Jak Justynian próbował zbudować idealne imperium?
Ten tekst jest fragmentem książki Anthony’ego Kaldellisa „Nowe Imperium Rzymskie. Przebudzenie Wschodu. Historia Bizancjum. Tom I”.
W styczniu 532 roku mieszkańcy Konstantynopola zbuntowali się przeciwko Justynianowi. Powstanie Nika zrujnowało większą część miasta. Nie było żadnych ostrzeżeń, że coś takiego może się wydarzyć, że lud stolicy uzyska poparcie większości Senatu. Nikt nie mógł także przypuszczać, że w odpowiedzi na bunt Justynian wyda żołnierzom rozkaz zmasakrowania tysięcy swoich poddanych – okrucieństwa, którego nie odważył się dopuścić żaden inny cesarz przed nim. Inną rzeczą było zamordowanie kogoś takiego jak Witalian, a zupełnie inną mordowanie rzymskiego ludu. A przecież zaledwie miesiąc wcześniej Justynian zdefiniował rolę cesarzy, których – zgodnie z prawdziwie republikańską ideą – opisał jako funkcjonariuszy państwa, „którzy dniem i nocą pracują dla dobra ludu”.
Korpus prawa
Justynian bardziej niż którykolwiek inny cesarz wierzył w prawo i władzę cesarską sprawowaną autokratycznie, umożliwiającą uformowanie jednolitego, spójnego i uporządkowanego społeczeństwa, którego normy i – w idealnym wypadku – praktyki nie dopuszczają żadnych istotnych wyjątków, odstępstw, niejasności ani sprzeczności. Częścią cesarskiego planu było więc objęcie prawem rzymskim Armeńczyków: „Zamiast nieuporządkowanego, [będzie teraz] uporządkowane, właściwie posortowane i ułożone, zamiast tego, co wcześniej było zdezorganizowane i pogmatwane”. Inni powinni przestrzegać praw Rzymu, czyli Konstantynopola, który – jak historia zdążyła wykazać – „z łaski bożej założony został przy pomyślniejszych wróżbach” niż Rzym starszy. Jako zwolennik inżynierii społecznej był zatem Justynian zarówno optymistą, jak i racjonalistą; choć wiedział, że świat jest chaotyczny, nieuporządkowany i nie obliczalny, miał jednak świadomość, że „zmienna natura rzeczy” wymaga elastyczności i częstej korekty kursu. Jego panowanie prze obraziło się w istocie w tragiczny pojedynek między jego ambicjami a nieprzewidywalnością realnego świata. Na szczęście Justynian był skłonny pogodzić się z kosztami ludzkimi, które poddani musieli ponieść wskutek działań podejmowanych przez ich władcę „dla dobra wspólnego”.
W pierwszych latach swego panowania Justynian zrealizował pragnienie zaprowadzenia porządku i ujednolicił obowiązujące prawo. W tym celu podjął działania mające zwalczyć zepsucie moralne i dewiacje religijne. 13 lutego 528 roku powołał składającą się z urzędników i prawników komisję, której zadaniem było opracowanie zaktualizowanego odpowiednika Kodeksu Teodozjańskiego, mającego oczywiście zyskać sobie miano Kodeksu Justyniana. Opracowanie nowego prawa miało na celu zebranie wszystkich ustaw cesarskich, które w opinii członków komisji kodyfikacyjnej powinny nadal obowiązywać, usunięcie z nich sprzeczności oraz rozstrzygnięcie wszelkich niejasności. Do komisji powołano między innymi patrycjusza Fokasa – tego samego, którego Justynian wysłał do Antiochii po trzęsieniu ziemi w 526 roku; a ponadto kwestora Tomasza, Tryboniana (który wkrótce stał się najważniejszym urzędnikiem prawnym cesarstwa) i Teofila, profesora prawa z Berytu (Bejrutu). Pierwszą wersję kodeksu zatwierdzono już kilka miesięcy później, 7 kwietnia 529 roku. Nie obowiązywała ona zbyt długo, ponieważ szybko zastąpiono ją wersją poprawioną, która ukazała się 16 listopada 534 roku. To nowe wydanie uzupełniono – co wyraźnie podkreślano – o ustawy wydane przez Justyniana w czasie prac komisji. W ten sposób „niejasności zostały wykorzenione”, ponieważ „nic, czego się podejmujemy, nie może być niedoskonałe”.
