia europejskiej transformacji społecznej i ukazuje moment, w którym narodziła się masowa polityka wraz państwem narodowym czy inżynierią społeczną. Zwracam na to uwagę, bo jeśli chcemy szukać zarówno tych stabilnych, jak i niestałych punktów zaczepienia dla bieżącego dyskursu, to właśnie w wydarzeniach zapoczątkowanych w 1848 roku.
Jest też wątek polski – Clark nie eksponuje go nadmiernie, co z perspektywy polskiego czytelnika wydaje się jeszcze ciekawsze. Dzięki jego publikacji otrzymujemy bowiem panoramę Europy jako bogatego, wielopłaszczyznowego tła dla naszych aspiracji. Hasła niepodległości Polski to jedno, ale właśnie marzenie o wolności ludów (rozumianej jako wyzwolenie się z kajdan tyranii) było tym, co owe aspiracje rozszerzało.
„Wiosna rewolucji” to praca iście monumentalna, która wręcz zachwyca rozmachem. Autor umiejętnie przeskakuje między kolejnymi teatrami działań, prezentuje zarówno nazwiska i dokonania postaci znanych z podręczników, jak i tych zupełnie nieznanych. Mamy tu więc duży poziom szczegółowości, ale to w ogóle nie przytłacza. Recenzowana książka jest o procesie, a nie o przemianie poszczególnych bohaterów.
Narracja tak jest płynna i pełna zwrotów akcji, że czytelnik rzucony do Europy lat 1848–1849 zostaje w sercu „wiosny ludów” aż do ostatnich stron. Wprawdzie na ostatnich stronach autor próbuje również znaleźć punkty styczne między wydarzeniami sprzed 170 lat a współczesnymi protestami (różnej maści), ale nie wpływa to na ogólną ocenę książki. Rozumiem nawet zamysł Clarka – właśnie w tamtych wydarzeniach widzi praprzyczynę rozruchów w zakresie treści, jak i formy. To fakt bezsprzeczny, choć czytelnik sam jest w stanie wyciągnąć te wnioski, nie potrzebuje dopowiedzeń.
Książka zyskałaby, gdyby autor zarysował ogólne wnioski, a nie posługiwał się przykładami, które są może szczególnie widoczne z perspektywy anglojęzycznego odbiorcy, to jednak w ogólnym rozrachunku rozwadniają kontekst. Zwłaszcza, że ów odbiorca nie zawsze niesie kulturowy i cywilizacyjny bagaż zbudowany właśnie na „wiośnie ludów” w takim stopniu, jak to mamy w Europie, dla której tamten zryw do dziś pozostaje mitem założycielskim.
Wielkie brawa należą się Wydawnictwu Dialog za druk tej ważnej, potrzebnej pracy. Podobnie należy docenić pracę tłumaczki, Anny Doroty Kamińskiej, dzięki której „Wiosnę rewolucji” czyta się jak dobrą powieść. Minusem jest miękka oprawa i dość gęsty tekst – zdaję sobie sprawę, że to kwestia wymuszona realiami rynku. Mówimy tu w końcu o niemal 800 stronach.
Christopher Clark w „Wiośnie rewolucji” zaserwował nam coś, czego w światowej historiografii jeszcze nie było: przekrojową opowieść o przełomowym momencie w dziejach Europy nie tylko w kategoriach zbioru wydarzeń, ale procesu, który te wydarzenia zbudowały. Stawia przy tym celne diagnozy i pokazuje, że współczesna polityka wciąż oddycha powietrzem tamtego stulecia. Koniecznie trzeba przeczytać.
