Jarosław Źrałka – „Majowie. Na tropie wielkiej cywilizacji Ameryki Środkowej” – recenzja i ocena
Jarosław Źrałka – „Majowie. Na tropie wielkiej cywilizacji Ameryki Środkowej” – recenzja i ocena
Przyzwyczailiśmy się do klasycznych syntez, które stanowią kompetentne (tego w końcu oczekujemy od syntez) ujęcie tematu, a w których narracja prowadzona jest w sposób tradycyjny, przeważnie w układzie chronologicznym lub chronologiczno-problemowym. Synteza nie jest bowiem miejscem na twardą polemikę z ustaleniami pokoleń badaczy, ale powinna serwować solidną, podpartą źródłami dawkę wiedzy.
Czytelnicy Histmaga, a już z pewnością studenci i absolwenci studiów historycznych, mogą prowadzić długie dyskusje o tym, który z podręczników najbardziej przypadł im do gustu, z którego wynieśli najwięcej, który zainspirował ich do pogłębiania wiedzy na taki czy inny temat. Do tego rodzaju opracowań należy też „Mezopotamia”, którą napisał Georges Roux – sam był jedynie historykiem (asyriologiem) amatorem, ale przede wszystkim lekarzem. Właśnie wykształcenie medyczne można traktować jako kluczowe dla zachowania przezeń charakterystycznego dystansu w prezentowaniu ustaleń innych badaczy. Do dziś nikt nie napisał lepszej pracy na temat starożytnego Międzyrzecza.
Wspominam o francuskim autorze nieprzypadkowo, bo to była moja pierwsza myśl po zetknięciu się z pracą Jarosława Źrałki na temat cywilizacji majańskiej. O ile Polak jest uznanym międzynarodowym autorytetem w dziedzinie, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, o tyle chyba nie obrazi się na to porównanie. Zaserwował on bowiem pracę, która nie tylko mogłaby, ale wręcz powinna stanowić podręcznik akademicki. I to jest najwyższy komplement.
Źrałka bowiem nie tylko dokonuje podsumowania ustaleń, ale odsłania przed czytelnikiem tajniki warsztatu badawczego archeologa i historyka. W przeciwieństwie do wspomnianego wyżej, polski uczony nie opiera się wyłącznie na ustaleniach innych badaczy, ale – przede wszystkim jako praktyk – wprowadza nas do jądra badań nad historią Majów. Wchodzi w polemikę z utartymi schematami dzięki własnym odkryciom w Nakum czy innych ośrodkach. Zmieniły się metody, a narzędzia uległy znaczącemu unowocześnieniu. Mowa tu nie tylko o tradycyjnych wykopaliskach, ale o rewolucji, jaką przyniosło zastosowanie technologii LiDAR, pozwalającej zajrzeć pod gęsty płaszcz gwatemalskiej dżungli i dostrzec tysiące nieznanych wcześniej struktur – od tarasów rolnych po skomplikowane systemy irygacyjne. I właśnie one stanowią intrygujący punkt wyjścia do rozważań autora. Stanowią zarazem świetną oś narracyjną.
Poza wszystkim bowiem owa kuchnia fachowca sprawia, że nie mamy do czynienia z wiedzą tajemną. Źrałka nie przemawia z katedry uniwersyteckiej, lecz właśnie z serca stanowisk archeologicznych – nawet jeśli największym przeciwnikiem okazują się nie dylematy naukowca, a powodzie lub miejscowi złodzieje. Przeciwności losu zdają się w tym wypadku jedynie podkreślać znaczenie prac terenowych prowadzonych przez autora i jego zespół, a także wskazują problemy, przed jakimi stają specjaliści zajmujący się dziejami Mezoameryki.
Autor dowodzi, że dorobek cywilizacji majańskiej to coś więcej niż tylko tajemnicze piramidy czy krwawe rytuały, którym kres przyniósł podbój dokonany przez Hiszpanów. Właśnie życie codzienne jest najmniej bodaj znanym aspektem, który Źrałka przybliża z niezwykłą pieczołowitością. Autor rekonstruuje funkcjonowanie majańskich miast-państw jako organizmów niezwykle złożonych, gdzie religia i astronomia przenikały się z twardą polityką dynastyczną oraz walką o zasoby. Dzięki analizie inskrypcji glificznych oraz znalezisk ceramiki czytelnik dowiaduje się, jak wyglądała struktura społeczna – od wszechpotężnych królów k’uhul ajaw (w tłum. boski władca), po rzemieślników i rolników, których praca pozwalała na rozkwit takich ośrodków jak Tikal, Palenque czy Nakum.
Książka została wzbogacona o przypisy, które – to akurat dobre rozwiązanie – zamieszczono na końcu książki (zajmują one łącznie ponad 30 stron). Ukazała się ona w serii Archeo, a więc popularnonaukowym cyklu Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Może to prowadzić do fałszywego założenia, że „Majowie” to jedynie popularnonaukowa publikacja. Przeciwnie – otrzymaliśmy dzieło kompletne, ważne i ze wszech miar potrzebne. Przede wszystkim jednak sposób prowadzenia narracji jest przyjazny dla czytelnika. Staje się instrumentem przekazywania wiedzy.
Język nie jest głównym czynnikiem rozróżniającym pracę naukową od popularnonaukowej, choć przyzwyczailiśmy się do tego, że teksty naukowe muszą być nudne. Im bardziej zawiłe pojęcia, tym większe walory niesie praca – tego rodzaju podejście pokutuje w Polsce, bo przecież popularyzacja jest etykietą, na wyrost utożsamiana z powierzchownością. Jarosław Źrałka udowadnia tymczasem, że o sprawach trudnych i wielowymiarowych można pisać ze swadą. Dobra, potrzebna książka.