15 grudnia 530 roku, kiedy prace nad nową kodyfikacją prawa rzymskiego jeszcze trwały, Justynian upoważnił Tryboniana do skrócenia, skonsolidowania i uporządkowania w 50 tomach najważniejszych dzieł prawniczych autorstwa uznanych jurystów rzymskich. W rezultacie tej decyzji komisja Tryboniana prawie dwa lata po powstaniu Nika – 16 grudnia 533 roku – opublikowała Digesta, swoistą encyklopedię wiedzy prawniczej, która do dziś pozostaje głównym źródłem informacji na temat rzymskiej myśli prawniczej. W tym miejscu warto zacytować pierwsze wersy ustawy cesarskiej autoryzującej tekst dzieła do użytku publicznego:
Z boską pomocą, sprawując naszą władzę, […] szczęśliwie do prowadzamy do końca wojny, czcimy pokój i wspieramy pozycję państwa. Myśli nasze tak bardzo ku pomocy Boga wszech mogącego wznosimy, że nie pokładamy zaufania w broni, ani w naszych żołnierzach, ani wodzach prowadzących nasze wojny, ani naszej inteligencji, lecz całą nadzieję kładziemy jedynie po stronie opatrzności Trójcy Przenajświętszej […]. Chociaż wśród wszystkich ziemskich rzeczy nie ma niczego tak pożądanego i godnego starań jak potęga prawa, które odpowiednio reguluje sprawy boskie i ludzkie oraz usuwa wszelką niesprawiedliwość, to jednak dostrzegliśmy, że cały bieg prawodawstwa, które go początki sięgają założenia Rzymu i czasów Romulusa, jest pogmatwany.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Anthony’ego Kaldellisa „Nowe Imperium Rzymskie. Przebudzenie Wschodu. Historia Bizancjum. Tom I” bezpośrednio pod tym linkiem!
Justynian i Trybonian dostrzegli również potrzebę stworzenia nowego podręcznika dla adeptów zgłębiających arkana prawa rzymskiego. W związku z tym 21 listopada 533 roku ogłosili publikację takiego kompendium, zatytułowanego Instytucje, które dziś nadal zachowuje aktualność. W konstytucji stanowiącej wstęp do pod ręcznika Justynian, zwracając się do przyszłych studentów prawa, wyjaśnia, że siła zbrojna może wprawdzie zapewnić podboje, ale władza cesarska może sprawować rządy tylko przez stosowanie prawa. Dlatego nawoływał: „Przyjmijcie więc te nasze prawa z największą żarliwością i ochoczą pilnością i okażcie się sami tak wykształceni, abyście mogli żywić najpiękniejszą nadzieję, iż po ukończeniu całego studium prawnego będziecie mogli nawet rządzić naszym państwem w powierzonych wam jego częściach”. Oprócz opublikowania podręcznika przeprowadzono także reformę systemu edukacji prawniczej. Od tej pory uznawane miały być tylko szkoły działające w Konstantynopolu, Rzymie i Berycie, takiej autoryzacji pozbawiono natomiast szkoły w Aleksandrii i Kaisarei, co było posunięciem wyraźnie mającym na celu wyeliminowanie konkurencji dla profesorów należących do komisji kodyfikacyjnej. Od tej pory studenci pierwszego roku prawa mieli być określani Novi Justiniani („Pierwszoroczniacy Justyniana”); w wypadku studentów trzeciego roku utrzymano tradycyjną nazwę „papinianiści” (na cześć Papiniana, słynnego jurysty rzymskiego); a tych z czwartego roku nazywano „rozwiązującymi problemy”. Jednocześnie zakazano skracania tekstu Digestów, ponieważ mogłoby się to stać źródłem nieporozumień, jak również surowo zabroniono żartów na temat wykładowców.
Kodeks, Digesta i Instytucje są dziś znane pod zbiorczym tytułem Corpus Iuris Civilis (Korpus Prawa Cywilnego). Już w VI wieku używano tych ksiąg do nauki prawa rzymskiego, także w języku greckim. Wykorzystywano do tego napisane przez profesorów prawa tłumaczenia interlinearne, streszczenia i komentarze, które upowszechniły się do tego stopnia, że stały się podstawą całego prawa wschodniorzymskiego zredagowanego w języku greckim. Justynian chciał, aby Corpus, ponownie ochrzczony w imię Jezusa Chrystusa, stał się wyłącznym i wiecznym źródłem prawa rzymskiego. Kodyfikacja musiała przynieść ogromną ulgę prawnikom, sędziom i stronom sporów – wszystkim, którzy wcześniej przedzierali się przez chaotyczną dżunglę edyktów, reskryptów i opinii (a nie wszystkie były ogólnodostępne). Justynian odniósł wielki sukces, dlatego po ponownym odkryciu jego dzieła w trzynastowiecznej Europie uważano go za archetypicznego prawodawcę (aż do 1623 roku, kiedy odnaleziono Historię sekretną Prokopiusza, która rzuciła na postać cesarza nowe światło). Kodyfikacja justyniańska była jednak wąs kim gardłem w przekazywaniu wszystkich wcześniejszych aktów prawnych: to, co my nazywamy prawem rzymskim, jest – z nie wieloma wyjątkami – prawem uznanym za rzymskie przez Tryboniana i jego kolegów. Kodyfikatorzy wyciągnęli zeń fragmenty i odrzucili resztę, zgodnie z potrzebami swojej epoki, a potrzeby te stały się filtrem odseparowującym nas od rzymskiej przeszłości.
