Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz – „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia” – recenzja i ocena
Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz – „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia” – recenzja i ocena
Książka Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz jest przedsięwzięciem ambitnym i ryzykownym. Ambitnym, bo mierzy się z jedną z najbardziej obciążonych moralnie par w powojennej historii Polski. Ryzykownym, bo próbuje opowiedzieć równolegle dwie biografie, których losy splatają się, ale których odpowiedzialność historyczna i symboliczny ciężar są nierównoważne. Autorka proponuje narrację rozpiętą między sztetlem, przedwojenną Warszawą, stalinizmem, emigracją i oksfordzką samotnością. Buduje opowieść o losie, winie, wyparciu i pamięci. To książka obszerna, gęsta od faktów. Napisana sprawnie i z talentem reporterskim.
Jej mocną stroną jest drobiazgowa rekonstrukcja środowisk: żydowskiej Warszawy, Płocka czasu wojny 1920 roku, powojennego aparatu bezpieczeństwa czy emigracyjnego Oksfordu. Autorka z powodzeniem łączy warsztat historyczny z narracyjną dynamiką – sceny z dzieciństwa Felicji Danielak czy Beniamina Zylberberga są plastyczne, osadzone w kontekście społecznym, wolne od sentymentalizmu. Widać imponującą pracę archiwalną i szeroką kwerendę źródłową. Książka przynosi wiele szczegółów, które pozwalają zobaczyć bohaterów nie tylko jako figury publiczne, lecz także jako dzieci, rodziców, ludzi uwikłanych w historię.
Jednocześnie to właśnie sposób rozłożenia akcentów budzi zasadnicze pytania. „Stygmat” sugeruje, że centralnym problemem jest napięcie między biografią a piętnem – indywidualnym losem a publicznym osądem. Autorka konsekwentnie pokazuje, jak po 1989 roku Helena Wolińska stała się symbolem „stalinowskiej zbrodniarki”, a jej nazwisko funkcjonowało w dyskursie publicznym jako skrót całej epoki. Ten mechanizm demaskuje z wnikliwością, pokazując uproszczenia, medialne klisze i antysemickie resentymenty. Zarazem – i to jest najpoważniejsza słabość książki – analiza odpowiedzialności Wolińskiej jako prokuratorki w sprawach żołnierzy podziemia niepodległościowego zostaje przesunięta na dalszy plan. Kluczowa jest dla autorki rekonstrukcja jej drogi życiowej i późniejszego wykluczenia.
Kwiatkowska-Moskalewicz nie neguje faktów. Decyzje procesowe, podpisy pod aktami oskarżenia, kontekst stalinizmu są obecne. Lecz interpretacyjny ciężar zostaje przesunięty z kategorii winy na kategorię uwikłania. Wolińska jawi się przede wszystkim jako uczestniczka systemu, formowana przez doświadczenie Zagłady, wojnę i wiarę w komunizm rozumiany jako projekt emancypacyjny. To ujęcie nie jest nieuprawnione. Wymagałoby jednak chyba wyraźniejszego zaznaczenia granicy między wyjaśnieniem a usprawiedliwieniem. Autorka nie zawsze pilnuje tej granicy.
Podobnie z Włodzimierzem Brusem. Jego intelektualna droga – od marksistowskiego zaangażowania po krytykę realnego socjalizmu – została pokazana przekonująco, z uwzględnieniem ewolucji poglądów i dramatyzmu Marca ’68. Jednak w tle pozostaje pytanie o wcześniejsze lata: o udział w budowie systemu, który później sam krytykował. Narracja o późniejszej rewizji poglądów zdaje się łagodzić ocenę wcześniejszego współtworzenia aparatu ideologicznego. Czy słusznie? Intelektualnej wielkości Brusowi nikt nie odmawia. A że przyćmiewa ona inne aspekty jego działalności – to inna sprawa.
„Stygmat” jest zatem książką dla czytelnika gotowego na złożoność. Nie zadowoli tych, którzy oczekują jednoznacznego osądu ani tych, którzy chcieliby całkowitej rehabilitacji. Najwięcej wyniosą z niej odbiorcy zainteresowani historią społeczną i kulturową XX wieku, zwłaszcza losem polskich Żydów, inteligencji lewicowej i emigracji. To także interesująca lektura dla badaczy pamięci – jako studium tego, jak po latach konstruuje się figury winy i wykluczenia.
Ukrytym założeniem książki jest przekonanie, że biografia – nawet ta najbardziej obciążona – powinna być narzędziem rozumienia, nie potępienia. Autorka wierzy w moc kontekstu, w możliwość pokazania sprawców jako ludzi z krwi i kości. To założenie jest humanistycznie szlachetne, lecz niesie ryzyko relatywizacji. W przypadku postaci tak jednoznacznie wpisanej w aparat represji jak Wolińska czytelnik może odczuć niedosyt wyraźnej, analitycznej oceny. Tej Kwiatkowska-Moskalewicz chyba w ogóle nie planowała dać.
Być może najciekawsze fragmenty książki dotyczą późnej starości obojga bohaterów. Ich izolacji w Oksfordzie, napięcia pomiędzy pamięcią a zapomnieniem. Tam autorka osiąga ton najbardziej wyważony i przejmujący. Widać, że interesuje ją nie tyle proces historyczny, ile dramat jednostki wobec historii.
Ostatecznie „Stygmat” to biografia ważna i potrzebna, choć nie wolna od interpretacyjnych przesunięć. Jej siłą jest empatia i skrupulatność, słabością – nie do końca rozbrojona tendencja do przenoszenia ciężaru z odpowiedzialności na kontekst. To książka, która prowokuje do dyskusji. W tym sensie spełni swoje zadanie.