Kodyfikacja powstałych wcześniej przepisów nie była jedynym osiągnięciem Justyniana w dziedzinie prawa. W okresie między końcem 527 roku a końcem 533 roku cesarz wydawał własne ustawy, z których wiele włączono do drugiej wersji Kodeksu – dodano je na końcu odpowiednich rozdziałów, dzięki czemu w wielu kwestiach to najnowsze ustawodawstwo miało ostatnie słowo. Zapisy Justyniana skrócono w mniejszym stopniu niż decyzje wcześniejszych cesarzy, co nadawało Kodeksowi wyraźnie justyniański charakter. W ustawodawstwie tamtych lat nie było niczego rewolucyjnego. Główny cel wydawanych wówczas przepisów stanowiło wyjaśnienie niejasności prawnych, które pojawiały się w wypadku apelacji lub spraw skierowanych do rozpatrzenia bezpośrednio przed sąd cesarski. Justynianowi leżały na sercu ochrona uczciwości zasad funkcjonowania instytucji przed zagrożeniami wynikającymi z konfliktu interesów finansowych i niemoralności; usprawnienie i wyjaśnienie takich procedur jak apelacje i arbitraż, jak również uczynienie ich sprawiedliwszymi; rozwiązanie zawiłości prawa spadkowego pojawiających się w wyniku nakładania się sfer działania wielu instytucji brzemię (państwa, Kościoła, miast, osób prywatnych) oraz ograniczenie nad użyć, zwłaszcza łapownictwa i procederu „honorariów”. Cesarz wielokrotnie nakazywał biskupom szpiegowanie urzędników świeckich i egzekwowanie prawa, aby ominąć uznaniowość i domniemaną korupcję urzędników świeckich, którzy decydowali o zgłaszaniu przestępstw. Taka praktyka nie zawsze była korzystna dla biskupów, którzy musieli informować o nadużyciach i mogli zostać ukarani, jeśli tego nie zrobili, co stawiało ich w trudnej sytuacji – tracili zaufanie, a ludzie nie chcieli im powierzyć żadnych spraw, a czasami nawet nie chcieli utrzymywać z nimi kontaktów osobistych. Zgodnie z zaleceniami władz procesy cywilne miały trwać nie dłużej niż trzy lata, a procesy karne – najwyżej dwa lata. Justynian domagał się większej sprawiedliwości w kwestii dziedziczenia, zwłaszcza w wypadku kobiet. Zabawnym problemem, na jaki natrafił, okazała się praktyka wielu spadkodawców, którzy w swoich testamentach jako beneficjenta wskazywali nie konkretny kościół, lecz „Jezusa Chrystusa”. W prawie rzymskim Jezus nie był uważany za osobę fizyczną ani podmiot prawny, w związku z tym podjęto decyzję, aby interpretować takie zapisy jako dokonane na najbliższy kościół.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Anthony’ego Kaldellisa „Nowe Imperium Rzymskie. Przebudzenie Wschodu. Historia Bizancjum. Tom I” bezpośrednio pod tym linkiem!
Reformy moralne i religijne
W zamierzeniach Justyniana reforma moralna stanowiła istotny element realizowanej przezeń polityki społecznej „korekty”. Cesarz zakazał gry w kości i gier losowych, które skłaniały do przeklinania i bluźnienia oraz powodowały, że ludzie popadali w długi. Podobno hazardowi oddawali się nawet księża – a przynajmniej tak powiadano. Hazardziści byli karani obcięciem rąk, a następnie obwożono ich po Konstantynopolu na wielbłądach. Surowo karano także homoseksualistów: osobom winnym tego przestępstwa amputowano całe genitalia, co de facto oznaczało wyrok śmierci. Pewnego biskupa, potraktowanego w ten sposób, również obwieziono po Mieście. Justynian ogłosił, że akty homoseksualne są „sprzeczne z naturą”, sprowadzają trzęsienia ziemi i stanowią zagrożenie dla wszystkich. Uczeni zajmujący się naukami przyrodniczymi w tamtej epoce byliby w stanie sprostować poglądy cesarza na tę kwestię, o ile byłby ich o to poprosił.
Grzechami, na których temat Justynian miał najpewniej wyczerpujące informacje od swojej żony Teodory, były stręczycielstwo i prostytucja. Treść ustaw wydanych przez cesarza w celu zwalczania procederu handlu ludźmi obnaża równocześnie mechanizmy nakłaniania do prostytucji młodych dziewcząt, które najpierw wabiono eleganckimi szatami i drobnymi podarunkami, by wreszcie domagać się spłaty długu w formie świadczeń seksualnych. W następnym kroku stręczyciele usidlali je za pomocą umów prawnych. Justynian uznał takie dokumenty za nieważne i wydał ustawę, która niemal całkowicie zakazywała działalności domów publicznych. W tej sytuacji stręczyciele zaczęli wymuszać na dziewczętach przysięgi, czasami składane w obecności urzędników cesarskich. Cesarz, chociaż był zwolennikiem moralnej ważności takich przyrzeczeń, w tym wypadku zwolnił dziewczęta ze wszystkich przysiąg, które złożyły, żeby spłacić długi, „poświęcając swą czystość, aby dotrzymać słowa”. Teodora przekształciła jeden z pałaców nad Bosforem, znany dziś jako Metanoia (Pokuta), w klasztor dla pokutujących za grzechy byłych nierządnic. Podobnie jednak jak dziś, nie wszystkie prostytutki oddawały się nierządowi pod przymusem – niektóre nie chciały dać się złapać i zamknąć w klasztornym odosobnieniu.
Skazę na wizerunku idealnej republiki Justyniana stanowili także dysydenci religijni. Cesarz na początku swojego panowania (527–532) miał obsesję na punkcie zwalczania manicheizmu, choć wydaje się mało prawdopodobne, żeby w całym jego imperium znalazło się dostatecznie wielu manichejczyków, by wypełnili oni choć jeden klasztor. Ktoś jednak na jednym z bulwarów Miasta upuścił broszurkę o manichejskiej treści – był to wypróbowany sposób na zaognienie problemu – co wywołało panikę moralną. Podobnie jak w czasach Dioklecjana, niepokój prawdopodobnie spotęgowała tocząca się wówczas wojna z Persami, ponieważ prorok Mani był kojarzony z Persją. W związku z tym wydano surowe prawo, które za wyznawanie manicheizmu przewidywało karę śmierci.
Justynian uważał również, że państwo chrześcijańskie było do tej pory zbyt „tolerancyjne” wobec pogan. Nadszedł czas, aby to szaleństwo się skończyło. Wznowił więc ustawy penalizujące pogaństwo i zażądał, aby wszyscy poganie wraz ze swoimi domownikami ujawnili się przed organami władzy i zostali ochrzczeni. Zabroniono im również powrotu do swoich starych zwyczajów – apostazja była karana śmiercią. Mimo wszystko nawrócenie każdego poganina w cesarstwie wydawało się niewykonalne. Jeśli przyjmiemy, że w omawianym czasie 5 procent populacji nadal nie przyjęło wiary chrześcijańskiej – a możliwe, że to zbyt niski szacunek – oznaczałoby to, że w imperium żyło około miliona pogan, rozproszonych po wszystkich prowincjach. Dysponujemy informacjami na temat jednej kampanii mającej na celu nawrócenie pogan zamieszkujących obszar południowo-zachodniej Azji, prowadzonej przez monofizyckich misjonarzy, którzy – co paradoksalne – cieszyli się poparciem Justyniana. Jeden z członków drużyny misjonarskiej, kapłan i agitator Juhannan z Amidy (którego uczeni nazywają Janem z Efezu), chwalił się, że w ciągu 30 lat jego działalności misjonarskiej nawrócono 80 tysięcy ludzi, „obalono całe szpalery bożków” i zbudowano prawie 100 kościołów, z czego 55 za cesarskie środki. Zachętą do konwersji były pieniądze, ponieważ każdemu nawróconemu na chrześcijaństwo cesarz wypłacał premię w wysokości jednej trzeciej solida. Albo misjonarze musieli zgodzić się nie narzucać swoich monofizyckich poglądów konwertytom, albo Justynian poparł istniejącą inicjatywę, która bez jego poparcia i tak nadal by funkcjonowała.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Anthony’ego Kaldellisa „Nowe Imperium Rzymskie. Przebudzenie Wschodu. Historia Bizancjum. Tom I” bezpośrednio pod tym linkiem!
Dwór samego Justyniana był najwyraźniej przepełniony poganami, którzy ze względu na karierę udawali chrześcijan. Cesarz mu siał co pewien czas oczyszczać swoje otoczenie z kryptopogan, co doprowadziło niektórych z nich do samobójstwa, które popełniali w starożytny rzymski sposób. Czystka z 529 roku objęła kwestora Tomasza i patrycjusza Fokasa, którym zarzucono praktykowanie kultu pogańskiego. Obaj zostali oczyszczeni z zarzutów, ale Fokasa ostatecznie zdemaskowano podczas kolejnej czystki, zainicjowanej przez Jana z Efezu w latach 545–546. Jan chwalił się, że Fokas zażył truciznę, a cesarz nakazał, aby pochowano go bez oficjalnej ceremonii i po prostu wrzucono jego ciało do grobu w nocy i bez świadków, „jak martwe zwierzę. Pod wrażeniem tego na jakiś czas strach ogarnął wszystkich pogan”. Pobożność była jednak łatwa do podrobienia. Autor jednej z not biograficznych Tryboniana twierdzi, że był on poganinem, a my możemy zauważyć wpływ idei Platona, Arystotelesa i wyroczni delfickiej na przepisy, które wielki jurysta skodyfikował dla Justyniana – nadmieńmy, że prawdopodobnie zdecydował się na przemycenie ich do zapisów prawa bez wiedzy cesarza. Pogaństwo było zjawiskiem obecnym w życiu codziennym. Wielki Starzec Barsanufiusz, asceta, który udzielał porad w 520 roku, został zapytany: „Jeśli żyd albo poganin zaprosi mnie w swoje święto na posiłek albo przyśle mi prezenty, czy mam je przyjąć, czy też nie?”. Odpowiedź świątobliwego męża brzmiała: „Nie przyjmuj, bo jest wbrew kanonom Kościoła świętego”. „Cóż więc, jeśli jest to człowiek ważny, mój przyjaciel, i jeśli zasmuci się tym, że nie przyjąłem – co mam mu powiedzieć?”
Justynian w jednej z ustaw zakazał również „nauczania jakiegokolwiek przedmiotu przez tych ludzi, którzy cierpią na szaleństwo bezbożnych pogan” i „niszczą dusze swoich uczniów” – uderzał tym w szkołę filozoficzną w Atenach, bastion pogaństwa. To prześladowanie skłoniło siedmiu profesorów Akademii Platońskiej do zamknięcia placówki, co nastąpiło w okresie między 529 a 531 rokiem, i przeniesienia jej do Persji, która ich zdaniem była gościnna dla filozofów. Perski następca tronu Chosroes, który w 531 roku został szachem, słynął ze swoich szerokich zainteresowań intelektualnych. Wśród wygnańców znaleźli się czołowi filozofowie epoki, tacy jak scholarcha Damaskios i Simplikios, komentator Arystotelesa. Ich podróż do Persji szczegółowo opisał sympatyk pogaństwa piszący pół wieku później, prawdopodobnie na podstawie wspomnień Damaskiosa. Autor ów stwierdza, że filozofowie opuścili imperium z tego powodu, że „zostali wykluczeni przez prawo z życia publicznego, ponieważ nie chcieli się dostosować do dominującej religii”. Podczas wykopalisk archeologicznych przeprowadzonych w Atenach w domach miejscowej elity pochodzących z tego okresu odkryto zniszczone – lub zakopane, aby nie uległy zniszczeniu – posągi bogów, a także jeden, którego mozaiki zostały pokryte krzyżami. Wydaje się, że rozkaz Justyniana, aby konfiskować własność krnąbrnych pogan, egzekwowano jedynie lokalnie. O ile Julian niegdyś próbował uniemożliwić chrześcijanom nauczania tekstów autorów helleńskich, o tyle Justynian zakazał hellenom nauczania myśli helleńskiej.
Nie trzeba dodawać, że niemal żaden z obszarów życia, które Justynian usiłował zreformować, nie uległ głębszej zmianie. Procedery gry w kości i świadczenia usług seksualnych nie zostały wykorzenione, a siedmiu filozofów ateńskich w 532 roku powróciło z Persji do imperium. Kultura była odporna na zmiany. „Co z tego?” – spytał pewien chrześcijański miłośnik gier hazardowych biskupa Jaku ba z Sarug. A zaraz potem dodał: „To tylko zabawa, a przyglądanie się jej nie jest pogaństwem. Jestem chrześcijaninem i nie staję się nagle poganinem, bo przyglądam się, jak ludzie tańczą”. Problemem, z którym Justynianowi do tej pory nie udało się uporać, były wady i ambicje ludzkie, stanowiące nieodłączny element systemu pieniężnego oraz władzy i kształtujący strukturę rzymskiej gospodarki. To właśnie ten czynnik – w większym stopniu niż gra w kości – skłaniał ludzi do zachowań niezgodnych z zasadami chrześcijaństwa, z czego zdawało sobie sprawę wielu kaznodziejów. W latach 30. VI wieku cesarz podjął pewne kroki w celu ograniczenia nadużyć w tym zakresie.
Powstanie Nika
Rok 532 został zainaugurowany w Konstantynopolu potężnym buntem ludności, który przeszedł do annałów dziejów pod nazwą powstania Nika. Wydaje się, że rebelii początek dała utarczka słowna, do której doszło na hipodromie między Justynianem a frakcją Zielonych, skarżących się, że są represjonowani, a nawet zabijani przez nadwornego eunucha Kalopodiosa. Wymiana zdań stawała się coraz bardziej ożywiona. Cesarz, który wspierał Błękitnych, odpowiedział tłumom za pośrednictwem herolda: „Milczcie, żydzi, manichejczycy i samarytanie!”. Na co Zieloni zaczęli skandować: „Gdyby Sabbatius [ojciec Justyniana] się nie urodził, nie miałby mordercy za syna […]. Żegnaj, sprawiedliwości, już nie istniejesz. Porzuci my wiarę i zostaniemy żydami. Lepiej być poganinem, niż zostać Błękitnym”. W następnych dniach między Błękitnymi a Zielonymi doszło do gwałtownych starć, które nabrały takiej zaciętości, że prefekt Eudaimon rozkazał aresztować uczestników zamieszek z obu stron, a siedmiu z nich skazał na śmierć przez powieszenie. Egzekucja jednego z Zielonych i jednego z Błękitnych się nie udała i obaj skazańcy zostali uprowadzeni przez mnichów do pobliskiego kościoła. Podczas wyścigów trzy dni później, we wtorek 13 stycznia, członkowie obu stronnictw głośnym skandowaniem domagali się od cesarza ułaskawienia obu niedoszłych wisielców. Justynian się jednak nie zgodził. W tym momencie oba stronnictwa połączyły siły i z hasłem Nika! („Zwyciężaj!”) na ustach opuściły hipodrom i udały się do siedziby prefekta pretorium, gdzie przetrzymywano więźniów. Tam tłum zażądał audiencji, ale prefekt odmówił, włamano się więc do więzienia, uwolniono więźniów i podpalono budynek.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Anthony’ego Kaldellisa „Nowe Imperium Rzymskie. Przebudzenie Wschodu. Historia Bizancjum. Tom I” bezpośrednio pod tym linkiem!
W środę Justynian miał nadzieję, że kontynuowanie wyścigów uspokoi tłum, ale ludzie podpalili część hipodromu i zażądali usunięcia prefekta Miasta, prefekta pretorium Jana z Kapadocji i kwestora Tryboniana. Cesarz natychmiast zwolnił wszystkich trzech z piastowanych stanowisk, a nowym prefektem pretorium mianował Fokasa. W tym momencie zamieszki przestały już być gwałtowną demonstracją jednego ze stronnictw cyrkowych, przerodziły się w powstanie ludowe. Jan z Kapadocji, który miał talent do pozyskiwania dochodów dla cesarza, zbyt mocno obciążał podatników i nadużywał swojej pozycji, by się wzbogacić. Jak twierdzą autorzy niektórych przekazów źródłowych, ciężar fiskalny był tak duży, że wielu ludzi zostało zmuszonych do migracji ze wsi do Konstantynopola, gdzie szerzyło niezadowolenie i podsycało bunt. Trybonian był również skorumpowanym urzędnikiem, który sprzedawał sprawiedliwość za pieniądze. Co więcej, ludzi irytowały wydłużający się katalog przestępstw, za które można było zostać ukaranym, oraz surowość, z jaką egzekwowano prawo.
Justynian skapitulował w kwestii wszystkich kluczowych żądań, ale potem popełnił błąd – wysłał Belisariosa z Gotami, aby zaatakował tłum protestujących oblegających pałac cesarski. Ludność Konstantynopola poszukiwała już wtedy nowego cesarza dla „Romanii”. Najpierw próbowano nakłonić do uzurpacji Probusa, siostrzeńca cesarza Anastazjusza, ale ten uciekł z miasta razem z wieloma senatorami. W sobotę do stolicy przybyły oddziały wojskowe z Tracji, które zaangażowały się w bitwy uliczne ze zrewoltowanym ludem. Obie strony podpalały budynki, aby płomieniami i dymem zmusić przeciwnika do odwrotu. Pożary wszczęte tego dnia strawiły Hagię Sophię, Kościół Świętej Ireny, bramę pałacu cesarskiego Chalke, budynek Senatu, Szpital Świętego Sampsona wraz z pacjentami oraz wiele prywatnych domów. W niedzielę Justynian powtórzył posunięcie Anastazjusza z 512 roku: pojawił się w loży cesarskiej z Ewangelią w ręku i obiecał ogólną amnestię, jeśli ludność zaprzestanie zamieszek. Niektórzy go pochwalili, ale inni nazwali osłem. Tłum następnie okrzyknął cesarzem siostrzeńca Anastazjusza, Hypacjusza, którego zaprowadzono na Forum Konstantyna i tam, przy wsparciu części Senatu, ogłoszono nowym władcą. Niewykluczone, że wielu senatorów było niezadowolonych z rządów Justyniana, ponieważ rządził on autokratycznie, bez konsultacji z tym organem państwowym, ten bowiem „siedział jakby malowany, bez prawa głosu i wpływu na dobro sprawy, zwoływany jedynie dla formy, bo tak kazało starodawne prawo”.
Prokopiusz informuje, że w pewnym momencie Justynian zaczął nawet planować ucieczkę ze stolicy, ale determinację do walki przy wróciła mu żarliwa mowa Teodory, w której cesarzowa stwierdziła, że nie warto jest żyć, straciwszy cesarską purpurę. Cesarz, pokrzepiony słowami małżonki, był gotów uczynić wszystko, by utrzymać się na tronie. Wysłał swoich gwardzistów, wraz ze wszelkimi innymi jednostkami, które jeszcze zachowały wobec niego lojalność, oraz garścią najemników przebywających akurat w mieście, aby dokonali rzezi tłumu zgromadzonego na hipodromie. Żołnierzami dowodzili Belisarios, Mundo (z książęcego gepidzkiego rodu, który niegdyś najechał cesarstwo i towarzyszył siłom barbarzyńskich Herulów), i Narses, eunuch pochodzący z perskiej Armenii. Żołnierze cesarscy zaatakowali hipodrom z trzech stron i zabili 30–50 tysięcy ludzi, czyli prawie jedną dziesiątą populacji Konstantynopola. W przeszłości ludność miasta podnosiła bunt, by wyrzynać barbarzyńskich żołnierzy, którzy zagrażali monarchii – teraz monarchia użyła barbarzyńskich żołnierzy do mordowania własnych poddanych. Sto lat później w Palestynie taki czyn pamiętany był jako jedno z największych nieszczęść w historii. W Konstantynopolu nigdy o nim nie zapomniano. Według późniejszej legendy ciała pomordowanych zakopano pod piaskiem toru wyścigowego hipodromu.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Anthony’ego Kaldellisa „Nowe Imperium Rzymskie. Przebudzenie Wschodu. Historia Bizancjum. Tom I” bezpośrednio pod tym linkiem!
Architektoniczne jądro Konstantynopola było teraz „dymiącą ruiną, stertą czarnych, zwęglonych kopców, niezdatnych do zamieszkania z powodu pyłu, dymu i smrodu materiałów, które uległy spopieleniu”. W poniedziałek 19 stycznia Justynian rozkazał aresztować i stracić Hypacjusza oraz jego brata Pompejusza, a po egzekucji wyrzucić ich ciała do morza. Skonfiskował majątek wielu senatorów, którzy stanęli po ich stronie, i rozdał go ludziom ze swojego otoczenia, choć później zwrócił wszystko, co jeszcze pozostało. Po roku przywrócił na dawne stanowisko Jana z Kapadocji, a później także Tryboniana. Cesarz rozesłał po całym imperium komunikat głoszący jego „zwycięstwo nad buntownikami”. Na widok publiczny wystawiono posąg Teodory, z epigramem upamiętniającym rolę, jaką odegrała podczas „wojny domowej”. Niełatwo było jednak świętować taki triumf, w związku z czym Justynian wkrótce usunął ze swojej propagandy wszelkie wzmianki o tym przykrym wydarzeniu. Tak czy inaczej, nie okazał żadnej skruchy z powodu rzezi własnego ludu, bez względu na to, jak bardzo byłaby ona „uzasadniona” z punktu widzenia dworu cesarskiego.
Po stłumieniu powstania Justynian natychmiast rzucił się w wir prestiżowych projektów, które stały się – w takim samym stopniu jak kodyfikacja prawa – symbolami jego panowania. Cesarz podjął się tych dzieł albo dlatego, że dążył do poprawy swojego wizerunku w oczach poddanych, albo dlatego, że chciał wykorzystać stłumienie opozycji wewnętrznej. W 532 roku zawarł pokój z Persją i przeprowadził odbudowę stolicy, której wyróżnikiem stało się postawienie nowej Hagii Sophii (532–537). Podjął wysiłki, aby znaleźć kompromis z monofizytami, odbił Afrykę Północną z rąk Wandalów (533–534) i Italię z rąk Ostrogotów (w pierwszej fazie, trwającej od 535 do 540 roku) i przeprowadził reformę zarządu prowincji. Żaden z rzymskich cesarzy przed nim ani po nim nigdy nie prowadził jednocześnie tak wielu ambitnych przedsięwzięć.
Poganin Fokas, nowy prefekt pretorium, mianowany w 532 roku, z polecenia cesarza przystąpił do budowy nowej Hagii Sophii. Prace nad wzniesieniem monumentalnej budowli zaczęły się wkrótce, 23 lutego – zaledwie miesiąc po stłumieniu powstania. Budowa trwała sześć lat, a nowy kościół uroczyście oddano do użytku 27 grudnia 537 roku. Fokas zdołał zebrać na budowę 4000 funtów złota, sumę, która zadowoliłaby Attylę, ale prawdopodobnie stanowiła jedynie ułamek całkowitych wydatków na budowę, najpewniej jedną piątą, co daje jej łączny koszt wynoszący ponad milion solidów. Architekci świątyni, Antemiusz z Tralles i Izydor z Miletu, byli absolwentami pogańskich szkół i prawdopodobnie sami byli poganami. Zaprojektowali Hagię Sophię w taki sposób, aby odzwierciedlić neoplatońskie pojęcie boskiego światła – ze złotą kopułą reprezentującą sklepienie nieba wznoszące się nad marmurową podłogą postrzeganą jako wody, nad którymi unosił się Duch Boży w chwili Stworzenia. Kościół mógł pomieścić 16 tysięcy ludzi i obsługiwał go personel składający się z 500 kapłanów, kantorów i odźwiernych.
Hagia Sophia, stanowiąca ukoronowanie osiągnięć architektury rzymskiej, była największą przestrzenią wewnętrzną, jaką dało się wówczas zaprojektować, a równocześnie ukrywała w ścianach cztery potężne filary. Wzniesienie budowli choćby nieco większej odsłoniłoby te podpory, co dałoby efekt „nóg słonia”. Pierwotna kopuła była ambitniejszym i delikatniejszym projektem i miała nieco bardziej spłaszczony kształt. Światło wlewało się do wnętrza przez okna rozmieszczone wzdłuż podstawy kopuły, między jej żebrami, co sprawiało wrażenie, jakby sklepienie „unosiło się” lub – jak to ujął Prokopiusz w homeryckiej aluzji – „jakby zwisała na złotym łańcuchu”. Światło odbijało się od pozłacanej powłoki sufitu i powierzchni wyłożonych marmurem, dzięki czemu wnętrze było skąpane w promieniach słońca. Wielokolorowe marmurowe panele celowo sprowadzono z prowincji rozrzuconych po całym basenie Morza Śródziemnego, przez co wnętrze Hagii Sophii stało się symboliczną mapą rozrastającego się imperium Justyniana.
Poeta liturgiczny Roman Melodos skomponował specjalne hymny dla nowego kościoła, z których jeden został wykonany jeszcze w trakcie jego budowy. Roman z uderzającą szczerością i we wzruszający sposób wspomina o rozpaczy ludzi, których krewni zginęli w powstaniu Nika, kiedy to cesarz „karał złych ludzi mieczem”. Przychylnie porównuje nową świątynię, powstającą z popiołów, do świątyni Salomona. W taki sposób Justynian udzielił ostatecznej odpowiedzi Julianie Anicji i „wskrzesił” całe miasto. Rzymianie poparli kolejne elementy programu Justyniana, takie jak reforma moralna i zamknięcie ust filozofii helleńskiej.
